„Przyjemność z lektury jednej stronicy pióra de Selby’ego polega na tym, że czytelnik nieuchronnie dochodzi do radosnego przekonania, iż sam wcale nie jest największym głupcem.”
du Garbandier

Strona ta poświęcona jest ideom nawiązującym do myśli zapoznanego geniusza wszechnauk de Selby’ego.
ATTENTION! If You want help, try to translate the texts, inspired by de Selby. You can also send other articles about the life and thoughts of de Selby. Thank You!
Mail
Reinkarnacja
De Selby jak wielu wielkich myślicieli przeżywał okres fascynacji duchowością Wschodu. W „Albumie wiejskim” można odnaleźć niewielki ślad tych zainteresowań w rozdziale poświęconym wyjaśnieniu zjawiska nocy jako zagęszczenia zanieczyszczeń (więcej: „Noc i sen„). W skrajnej wersji swojej teorii de Selby uznał, że nocny smog nie powoduje, jak początkowo przypuszczał, zasłabnięcia nazywanego powszechnie snem, ale przynosi śmierć przez uduszenie (więcej: „Niezmiennik DS„). Przebudzenia de Selby uznał za przejaw reinkarnacji, która od klasycznej różniła się intensywnością, wszak powtarza się każdego poranka.
Olbrzymie kałamarnice
![]() |
| Zdjęcie to ma przedstawiać kaszalota pomniejszonego przez ciśnienie na głębokości 3000 m (sążni?). Są poszlaki wskazujące na to, że to ta fotografia – pochodząca z jednego z irlandzkich śródlądowych pubów – mogła zainspirować Wielkiego Przyrodnika do obalenia teorii olbrzymich kałamarnic. Ocenę wiarygodności rzekomego dowodu pozostawiamy czytelnikom. |
Przesiadując w pubie, oczywiście w celu przeprowadzania poważnych badań socjologicznych, de Selby usłyszał opowieść o kryjących się w głębinach oceanicznych olbrzymich kałamarnicach. Nikt dotąd tych tajmniczych stworów nie oglądał, a ich wielkość oceniano pośrednio na podstawie wielkości blizn, jakie zmierzono na cielskach złowionych kaszalotów. Rzekomo ci oceaniczni smakosze potrafią na jednym oddechu zanurkować na setki metrów, gdzie staczają śmiertelne pojedynki z gigantycznymi kałamarnicami, których straszliwe macki potrafią zadawać okrutne rany.
De Selby zainspirowany opowieścią stworzył własną hipotezę. Opierając się na powszechnie znanych prawach fizycznych wykazał, że panujące na dużej głębokości ciśnienie spowoduje skurczenie się drapieżnego wieloryba do niewielkich rozmiarów. Po zwycięskiej walce z dorównującą mu rozmiarami kałamarnicą, Wielki Przyrodnik oszacował jej wielkość na około 20 cm, syty, lecz poraniony kaszalot powoli wynurza się odzyskując pierwotne wymiary. Niestety rany na jego cielsku wzrastają proporcjonalnie, stąd później pozostają po nich wielkie blizny.
W swoim niejasnym komentarzu du Garbandier stwierdza, że przyswojenie sobie elementarnych wiadomości z fizyki nie uprawnia jeszcze nikogo do wypowiadania się na każdy dowolny temat. Natomiast Kraus entuzjastycznie odniósł się do teorii de Selby’ego. Co więcej, postanowił uzupełnić dywagacje Wielkiego Fizyka skomplikowanymi obliczeniami matematyczno-fizycznymi. Skonfudowany tym wszystkim Hatchjaw zasugerował, że teorię de Selby’ego należy potraktować jako żart, wszak narodziła się w pubie. Równocześnie zgromił Krausa zarzucając mu złośliwą i podstępną próbę zdyskredytowania de Selby’ego przez rzekome potwierdzenie teorii jakimiś absurdalnymi obliczeniami. Le Fournier analizując dotychczasowy przebieg polemiki prasowej, poruszył odwieczny problem dosłownej czy alegorycznej interpretacji dzieł Wielkiego Balistyka, niestety kwestia ta pozostała nierozwiązana. Kraus nie angażując się bezpośrednio w dyskusję wzmocnił swoje argumenty publikując suplement, w którym wyprowadził uprzednio zastosowane wzory z równań Einsteina. Le Clerque w swojej książce „Uzupełnienia i analizy” zacytował fragmenty wspomnień przyjaciela Hatchjawa, niejakiego Harolda Barge: „Tylko ciężkie przeziębienie, które przykuło Hatchjawa do łóżka na długie dwa tygodnie, powstrzymało go przed natychmiastową podróżą do Hamburga i ostatecznym rozprawieniem się z tym „wrogiem ludzkości”, jak nieodmiennie nazywał Krausa”.
Stan nadkoncentracji
De Selby wielokrotnie utyskiwał na męczące ślęczenie nad książkami. Nic dziwnego, że entuzjastycznie przyjął informacje na temat sztuki szybkiego czytania. Szybko zapoznał się z kilkoma poradnikami dotyczącymi tej tematyki. Uznał, że przedstawione tam metody nie są w pełni zadowalające i postanowił opracować własną. Wyniki swoich prac przedstawił w broszurze pod skromnym tytułem „Szkoła najszybszego czytania”. Niestety, tępi wydawcy nie potrafili docenić geniuszu Myśliciela i nie zdecydowali się na wydanie przełomowej dla nauki i edukacji pracy. De Selby wydał na własny koszt 100 egzemplarzy broszury, niestety żaden nie zachował się do naszych czasów. Nieliczne wzmianki rozproszone w innych dziełach Uczonego pozwalają zrekonstruować jedynie niektóre elementy metody „najszybszego czytania”. De Selby postulował, by przed przystąpieniem do lektury wprowadzić umysł w stan „nadkoncentracji”. Po osiągnięciu tego stanu wystarczy przeczytać kilka zdań z wybranej książki, by „uświadomić” sobie treść całego dzieła. W następnym etapie metoda ta pozwala po przeczytaniu kilku zdań z dowolej książki wybranego autora przyswoić sobie treść wszystkich jego dzieł. Niestety, de Selby nie sprecyzował sposobu osiągania stanu „nadkoncentracji”. Złośliwy jak zwykle du Garbandier stwierdził, że kilkadziesiąt pozostawionych przez Mistrza niezapłaconych rachunków za whisky wyraźnie wskazuje na sposób wchodzenia de Selbyego w stan „nadkoncentracji”. Hatchjaw odpowiedział, że te rzekomo niezapłacone rachunki muszą być sfałszowane, ponieważ „powszechnie wiadomo, że de Selby słynął w całej okolicy z pędzenia doskonałej whisky”.
Astronomia de Selby’ego
De Selby uznał, że aby opracować teorię ruchów ciał niebieskich wystarczy obserwacja światła elektrycznego oświetlającego wieczorem jego pokój. Uczony poszedł jednak dalej: po serii eksperymentów z włączaniem i wyłączaniem światła doszedł do wniosku, że zmiany dnia i nocy zależą od woli podmiotu obserwującego (czyli od jego woli). Kolejne próby potwierdziły tę hipotezę dla jego pokoju jako układu odniesienia. Jeśli znamy odwagę de Selby’ego, nie zdziwi nas jego następny krok, mianowicie sprawdzenie dotąd niezawodnej teorii dla całej Ziemi jako układu. Jak notuje du Garbandier – dość powściągliwie jak dla niego – w tym wypadku wyniki nie do końca potwierdziły wysuniętą wcześniej hipotezę. Myliłby się jednak ten, kto uznałby, że nasz Myśliciel na tym poprzestanie. Wystarczyła genialnie prosta poprawka do teorii, aby cały ten – nie wahajmy się nazwać go „kopernikańskim” – przewrót naukowy stanął znów na nogach. Otóż de Selby akty swojej woli dotyczące wschodów i zachodów Słońca dostosował do godzin umieszczonych w powszechnie znanych kalendarzach ściennych z kartkami dziennymi. Odtąd eksperymenty potwierdziły w 100% słuszność teorii niebieskiej de Selby’ego.
Polonica deselbiańskie
Podobno de Selby miał okazję spotkać licznych emigrantów zarobkowych z Polski. Te przypadkowe kontakty stały się dla Badacza materiałem do dociekań naukowych. De Selby zauważył, że Polaków można podzielić na dwie grupy: osobników pozytywnych oraz osobników negatywnych. Prawdopodobnie pod wpływem informacji o odkryciu antymaterii, de Selby wysunął hipotezę, że po podaniu ręki osobnikowi pozytywnemu przez osobnika negatywnego następuje anihilacja i wydzielenie czystej energii. Konsekwencją takich zdarzeń byłoby całkowite wyludnienie Polski. Na szczęście zgodnie z teorią fizyczną de Selby’ego występuje wyraźna asymetria między pozytywnymi a negatywnymi Polakami. Ocenił, że w populacji występuje 99,99% osobników jednego rodzaju, a więc anihilacja grozi jedynie niewielkiej grupie. Nie zachowała się informacja, która grupa przeważa w populacji. Kraus twierdzi, że brak tej informacji świadczy o celowej dywersji polskich robotników zatrudnionych w drukarni publikującej dzieła Myśliciela.
De Selby – społecznik
Du Garbandier ujawnił fragmenty nieznanego dotąd dzieła de Selby’ego, którego barokowy tytuł można oddać w przybliżeniu jako „10 nieznanych sposobów na wyłudzenie renty lub innych świadczeń społecznych na podstawie wybranych paragrafów Ustawy o Ubezpieczeniach Społecznych Dz. U. nr … z dalszymi poprawkami wraz z przykładami ich skuteczność barwnie ukazującymi”. Próby okazały się początkowo skuteczne, tym bardziej że Uczony występował pod różnymi nazwiskami. Według du Garbandiera niektóre z tych pseudonimów to: Hatchjaw, Le Clerque, Kraus, Garbandier, O’Brien. Jednak przy próbie uczciwego i prawnego uzyskania odpowiednich świadczeń de Selby poniósł porażkę i został zdemaskowany. Całą tę akcję wykorzystał Garbandier, aby ukazać Mędrca w jak najgorszym świetle. Jego przypuszczenie, że kombinacje de Selby’ego dowodzą jego polskich korzeni, poważne środowiska naukowe przyjęły z oburzeniem. Ambasada Polska w Berlinie złoży wkrótce stosowny protest.
Rynsztunek Hatchjawa
Niektórzy przyjmują, że potężny rynsztunek Hatchjawa rzekomo skierowany przeciw tajemniczemu Krausowi był w rzeczywistości zestawem instrumentów naukowych. Jak wiadomo de Selby był wybitnym balistykiem, jednak pozostawione przez niego notatki z tej dziedziny – rzecz oczywista – podlegają różnym, często sprzecznym interpretacjom. Hatchjaw zerwał z opartymi na spekulacjach badaniami wymyślonej rzekomo przez de Selby’ego genialnej broni – postanowił po prostu wypróbować różne jej systemy. Podziwu dla Hatchjawa nie może zmącić podnoszony przez Garbandiera fakt, że metoda losowego doboru materiału badawczego w tej dziedzinie oraz zamiar użycia go wobec innego uczonego są karygodne z punktu widzenia warsztatu i etyki naukowca.
Skala IQ
Podobno w jednej z zaginionych broszur de Selby przedstawił koncepcję nowej skali IQ. Postanowił rozszerzyć istniejącą skalę o wartości ujemne. Na podstawie opracowanych przez siebie testów stwierdził, że jego IQ wynosi minus 160 i świadczy o „specyficznym geniuszu”. Jak zwykle złośliwy du Garbandier sugeruje, że wprowadzenie nowej skali wynikało z fatalnego wyniku, jaki uzyskał de Selby w tradycyjnym teście. Potwierdzeniem tego mają być wspomnienia niejakiego Blooma, który sprzedał standardowy test de Selby’emu. Przy ponownym spotkaniu Bloom miał być obrzucony stekiem wyzwisk i oskarżony przez de Selby’ego o handel fałszywymi i wadliwymi testami. Natomiast Kraus stwierdził, że przyczyną nieporozumienia był błąd drukarski i zamiast minus 160 de Selby uzyskał wynik pierwiastek z minus 160. Powściągliwy Le Clerque odnosząc się do całej sprawy, zapisał: „niektóre komentarze więcej mówią o charakterze ich autora, niż o przedmiocie dyskusji”.
Przyczynek do teorii skrzyni wodnej
Bassett wysunął przypuszczenie, że słynna „skrzynia wodna” de Selby’ego służyła do rozcieńczania wody do takiego stanu, w którym mogła ona pochłaniać „czarne powietrze” odpowiedzialne, jak wiadomo, za ciemności nocy. Stąd pomysł de Selby’ego, by lampy i żarówki zastąpić butelkami zawierającymi odpowiednio rozcieńczoną wodę pochłaniającą mrok. Powszechne wdrożenie wynalazku Uczonego mogło uchronić świat przed skutkami kryzysu energetycznego. Niestety, bezduszne służby miejskich wodociągów przerwały te epokowe eksperymenty, odcinając Badaczowi dopływ wody. Pretekstem do takich szykan było rzekome zużycie przez de Selby’ego wody w ilościach przemysłowych oraz uchylanie się od płacenia rachunków. Podobno do tych wydarzeń odnosi się słynna sentencja Mistrza: „Aby układać rury, trzeba mieć ogląd całej rzeczywistości”. Le Fournier twierdził, że eksperymenty de Selby’ego były pierwszą próbą przeprowadzenia syntezy jądrowej w warunkach domowych.
Niezmiennik DS
Opracowując drzewo genealogiczne swojej rodziny, de Selby przeprowadził kwerendę w lokalnym archiwum oraz zwiedził kilka okolicznych cmentarzy. Na podstawie przeprowadzonych badań Uczony wysunął śmiałą tezę, że każdy musi umrzeć. Zasada ta została później nazwana przez komentatorów niezmiennikiem de Selby’ego (niezmiennik DS) i zyskała w powszechnej opinii wielkie uznanie. Jedynie drobiazgowy Le Fournier wskazywał, że istnieją jednak wyjątki jak Henoch czy Eliasz. Zachwycony przenikliwością de Selby’ego Hatchjaw przypomniał Le Fournierowi, że jak powszechnie wiadomo wyjątki potwierdzają regułę. Złośliwy du Garbandier stwierdził, że prawdziwie zdumiewającym wyjątkiem jest Hatchjaw skoro w banalnym stwierdzeniu, że każdy umiera, dostrzegł genialność myśli. W odpowiedzi Hatchjaw zasugerował, że nie ma sensu zajmować się komentarzami niejakiego du Garbandiera, który jak wiadomo nie istnieje, a za jego nazwiskiem ukrywa się „ten intrygant i zakała ludzkości Kraus”. Le Clerque zauważył, że zagadnieniem powszechnej śmiertelności zajmował się już słynny filozof Willard van Orman Quine, który zaproponował „makabryczny” eksperyment myślowy, zgodnie z którym nawet osobnik empirycznie sprawdzający śmiertelność wszystkich ludzi nie mógłby sprawdzić samego siebie, a następnie potwierdzić postawioną tezę (Patrz: Willard van Orman Quine, Granice wiedzy, tłum. B. Stanosz, „Literatura na świecie” nr 5/1984, s. 310). Podsumowując dyskusję Kraus zacytował słynną sentencję de Selby’ego: „Każdy dąży do ideału, każdy w końcu przestanie się ruszać”.
Mikroświat
De Selby zainspirowany odkryciami kolejnych mikrocząstek, postanowił wykazać doświadczalnie istnienie cząstki najmniejszej, roboczo nazwanej subatomem. Prawdopodobnie eksperyment został przeprowadzony, natomiast nie zachowały się opisy tych badań. Hatchjaw twierdzi, że w jednej z lokalnych bibliotek natknął się na kartę katalogową broszury de Selby’ego noszącej znaczący tytuł „Prawdziwa Fizyka”. Niestety okazało się, że książka została wypożyczona przez niejakiego Muddy’ego i nigdy nie zwrócona (podany adres wypożyczającego okazał się fałszywy). Przenikliwy Le Fournier wskazał miejsce w „Albumie wiejskim”, gdzie Wielki Przyrodnik przy okazji omawiania zasad pielęgnacji krzewów, mimochodem stwierdza: „prześwietlanie krzewów pozwala uzyskać doskonały materiał do badań mikrocząsteczek”. Kraus przejęty tymi informacjami postanowił odtworzyć przebieg doświadczeń Wielkiego Fizyka. Brawurowo połączył cytowany przez Le Fourniera fragment z odległymi o kilka akapitów rozważaniami de Selby’ego na temat skutków skaleczeń scyzorykiem. Według Krausa Wielki Analityk miał za pomocą scyzoryka dzielić gałązki, aż do uzyskania pojdynczych atomów. Ostatecznie dociął się do niepodzielnych subatomów. Niedoskonałość zastosowanych narzędzi badawczych spowodowała, że w trakcie przeprowadzania swojego epokowego doświadczenia de Selby doznał licznych skaleczeń. Znana wszystkim meandryczność myśli Wielkiego Odkrywcy spowodowała, że natychmiast zapomniał o problemach mikroświata i z pasją zajął się badaniami z zakresu medycyny stosowanej. Tak powstał słynny fragment „Albumu wiejskigo”, w którym opisał 100 sposobów opatrywania pokaleczonych palców. Le Clerque po zapoznaniu się z artykułem Krausa błyskawicznie wysłał depeszę ostrzegawczą do Harolda Barge’a – przyjaciela Hatchjawa. Zasugerował, że Hatchjaw uzna twierdzenia Krausa za ośmieszające Wielkiego Filozofa. Może to negatywnie wpłynąć na stan zdrowia przepracowanego Hatchjawa. De Barge nie wahał się podjąć zdecydowanych działań, by uchronić swojgo przyjaciela przed bezczelnymi łgarstwami Krausa. Podczas klubowego spotkania, na którym miał być odczytany i analizowany nowy artykuł Krausa, symulując niezręczność, wylał na tekst kawę. Następnie próbując wysuszyć kartki przy kominku, doprowadził do ich spalenia. Zdenerwowanie Hatchjawa łatwo załagodził zapewniając, że artykuł musiał być błahy skoro du Garbandier nie poświęcił mu ani słowa w swej stałej rubryce opisującej nowe deselbiana.
Dźwiękowy design
De Selby posiadał wyjątkowy zmysł praktyczny i nieustannie udoskonalał przedmioty w swoim otoczeniu. Spostrzegł, że w swoich domach narażeni jesteśmy codziennie na liczne nieprzyjemne odgłosy np. skrzypienie zawiasów, bulgotanie rur czy szuranie kapci. Postanowił udoskonalić przedmioty ze swojego otoczenia tak, by wydawały odgłosy przyjemne dla ucha. Rozpoczął od młotka, który jak wiadomo był jego podstawowym narzędziem badawczym. Do wbijania gwoździ w ścianę zastosował młotki o różnych masach, kształtach i długościach trzonków. Doskonale rozwijające się badania zostały gwałtownie przerwane w wyniku zawalenia się ściany, w którą de Selby wbił już setki rozmaitych gwoździ. Szczęśliwie była to ściana działowa i jej zniszczenie nie spowodowało katastrofy budowlanej. Po usunięciu gruzu de Selby odkrył, że połączenie sypialni z kuchnią jest bardzo praktycznym rozwiązaniem. Rozpoczął też od razu rozwijać nowatorskie projekty budynków (patrz:”Domy„). Nowa pasja badawcza spowodowała, że nie powrócił już do swej genialnej koncepcji designu dźwiękowego.
Przeciw karze śmierci
Hatchjaw poszukując śladów działania de Selby’ego, natrafił na stenogramy zebrań lokalnego oddziału Towarzystwa Popularyzatorów Nauki i Wiedzy. Jedno z zanotowanych tam wystąpień Uczonego odnosiło się do dyskusji na temat kary śmierci. Dyskusja była bardzo burzliwa, jednak de Selby nie wykazywał przez długi czas żadnej aktywności. Mogło to wynikać ze znanej wszystkim przypadłości nagłego zasypiania. Jednak pod koniec spotkania Filozof wystąpił z krótkim oświadczeniem, w którym nie tylko, „co oczywiste”, potępił karę śmierci, ale również wyraził protest wobec „oburzającego folgowania morderczym skłonnościom w literaturze, filmie, a szczególnie w tym piekielnym wynalazku – grach komputerowych. Producentów tych gier należy likwidować!”. Du Garbandier wyraził uznanie wobec humanitaryzmu Myśliciela i dodał, że słowa de Selby’ego szczególnie powinien wziąć pod rozwagę sam Hatchjaw, który w zapale polemicznym nieraz posunął się do gróźb fizycznego unicestwienia swoich oponentów, zwłaszcza Krausa. Hatchjaw w odpowiedzi przytoczył jedną z sentencji Myśliciela: „Zawsze nie zgadzaj się z własną wypowiedzią”.
O nieistnieniu
Według Hatchjawa przełomowym dokonaniem de Selby’ego w nauce było rozpoczęcie badań nad „nieistnieniem”. De Selby wyniki swoich prac miał podobno zamieścić w opus magnum swojej twórczości, czyli legendarnej „Księdze”. Jak wiadomo zapisy w tym dziele są zaszyfrowane i jak dotąd opierają się próbom jednoznacznego odczytania. Analizy odnoszące się do „Księgi” przekroczyły już ponad dziesięciokrotnie jej objętość, co złośliwie skomentował du Garbandier: „Dużo trzeba wylać atramentu, by stwierdzić, że kałamarz jest pusty”. Le Fournier odnosząc się do tezy Hatchjawa, zwrócił uwagę, że zajmowanie się „nieistnieniem” jest sprzeczne z dotychczasową tradycją naukową wywodzącą się już od Parmenidesa, który wykluczył możliwość poznawania nieistniejącego. Jak zwykle bezpardonowy du Garbandier zażądał podania przykładu potwierdzającego, że de Selby rzeczywiście zbadał coś nieistniejącego. Zirytowany Hatchjaw odpowiedział, że wcale nie potrzebuje odwoływać się do Wielkiego Myśliciela, by wskazać taki ewidentnie nieistniejący byt – jest nim sam du Garbandier: „Wszyscy doskonale wiedzą, że pod tym pseudonimem ukrywa się ten wredny mąciciel – Kraus”. Bassett postanowił raz na zawsze uciąć spekulacje dotyczące tożsamości du Garbandiera i zaproponował zorganizowanie Wielkiego Otwartego Kongresu Deselbiańskiego, na którym WSZYSCY mogliby się spotkać oraz wyjaśnić WSZELKIE wątpliwości. Kraus jak zwykle pominął aktualny wątek dyskusji i stwierdził, że udało mu się odczytać fragment „Księgi”, w którym de Selby rzekomo podał prawo zachowania głupoty: „W układzie zamkniętym głupota nie maleje, a w otwartym się potęguje”.
Spór o Kanta
Le Fournier na forum dyskusyjnym zadał pytanie: „Dlaczego w różnych opracowaniach podaje się, że de Selby nie znosił Kanta, skoro w pismach nie ma na ten temat żadnej wzmianki?”. Bassett odpowiedział, że podobno znaleziono jakiś stary rachunek z podpisem Mistrza i odręcznym zapiskiem: „Nie znoszę Kanta”. Du Garbandier dodał, że napis był bardzo niewyraźny, a litery w sposób typowy dla de Selby’ego „kulfoniaste”, a więc można równie dobrze odczytać: „nie znoszę kantu”. Natychmiast do dyskusji włączył się impulsywny Hatchjaw stwierdzając, że sam du Garbandier jest „jednym wielkim kantem, a kulfoniasty to jest jego nochal, który wpycha w sprawy, na których się zupełnie nie zna!”. Le Fournier rzeczowo zapytał, czego dotyczył ów rachunek z autografem de Selby’ego. Ostrożny Le Clerque ograniczył się do podania adresu strony, na której umieszczono zeskanowaną kopię przypisywanego de Selby’emu dokumentu. Po pewnym czasie włączył się Henderson i zauważył, że napis jest mocno „zatarty”, a rachunek dotyczy stołu, który de Selby zamówił do swojego gabinetu. Zasugerował również, że cena wydaje się być wygórowana i de Selby mógł uznać, że jest to oszustwo. Stąd wniosek, że interpretacja du Garbandiera może być uprawniona. Bassett sprzeciwił się tej sugestii, ponieważ chodziło nie o jakiś przypadkowy stół, ale o słynny „czarny stół” Bergsona. Hatchjaw, już spokojniej, stwierdził, że według niego wyraźnie na końcu jest słowo „Kanta”. Dodał, że przecież „ogólnie wiadomo, że Myśliciel nawet wykonując prozaiczne czynności, potrafił równocześnie rozpatrywać najbardziej abstrakcyjne zagadnienia filozoficzne”. Zdumiewające jest, że interpretację Hatchjawa poparł nieobliczalny Kraus. Powołując się na wyniki analizy mikroskopowej potwierdził wersję Bassetta: „Nie znoszę Kanta”. Równocześnie jednak podał dwie sprzeczne interpretacje tego zdania: „Nie znosi, czyli akceptuje i nawet poszerza jego myśl”; „Nie znosi, czyli nie akceptuje i zaprzecza”. Jako przedstawiciel szkoły niemieckiej Kraus przychyla się do pierwszej interpretacji. Zdumiony Hatchjaw napisał, że trudno mu uwierzyć w „nawrócenie” Krausa i za tym musi kryć się jakiś perfidny podstęp!
Najniższa góra
De Selby jako „rześki umysł”, jak nazwał go jeden z największych współczesnych mu myślicieli, miał ambicję, by pozostawić ślad swej nietuzinkowej działalności intelektualnej w każdej dziedzinie nauki. Przez pewien czas pasjonował się doniesieniami na temat zdobywania przez alpinistów kolejnych ośmiotysięczników. Jak wiadomo Myśliciel nigdy nie zadowalał się czystą teorią i starał się swoje koncepcje sprawdzać praktycznie (trzeźwa brytyjska szkoła empiryczna!). Okolica miasteczka, w którym aktualnie mieszkał, była raczej płaska i nie sprzyjało to wyczynom alpinistycznym. De Selby nie zniechęcił się i zaopatrzony w dokładne mapy topograficzne rozpoczął eksplorację okolicznych pagórków. Wyprawy te oprócz głównego celu zdobycia pobliskich wyniesień terenowych, przyniosły Badaczowi wiele bezcennych spstrzeżeń, które wykorzystał pisząc swój przełomowy „Album wiejski”. Niestety, wysiłki Uczonego spotkały się z niezrozumieniem urzędników, którzy nie zgodzili się, by uznać go za pierwszego „świadomego” zdobywcę pagórków. De Selby postanowił wnieść swój wkład przynajmniej na teoretycznym gruncie geografii. Zgodnie z uniwersalną zasadą epistemologiczną mówiącą, że „każdy kij ma dwa końce” uznał, że poszukiwanie najwyższych szczytów jest działaniem jednostronnym i dla uzyskania pełni systemu należy sporządzić spis najniższych gór lub pagórków. Przedstawił następujący program badań: znajdujemy najniższą górę danego kraju, następnie – kontynentu, na końcu – całej kuli ziemskiej. Na marginesie nadmienił skromnie, że zgodzi się, by ten najniższy szczyt Ziemi nazwać jego nazwiskiem.
Ciemna energia
De Selby zainteresował się problemem brakującej energii/materii we Wszechświecie. Uznał za słuszną hipotezę tak zwanej „ciemnej energii” bilansującej wydatek energetyczny świata. Dokonał również śmiałej ekstrapolacji własnej teorii „czarnego powietrza”, które utożsamił z „ciemną energią”. Zresztą już w „Złotych godzinach” nazwał próżnię kosmiczną „czarnym eterem”. Przypadkowe wieczorne spotkanie z pewnymi osobnikami opuszczjącymi pub, skutkujące niczym nieuzasadnionym znieważeniem słownym i groźbą napaści czynnej, skierowało myśl de Selby’ego ku rozważaniom etycznym. „Czarne powietrze”, które ludzie wdychają nocą lub w ciemnych pomieszczeniach, nie tylko powoduje przyduszenie nazywane powszechnie snem, ale pozostawia w duszy człowieka „czarny osad, jak sadza z węgla”. Już po przebudzeniu człowiek instynktownie próbuje pozbyć się drażniącej i duszącej sadzy. Objawia się to jako złość i agresja. Dlatego tak ważna jest technika zasypiania, która pozwoli ograniczyć do minimum proces wchłaniania szkodliwego „czarnego powietrza”. De Selby starał się opracować zasady „dobrego zasypiania” i przeprowadzał w tej dziedzinie długotrwałe eksperymenty. Niestety, nie zdążył już zanotować wyników swoich badań. Wiadomo tylko, że ostatnie i kluczowe doświadczenie nazwał „zasypianiem bezoddechowym”.
Nieskończona wielkość
Hatchjaw w jednym ze swoich artykułów poświęconych twórczości de Selby’ego napisał: „Niezaprzeczalna wielkość Myśliciela polega na tym, że lektura Jego dzieł pobudza do refleksji, które znowu wywołują refleksje wyższego rzędu – metarefleksje, a te z kolei – metametarefleksje i tak w nieskończoność, co daje czytelnikowi nieograniczoną przyjemność intelektualną”. Kraus nawiązując do powyższej wypowiedzi, zaprzeczył istnieniu tak pojętej nieskończoności refleksji nad dziełem de Selby’ego. Zresztą właśnie opracowuje on leksykon deselbiański, który na pewno będzie skończony, a gdyby pojawiły się jakieś nowe odkrycia czy komentarze, zawsze można dodać suplement. Jest to z pewnością działalność skończona i ograniczona, bo „prędzej czy później ze świata znikną nikomu niepotrzebni pismacy”. Du Garbandier uznał ostatnią uwagę za bardzo trafną i dodał, że szczególnie pasuje ona do „wypocin tego egzaltowanego romantyka Hatchjawa”. Natomiast co do nieskończoności refleksji nad dziełem de Selby’ego, to można mówić jedynie o „nieskończoności absurdalnych interpretacji pseudonaukowego bełkotu”.
Fotografie postarzają
De Selby w pewnym okresie swego życia pasjonował się fotografią. Wykonał setki zdjęć, w tym dziesiątki autoportretów. Porządkując odbitki, dostrzegł na obrazach własnej twarzy objawy starzenia. Uświadomił sobie, że fotografie postarzają. By zapobiec temu procesowi zaprzestał wykonywania zdjęć, spalił wszystkie posiadane odbitki i odtąd nie pozwalał się ani fotografować, ani filmować. Natomiast fotografów i filmowców nazywał „pomocnikami entropii”.
Efekt motyla
De Selby’ego bardzo zainteresowała teoria deterministycznego chaosu, którą doskonale przedstawił sam twórca Edward E. Lorenz: „Machnięcie skrzydeł motyla w Brazylii może wywołać tornado w Teksasie”. Skoro wywołuje tornado w Teksasie, to pewnie odpowiada też za te nieznośne ulewy na Wyspie – spekulował de Selby. Stąd pomysł, by zorganizować wyprawę do Brazylii w celu zlikwidowania szkodliwego motyla. Niestety, konieczność stałej kontroli nad skrzynią wodną uniemożliwiała Wielkiemu Fizykowi osobisty udział w wyprawie. Postanowił zainteresować swoim pomysłem innych badaczy i nawiązał korespondencję z jednym z najsłynniejszych łowców motyli – Steinem. Wydaje się to nieprawdopodobne, ale z notatek de Selby’ego wynika, że Stein skompletował tzw. Drużynę Motyla. W Drużynie oprócz Steina mieli się znaleźć: Nabokov czy Bobakov – podobno światowej sławy znawca motyli oraz Bombrowisz czy Gombrowicz – samozwańczy ekspert od „żuczków plażowych”. Niestety, nie znamy losów wyprawy. Pośrednio możemy jednak wywnioskować, że zakończyła się porażką, ponieważ pogoda na Wyspie się nie poprawiła.
Najważniejsze pytanie
De Selby był niesłychanie wszechstronnym myślicielem i w swych dociekaniach nie pominął zagadnień teologicznych. Uznał, że istnienie Stwórcy jest albo obiektywne, albo subiektywne. Dla wierzącego jest obiektywne. Ateista zaprzeczy, ale na podstawie doświadczenia musi uznać, że przekonanie o istnieniu Absolutu jest wśród ludzi raczej częste. Przekonanie to De Selby nazwał istnieniem subiektywnym. Zauważył również, że jeśli nawet nie uda się dowieść istnienia obiektywnego, to subiektywne jest pewne, a więc JEST. Same zaś przekonania religijne są pożyteczne, chociażby ze względu na wynikającą z nich moralność.
Du Garbandier nazwał te rozważania prymitywną sofistyką i dodał enigmatycznie: „Niektórych ludzi nigdy nie powinno się odrywać od łopaty”. Hatchjaw natomiast stwierdził, że subiektywne istnienie doskonale pasuje do tego abstraktu, jakim jest du Garbandier, ponieważ „Powszechnie wiadomo, że jest to pseudonim tego mistyfikatora Krausa!”. Kraus oświadczył, że udało mu się odcyfrować fragment „Księgi”, w którym Wielki Teolog podał najkrótszy dowód na istnienie dowolnego bytu X: „X jest co najmniej indywidualnym wyobrażeniem X-a; jeśli takie wyobrażenie istnieje, to X istnieje”. Le Fournier wyjątkowo surowo ocenił de Selby’ego, stwierdzając: „Pseudoteologia de Selby’ego to zbiór plagiatów”. Jeden z badaczy dorobku de Selby’ego stwierdził: „Opisane poglądy teologiczne miały wpływ na nagłe zaprzestanie kontaktów de Selby’ego z teologami i świętymi dawnych epok. Podobno dowiedział się od jednego ze swoich interlokutorów (rzekomo św. Ignacego Loyoli!), że przy następnym spotkaniu św. Anzelm i Kant zamierzają – co najmniej – zarzucić mu wtórność i podszywanie się pod cudze pomysły.”
Wielki Plagiator
Krytycy wielokrotnie oskarżali de Selby’ego o dokonywanie plagiatów. Doszło nawet do tego, że zaczęto go złośliwie nazywać Wielkim Plagiatorem. Myśliciel postanowił nie wdawać się w polemiki z poszczególnymi adwersarzami i przygotował broszurę pod znaczącym tytułem „Apologia ostateczna”. Broszura niestety zaginęła, ale jej treść została pokrótce omówiona na łamach „Krytyki absolutnej”. De Selby powołując się na koncepcję Platona, miał twierdzić, że znalazł sposób na wydobycie wiedzy z własnej duszy, a to, że inni robili to wcześniej, nie umniejsza jego osiągnięć. Zresztą sam zarzut naśladownictwa jest chybiony, ponieważ „cokolwiek pomyślano, powiedziano czy napisano po Adamie, jest w zasadzie już tylko powtórzeniem”. Oryginalność można by uzyskać, stwarzając swój indywidualny język niezrozumiały dla innych. Podobno Wittgenstein wykazał, że jest to rozwiązanie nieskuteczne ze względu na brak kryteriów porównawczych w autokomunikacji. Gdyby jednak udało się stworzyć taki język, to i tak byłby rodzajem plagiatu, bo powstałby na bazie schematów czy form myślenia wspólnych wszystkim istotom myślącym, co miał wykazać wcześniej Kant. Ostatecznie de Selby konkluduje, że jakikolwiek zarzut plagiatu jest autodestrukcyjny podobnie jak zbyt konsekwentny sceptycyzm. Le Fournier zwraca uwagę, że wzmiankowana recenzja może być nieobiektywna, ponieważ właśnie publicyści „Krytyki” celowali w atakach na de Selby’ego. Hatchjaw autorytatywnie stwierdza, że „Cały ten artykuł to apokryf wytworzony przez tego oszczercę Krausa!”. Du Garbandier odnosząc się do filozofii de Selby’ego, zapisuje w swoim blogu: „Lektura poradnika „Filozofia w weekend” nie czyni jeszcze nikogo filozofem”.
Dociekliwy czytelnik: „Cała ta strona składa się z plagiatów”.
Wielka debata
Podobno za największego konkurenta w dziedzinie „specyficznej” nauki de Selby uznał światowej sławy badacza Cimrmana. Postanowił zmierzyć się z nim i wyzwał go na debatę. Cimrman bez wahania przyjął warunki de Selby’ego: obaj mieli pozostać w miejscach dotychczasowego pobytu („podróż to halucynacja”), a dyskusja miała trwać do pierwszego zaśnięcia („drzemka jako kwant śmierci”). Debata odbyła się w maju, kiedy zakwitły kasztanowce. De Selby przebywał w pubie w Dalkey, a Cimrman w piwiarni w Mariańskich Łaźniach. Sekundanci potwierdzają, że obaj Myśliciele prowadzili milczącą debatę przez 12 godzin bez przerwy, prócz krótkich wizyt w WC. Oczywiście regulamin debaty dopuszczał zwilżanie zmęczonych gardeł trunkami, głównie miejscowym piwem. Debata była niezwykle zacięta i obaj Mocarze Umysłu nie wypowiedzieli ani jednego słowa! Obecni przy tym ich wieloletni współpracownicy, przyjaciele oraz przypadkowi obserwatorzy jednomyślnie potwierdzają, że napięcie skoncentrowanych umysłów było tak wielkie, że wszyscy obecni pod koniec debaty dostali zawrotów głowy, a niektórzy nawet wymiotowali. Złośliwy du Garbandier skomentował: „Nadmierna koncentracja nad kuflami piwa nieodmienie prowadzi do zawrotów i zwrotów”. Obaj Wspaniali Adwersarze zasnęli o tej samej godzinie, co potwierdzili sekundanci. Po zregenerowaniu sił Myśliciele listownie pogratulowali sobie wzajemnie i przyznali, że debata zakończyła się remisem. Niestety, jak zwykle w podobnych sytuacjach znaleźli się mąciciele i zawistnicy. Ktoś zaczął rozsiewać plotki, że wynik debaty został wypaczony, ponieważ sekundanci na początku mieli zsynchronizowane zegarki na czas uniwersalny, a po spożyciu pewnej ilości piwa poprzestawiali je na czas miejscowy, wskazywany przez zegary ścienne w pubie i piwiarni. Wywołało to długotrwałą i bardzo gorącą dyskusję na forach i łamach. Zarówno de Selby jak i Cimrman zignorowali te bezpodstawne zarzuty.
Mistrz podejrzeń
De Selby cierpiał na przypadłość nagłego i niespodziwanego zasypiania. Był to dla niego bardzo kłopotliwy i tajemniczy fenomen. Nagłe zaśnięcie przy przechodzeniu na drugą stronę Vico Road omal nie spowodowało kraksy i nie zakończyło się „zaśnięciem ostatecznym” Myśliciela. Było wiele tego typu wypadków, o których de Selby dowiadywał się od świadków zdarzenia, zaraz po przebudzeniu. Zdarzeń tych de Selby nie pamiętał i początkowo ze zdumieniem, a później z podejrzliwością, wysłuchiwał opowieści o tym, co się z nim działo, gdy nagle zasypiał. Sam twierdził, że był w tym czasie w innym miejscu i odmiennych okolicznościach, a nawet w „innym świecie”. Badający de Selby’ego lekarze stwierdzili, że podczas snu przeżywa on tak intensywne marzenia senne, że z trudem powraca na jawę. De Selby nie uznał tej diagnozy i rozpoczął samodzielne badania nad niezwykłą przypadłością. Przeprowadził wywiady ze świadkami oraz przeanalizował istniejące opisy podobnych przypadków. Okazało się, że relacje różniły się w wielu szczegółach. Zaobserwowane niespójności nasunęły Badaczowi podejrzenie, że świadkowie są niewiarygodni, a właściwie „cały ten świat jest chyba sfałszowany”. Natomiast świat, który pamiętał ze snu wydał mu się prawdziwy i piękny. Ostatecznie stwierdził, że tak zwana jawa, to spowodowany dusznymi wyziewami „czarnego powietrza” koszmarny sen, a „prawdziwa jawa snem jest zwana”. Le Clerque z przykrością komentował, że nazywając jawę snem i na odwrót, de Selby wykazał się niestety wyjątkową wtórnością, co nie przystoi tak „niezwykłemu myślicielowi”. Du Garbandier zauważył, że może jednak de Selby miał odrobinę racji, co do zafałszowania tego świata, skoro „myślicielem określany jest ktoś, kto przez całe życie nie potrafił rozwiązać problemu wiązania sznurowadeł w swoich butach”.
Dlaczego de Selby zamilkł?
De Selby skierował do społeczności naukowej orędzie, w którym wezwał, by nie dyskutować o zjawiskach, które nie zostały w pełni wyjaśnione. Intencją Myśliciela było „oczyszczenie” nauki. Sam postanowił dać przykład odpowiedzialnego uprawiania nauki i w związku z tym zaprzestał publikacji swoich prac oraz prowadzenia prelekcji. Hatchjaw wyraził żal, że „zamilknięcie de Selby’ego z pewnością pozbawiło świat nauki wielu wspaniałych odkryć”. Garbandier stwierdził, że Hatchjaw winien podążyć śladami swojego mistrza i zaprzestać bezproduktywnego zaczerniania papieru. Kraus natomiast przedstawił dziwaczną hipotezę, jakoby zamilknięcie de Selby’ego było wybiegiem mającym na celu zmylenie oponentów i windykatorów. De Selby rzekomo miał dalej prowadzić swoją działalność zmieniając nieustannie pseudonimy. Niektóre z rozszyfrowanych przez Krausa pseudonimów, to: O’Brien, du Garbandier, Hatchjaw, Le Fournier, Bassett, Henderson, Le Clerque, Kraus. Du Garbandier w odpowiedzi zasugerował, że głębia myśli Krausa „sięga co najwyżej dna butelki z piwem, który to trunek pewnie nieumiarkowanie degustuje w trakcie tworzenia swych beznadziejnych hipotez”.
Dywersant
De Selby wygłosił w Targetville prelekcję na temat nowoczesnych systemów uzbrojenia. Temat wzbudził spore zainteresowanie, a po zakończeniu spotkania dyskusję kontynuowano w pubie. Prawdopodobnie w wyniku jakiegoś nieporozumienia następnego dnia w mieście i okolicach zaczęły krążyć dziwaczne pogłoski. Jedni głosili, że wkrótce dojdzie do wrogiego desantu z morza i powietrza; drudzy opowiadali, że dywersanci zamierzają wysadzić Wyspę za pomocą „dynamitu, czy czegoś w tym rodzaju”. Jeden z kawiarnianych znawców wielkiej polityki przekonywał przypadkowych słuchaczy, że „ONI zainstalują u nas tarczę, do której będą strzelać balistycy z całego świata!”. De Selby nieświadomy napiętej sytuacji wybrał się na spacer po okolicy, gdzie błyskawicznie został zatrzymany przez kilku wieśniaków. Zarzucono mu działalność szpiegowską. Próby tłumaczenia, że jest naukowcem i prowadzi badania terenowe, pogorszyły tylko jego sytuację, bo „ci naukowcy wymyślają tylko nowe bomby zamiast zająć się zwalczaniem stonki”. De Selby został doprowadzony na posterunek policji. Sierżant Plug pochwalił włościan za czujność i obywatelską postawę, a następnie przesłuchał zatrzymanego. Okazało się, że sierżant znał ze szkolenia antyterrorystycznego broszurę do Selby’ego dotyczącą eksperymentów z usunięciem powietrza na całej planecie. Badacz został uznany za niebezpiecznego dywersanta i zamknięty w areszcie. Dopiero po okazaniu odpowiedniego zaświadczenia lekarskiego de Selby został uwolniony i na wszelki wypadek wyekspediowany z miasta najbliższym pociągiem.
Uniwersalna broszura
De Selby’emu wpadła w ręce broszura niejakiego Manusa zatytułowana „Krótkie objaśnienie ewolucji wszechświata”. Było to popularnonaukowe opracowanie opisujące stopniową ewolucję wszechświata od jego początku, aż po powstanie życia i człowieka. De Selby zauważył, że jest to raczej nieudolna kompilacja publikowanych wcześniej tekstów o podobnej tematyce. Zainteresowała go jednak wzmianka na ostatniej stronie okładki mówiąca, że broszura ta ma drugą wersję przeznaczoną dla wierzących. Zamówił drugą wersję w wydawnictwie, jak się okazało, prowadzonym przez pana Manusa – autora broszury. Po otrzymaniu przesyłki de Selby porównał obie wersje publikacji. Teksty broszur okazały się prawie identyczne, a różniły się tylko kilkoma słowami w pierwszym zdaniu: „Wszechświat powstał wiele miliardów lat temu ….” (wersja pierwsza), „Wszechświat został stworzony wiele miliardów lat temu ….” (wersja druga). De Selby, zainspirowany pomysłem Manusa, zaproponował rozumowanie pozwalające omijać bariery między nauką a religią. Była to tzw. „redukcja przyczynowa do początku”. Przykładowy konflikt: źródłem moralności jest społeczność czy Stwórca. Wierzący może przyjąć uzasadnienie naukowe, że społeczność wytwarza moralność, dodając, że społeczność powstaje w świecie, który zaplanował Stwórca, a więc ostatecznym źródłem moralności jest Stwórca. W ten sposób można złagodzić pojawiające się konflikty między hipotezami naukowymi a religią, z wyjątkiem problemu początku świata, ale ten problem rozwiązał Manus: wystarczy wydać dwie minimalnie różniące się broszury.
Patron naukowy
Teza Talesa z Miletu, że „Początkiem wszechrzeczy jest woda”, stanowiła podstawę wielu eksperymentów de Selby’ego. Powszechnie znane są próby rozcieńczenia wody, która wydawała się Empirykowi zbyt mocna. Tajemnicza skrzynia wodna miała podobno posłużyć do wykreowania „wodnego raju”. Niejaki Manus, autor i wydawca dzieł popularnonaukowych, twierdził, że de Selby jest wynalazcą „mocnej wody”, która, jak głosi ulotka reklamowa: „wyjątkowo skutecznie wypłukuje wszelkie trucizny z organizmu, bezlitośnie niszczy szkodliwe mikroby oraz rozpuszcza depresję”. Garbandier wysunął przypuszczenie, że „skrzynia wodna” to w istocie urządzenie do pędzenia spirytusu, natomiast próby rozcieńczania dotyczyły wyprodukowanego alkoholu, a „wodny raj” i „mocna woda” to nazwy wódek nielegalnie rozprowadzanych przez de Selby’ego. Rzekome badania naukowe okazały się tylko przykrywką działalności kryminalnej. Oburzony Hatchjaw zarzucił Garbandierowi nieuczciwość, ponieważ z setek różnych eksperymentów Badacza, wybrał tylko takie, które pasowały do z góry założonej tezy. Garbandier odpowiedział, że pozostałe eksperymenty służyły jedynie wyłudzeniu odpowiedniego zaświadczenia lekarskiego zapewniającego de Selby’emu praktyczną bezkarność. Według Bassetta ujawniona przez Garbandiera nielegalna działalność de Selby’ego w branży alkoholowej miała tylko zmylić policję. De Selby planował ostateczne oczyszczenie Ziemi poprzez globalne skroplenie powietrza za pomocą „skrzyni wodnej”. Wiadomo, że urządzenie zostało ukryte i ma się aktywować w 2012 roku albo 2021, albo 2201, albo kiedyś tam.
Spowalniacz cząstek
De Selby’ego zainteresowały doniesienia dotyczące budowy olbrzymich akceleratorów, w których naukowcy rozpędzają cząstki do niewyobrażalnych prędkości, by w końcu spowodować ich zderzenie. Niektórzy głosili, że w wyniku tych zderzeń powstanie mikroskopijna czarna dziura albo jakaś osobliwość. Po przeanalizowaniu problemu w barze dworcowym, gdzie oczekiwał na przesiadkę do Dublina, de Selby wpadł na pomysł, by zamiast rozpędzać, dokonać spowolnienia cząstek. Jako że równocześnie zajmował się badaniami ezoterycznymi, postanowił spowolnić cząstkę mocą energii psychicznej. By uniknąć nieuchronnych błędów doświadczalnych wynikających z niedoskonałości pośredniczących przyrządów oraz zmysłów, postanowił przeprowadzić eksperyment bezpośrednio w swoim umyśle. Niestety, nie znamy wyników eksperymentu, ponieważ po przebudzeniu de Selby nic nie pamiętał. Doprowadziło to do zatargu z barmanem, który upierał się, że de Selby powinien zapłacić należność za skonsumową whisky. Niejasne tłumaczenia o bezwzględnie pochłaniającej wszystko czarnej dziurze nie poskutkowały i Badacz był zmuszony uregulować rachunek.
Kraus w swoich „Analizach i komentarzach” wysunął przypuszczenie, że w wyniku eksperymentu w umyśle de Selby’ego powstała psycho-fizyczna osobliwość. Garbandier zauważył, że „nie musiało powstawać coś, co już tam było”. Hatchjaw odpowiedział, że Garbandier „swoje bon moty to chyba wyciąga z czarnej dziury”.
Ornitolog nieskończoności
Wszechstronność de Selby’ego jest powszechnie znana i pewnie nikogo nie zdziwi, że zainteresował się on ornitologią. Przeprowadził długotrwałe i systematyczne obserwacje miejskich gołębi: codziennie kwadrans obserwacji w drodze z pubu. Po tygodniu spoglądania pod „odpowiednim kątem” na gołębie, de Selby zauważył, że wśród nich pojawiają się liczne tukany oraz papugi. Nikt wcześniej tego nie spostrzegł, ponieważ wystąpiło tu zjawisko mimikry i tukany upodobniły się do zwykłych gołębi. Dokonane obserwacje skłoniły Badacza do śmiałej ekstrapolacji i stwierdzenia, że najprawdopodobniej istnieje znacznie więcej gatunków ptaków, niż te, które zostały dotychczas odkryte. Każdy gatunek ma przynajmniej kilka tzw. mimikropodgatunków, które nie zostały dotąd rozpoznane, ponieważ praktycznie nie różnią się od siebie wyglądem i trybem życia. Dodatkowym utrudnieniem w badaniach jest występowanie mimikry wielostopniowej, np. tukan udaje papugę, która naśladuje gołębia itd. Niestety, podjęta przez de Selby’ego próba nowej klasyfikacji gatunków z uwzględnieniem mimikry wielostopniowej zakończyła się niepowodzeniem, ponieważ jak stwierdził Przyrodnik: „To pachnie nieskończonością”.
W swoim komentarzu do teorii de Selby’ego Hatchjaw napisał: „Nawet geniusz potknie się na progu nieskończoności”. Garbandier dopowiedział w swoim stylu: „Nie może się potknąć, kto już leży”.
Katalogowanie chaosu
W trakcie sympozjum poświęconego uprawie ziemniaków jeden z uczestników, znając wszechstronność de Selby’ego, zapytał: co to jest chaos? Chaos – odpowiedział Myśliciel – to zadawać pytania niezwiązane z tematem, zajadać się słonecznikiem, rozrzucając wszędzie łupiny albo opowiadać sobie dowcipy podczas wykładów, spóźniać się na zajęcia i palić w miejscach niedozwolonych…, najgorsze jest jednak mieszanie różnych gatunków sadzeniaków!
Pod wpływem tego incydentu Myśliciel postanowił spisać wszystkie elementy stanowiące wkład ludzkości w powiększanie globalnego nieporządku. Po tygodniu intensywnej pracy Badacz uznał beznadziejność swojego zamierzenia spowodowaną nadmiarem danych. Notatki spalił, gdy uświadomił sobie, że próby uporządkowania chaosu tylko potęgują bałagan.
Hatchjaw w swoim komentarzu stwierdził, że pomysł Wielkiego Badacza doczekał się realizacji dzięki stworzeniu elektronicznej globalnej sieci komunikacyjnej. Garbandier zwrócił uwagę, że współczesnym zabrakło konsekwencji de Selby’ego, a zwłaszcza Hatchjaw mógłby wziąć przykład ze swojego mistrza i zaprzestać zaśmiecania sieci swoimi pustymi komentarzami. Kraus zasugerował, że zna sposób, by pogodzić oponentów stosując prostą opcję „delete”.
Uniwersalne instalacje
Dom de Selby’ego uchodził za najlepiej skanalizowany budynek na Wyspie. Wyjątkowo rozbudowany system instalacji wodociągowych miał służyć wytworzeniu „rajskiego mikroklimatu”. Podczas przebijania się przez mur w celu zamontowania dodatkowych rur wodociągowych, Wielki Hydraulik uszkodził przewody elektryczne i doznał porażenia. Na szczęście porażenie nie było zbyt groźne, ale zmusiło de Selby’ego do czasowego wstrzymania prac i przemyślenia problemu krzyżujących się instalacji. Rozwiązanie opracowane przez Konstruktora było genialnie proste oraz wyjątkowo ekonomiczne; polegało na umieszczeniu kabli elektrycznych we wnętrzu rur wodociągowych. Prototypowa instalacja wodociągowo-elektryczna zamontowana własnoręcznie przez de Selby’ego, nie do końca spełniła oczekiwania Wynalazcy. Próba włączenia światła powodowała wyciek wody z gniazd elektrycznych, a przekręcenie kurka w kranie skutkowało zapaleniem światła. Do ponownego porażenia nie doszło, ponieważ Badacz, pomny wcześniejszych doświadczeń, stale używał grubych gumowych rękawic oraz gumowego obuwia.
Hatchjaw wyraził żal, że dom Mistrza został zburzony, gdyż zastosowane tam prototypowe rozwiązania techniczne mogły zrewolucjonizować budownictwo. „Dobrze, że rozwalili tę niebezpieczną ruderę” – stwierdził du Garbandier. Le Clerque zakwestionował nowatorstwo de Selby’ego w dziedzinie instalacyjnej, ponieważ efektu wypływu wody z gniazd elektrycznych doświadczył w jednym z warszawskich hoteli.
Prawo Krausa-Heisenberga
Niespodziewany krach giełdowy przyczynił się do zaprzepaszczenia kluczowego eksperymentu, który według de Selby’go miał ostatecznie uszczęśliwić ludzkość. Za pieniądze zarobione ze sprzdaży „wody życia” de Selby zakupił pakiet akcji, które miały przynieść szybkie zyski, pozwalające sfinansować budowę Kolosalnego Globalnego Skraplacza Powietrza. Jak wiadomo całkowite skroplenie atmosfery ziemskiej miało stworzyć warunki powstania Wodnego Raju. Na formułowane przez oponentów zarzuty, że globalne skroplenie powietrza doprowadzi do uduszenia większości organizmów żyjących na Ziemi, Badacz odpowiadał: „Po co w Raju trudzić się jakimś głupim oddychaniem”.
Du Garbandier zauważył, że przynajmniej w tym wypadku krach giełdowy uratował ludzkość. Le Fournier stwierdził, że zagrożenie ciągle istnieje, bo nieprzewidywalne fluktuacje na rynkach finansowych objawiają się wyczyszczeniem kont jednych graczy giełdowych i nagłym wzrostem zasobów innych. Może to umożliwić zdobycie środków na realizację szalonych pomysłów de Selby’ego lub jemu podobnych. „Przepływy finansowe należy monitorować i w razie zagrożenia blokować.” – zaproponował Garbandier. „To niemożliwe, ponieważ nigdy nie można jednocześnie ustalić wartości zasobów finansowych i ich aktualnego właściciela” – odpowiedział Kraus. Hatchjaw zproponował, by zasadę tę nazwać prawem Krausa – Heisenberga i wysunął kandydaturę Krausa do nagrody antynobla.
Prowokacja
W swoim blogu Kraus zauważył, że de Selby’ego wielokrotnie podejrzewano o działalność agenturalną, na co miał wskazywać brak w jego wymowie miejscowego celtyckiego akcentu. Du Garbandier dodał, że istnieją „pewne tajne dokumenty”, których treść dotyczy rezydenta wywiadu pewnego germańskiego mocarstwa, a pewne poszlaki wskazują na osobę Wielkiego Balistyka. Według Du Garbandiera w pewnych kręgach utożsamiano Wielkiego Fizyka z Geistem – naukowcem zajmującym się inżynierią materiałową w prywatnym laboratorium w Paryżu. Bassett, zastrzegając, że nie może podać źródeł swoich informacji (prawdopodobne kontakty z kontrwywiadem jeszcze z czasów wojny: patrz „ENIGMAtyczne wspomnienia” J. R. Bassett, wydawnictwo LUA,120 Tooley Street, S.W.2 Londyn), stwierdza, że pracami Geista interesowały się służby wywiadowcze całego świata. Prace dotyczyły niezwykle lekkiego i równocześnie bardzo wytrzymałego stopu metali, który można wykorzystać do opancerzenia okrętów lub wozów bojowych. Badania Geista były finansowane przez niejakego kapitana Nemo, podejrzanego osobnika posiadającego wielką fortunę i bliskie kontakty ze sferami kosmopolitycznej arystokracji. Próba potajemnego zbadania laboratorium Kleista zakończyła się niepowodzeniem: doszło do wybuchu i pożaru, który doszczętnie zniszczył wszystkie urządzenia (po zdarzeniu uznano, że wysłanie do tej misji agenta 007 było dużym błędem). Geista widziano jeszcze w Dieppe, gdzie podobno wraz ze swoim współpracownikiem niejakim Okulskim czy Wokulskim zaokrętował się na prywatnym motorowym jachcie dowodzonym przez emerytowanego kapitana żeglugi brytyjskiej Conrada. Jacht miał krótki postój w Kingstown na Wyspie, a potem ślad po nim zaginął.
Hatchjaw podsumował te wywody, stwierdzając, że oglądanie sensacyjnych filmów bardzo negatywnie wpływa na jakość pracy naukowej, skoro nawet rozważny dotąd Bassett dał się sprowokować do „bzdurnych dywagacji” na temat rzekomo agenturalnej działalności Wielkiego Przyrodnika. Natomiast, co do Geista, to pewnie kolejny pseudonim tego nicponia Krausa podszywającego się pod Garbandiera. Sam Wielki Badacz nazwał taką działalność mimikrą wielostopniową i uznał za przejaw narastania chaosu.
Kontrewolucja
De Selby zawsze lekceważył wzmianki dotyczące teorii ewolucji, bo „co w tym odkrywczego, że z bagna prędzej czy później zawsze wylezie jakaś wygalantowana małpa”. Równocześnie zakwestionował założenie niektórych ewolucjonistów, jakoby kolejne przekształcenia były ukierunkowane na powstanie, a potem doskonalenie organizmów żywych. Uzasadnienie dla swoich poglądów znalazł, prowadząc badania geologiczne. Zachwyciły go kredowe klify w Dover i uznał, że nie jakieś „podchmielone małpiszony”, ale skalne formacje można zaliczyć do wielkich osiągnięć ewolucji. „W przypalonej błotnej zupie dogotowały się mikroskopijne istotki, z których po odparowaniu pozostały tylko szkieleciki formujące po czasie romantyczne skały Dover!” – jak to opisał na karcie pocztowej przesłanej do swego wydawcy Manusa. Zapowiedział też, że podejmie pracę nad dziełem nazwanym roboczo „Kontrewolucja”, w którym udowodni, że organizmy żywe są tylko przejściowym etapem ewolucji, której finalnym produktem będą minerały czy prostsze związki chemiczne, a może nawet pierwiastki. Niestety, pomysł został zarzucony na rzecz badań empirycznych dotyczących jakości miejscowych trunków, co nie spotkało się ze zrozumieniem Wydawcy, który kategorycznie odmówił dalszego finansowania tego typu badań i zamiast kolejnego czeku przysłał de Selby’emu bilet na prom.
Idealny komentator
Powszechnie znana była biegłość de Selby’ego przyswojenia sobie wszelkich nowości pojawiających się w nauce. Badacz po wysłuchaniu prelekcji nie tylko potrafił od razu trafnie skomentować dany problem, ale często twórczo poszerzał poruszaną tematykę o treści, których autor prelekcji nigdy nie podejrzewał. Co więcej, śmiało wypowiadał się na temat artykułów lub książek, których wcześniej nie czytał. Właśnie dzięki tej umiejętności został zauważony przez renomowanego wydawcę Manusa, co zaowocowało wieloletnią owocną współpracą. De Selby uzyskał możliwość publikowania swoich komentarzy naukowych w kwartalniku „Trybuna Nauki” wydawanym przez Manusa. Niestety, wkrótce różni zawistnicy i oszczercy zaczęli wyszydzać metodę Wielkiego Przyrodnika. By nie tracić cennego czasu na jałowe polemiki, de Selby na końcu swojego artykułu lub komentarza zamieszczał stałą formułę: „Co napisałem lub powiedziałem, jest nieprawdziwe”.
„Cały ten de Selby jest fikcyjny!” – stwierdził na forum dyskusyjnym du Garbandier. „Nie mniej lub bardziej niż Pan, szanowny kolego. Poza tym nikt nie ma wątpliwości, co do Pana kwalifikacji merytorycznych i etycznych”. – odpowiedział Hatchjaw. „Skoro reaguję na Pana impertynencje, to chyba bardziej istnieję niż to wielkie NIC – de Selby.” „Jeżeli wielkie NIC do czegoś można odnieść, to tylko do Pana komentarzy, wielce szanowny kolego du Garbandier. A tak swoją drogą, ciekawym, w jaki sposób do Pana nazwiska przylepiło się to beznadziejne „du”. „Nie czytajcie tych tekstów, one są podrabiane!” – zakończył dyskusję Kraus.
Postrzeganie skokowe
De Selby postanowił świadomie wykorzystać znaną właściwość umysłu tzw. postrzeganie skokowe lub migawkowe. Wiadomo, że umysł ludzki nie postrzega ciągłości zjawisk, ale kolejne nieruchome obrazy jak kolejne klatki filmu. Takie porcjowanie postrzegania wynika prawdopodobnie z ograniczonej możliwości przetwarzania informacji pojawiających się w systemie nerwowym. Podbudowany teorią, Badacz przeprowadził serię eksperymentów odnoszących się do postrzegania skokowego. Jedno z doświadczeń polegało na zignorowaniu inkasenta z elektrowni, który wielokrotnie bezskutecznie próbował wręczyć de Selby’emu rachunek za prąd. Każda taka próba trafiała w przerwę między kolejnymi percepcjami Badacza. Podobna próba polegająca na niedostrzeżeniu rachunku w pubie nie skończyła się po myśli Badacza. Został zatrzymany przy szatni i zmuszony do zapłacenia należności. Metoda postrzegania migawkowego doskonale sprawdziła się przy odbiorze komentarzy i wypowiedzi dotyczących działalności naukowej Badacza: pozytywne były postrzegane a negatywne pomijane, ponieważ trafiały w interwał między kolejnymi aktami percepcji.
Du Garbandier zauważył, że metoda de Selby’ego jest powszechnie stosowana w świecie polityki, a i w nauce jest stale obecna. Hatchjaw nie omieszkał złośliwie dodać, że du Garbandier stosuje tę metodę permanentnie.
Absolutna unifikacja
Jak powszechnie wiadomo drugim, po scyzoryku, podstawowym instrumentem badawczym de Selby’ego był młotek. Badacz skompletował całą kolekcję młotków i młotów oraz zaopatrzył swoje laboratorium fizyczne w kowadło, zakupione okazyjnie w składzie złomu. Stosując ściśle obliczone precyzyjne uderzenia, próbował „wybić” z metalu cząstki elementarne. Twierdził, że za pomocą odpowiednio dobranych młotów „wybił” z kowadła 23 cząstki elementarne, przy czym „odczuł” trzy elementarne odziaływania międzycząsteczkowe. Czwarte oddziaływanie odczuł, gdy przypadkowo wysunął mu się młot z dłoni i ugodził go boleśnie w stopę. Odniesiona kontuzja oderwała na jakiś czas Eksperymentatora od doświadczeń, co umożliwiło mu teoretyczne opracowanie i analizę uzyskanych wyników, a sąsiadom pozwoliło odpocząć od nieznośnych hałasów. Niestety, podjęta przez Wielkiego Fizyka próba unifikacji oddziaływań nie powiodła się, a zapowiadana na łamach „Trybuny Nauki” przełomowa praca pod tytułem „Absolutna Unifikacja” nigdy się nie ukazała.
Powyższa informacja zawiera pewną nieścisłość, mianowicie czwarte oddziaływanie, czyli grawitacja, zadziałało, gdy Badacz akurat uniósł młot nad głowę, stąd oczywisty wniosek, że kontuzja dotyczyła głowy, a nie stopy – stwierdził Garbandier. Potwierdzeniem tego faktu było czasowe dziwne zachowanie de Selby’ego: przeprosił sąsiadów za hałasy dobiegające z jego laboratorium, uregulował wszystkie zaległe opłaty i co najbardziej niezwykłe – przestał odwiedzać puby! – dodał Kraus. Nie ma sensu polemizować z osobnikami sugerującymi niepoczytalność Myśliciela. Ich umysły najwyraźniej tkwią w pułapce grawitacyjnej złości – podsumował Hatchjaw.
Uniweralny wzór
W trakcie golenia de Selby spostrzegł, że jego twarz nie jest symetryczna. Dokładna analiza zdjęć zamieszczonych w gazetach potwierdziła jego obserwację: twarze nie są symetryczne. Dalsze badania pozwoliły na postawienie ogólniejszej tezy: ciała nie są symetryczne. Ekstrapolując, Badacz stwierdził, że cały Wszechświat jest asymetryczny. Dokładne pomiary własnej twarzy, dłoni oraz stóp, pozwoliły de Selby’emu wyprowadzić wzór opisujący asymetrię badanego obiektu:
A + B – D = C
Jak widać również wzór jest asymetryczny, co według Myśliciela potwierdza jego uniwersalność. Wzór ten rzekomo pozwala opisać każdy fenomen. Oczywiście należy dokonać odpowiednich podstawień. Każde z podstawień może prowadzić do uzyskania odmiennych rozwiązań opisujących, np. unifikację oddziaływań fizycznych, strukturę płatka śniegu, układ plam na zabłoconych butach, realizację obietnic wyborczych, aktualny kierunek wiatru, wyniki losowania loterii pieniężnej czy wreszcie treść komentarzy na forach internetowych.
Kraus entuzjastycznie odniósł się do odkryć de Selby’ego i ogłosił, że stosując odpowiednie podstawienia do wzoru uzyskał przepis na domową fuzję termojądrową, a po minimalnej zmianie jednego z parametrów otrzymał przepis na doskonałego drinka. Garbandier zauważył, że jest to niewątpliwie uniwersalny wzór, bo dowolne podstawienie pozwala uzyskać dowolny wynik, zgodnie z zasadą: pustka szczelnie wypełnia pustkę.
Trójkątny kwadrat
W zachowanej korespondencji z Cimrmanem, De Selby utrzymywał, że skoro może pomyśleć trójkątny kwadrat, to obiekt ten posiada jakąś formę istnienia, może jako idea albo idea idei? W odpowiedzi Cimrman przypomniał, że w archiwum Zamku przechowywane są niepublikowane rękopisy i rysunki Leonarda z cyklu „Figury niemożliwe”. Na jednym z rysunków podobno pokazano konstrukcję trójkątnego kwadratu. De Selby kierując się wskazówkami Cimrmana, zbudował z listewek model figury niemożliwej. Niestety, dochodząca pomoc domowa uznała konstrukcję za nieudany szkielet latawca i wykorzystała jako podpałkę w kominku.
Hatchjaw wyraził ubolewanie, że kolejny wynalazek Badacza uległ zniszczeniu. Garbandier uznał próby de Selby’ego za pozbawione sensu, ponieważ nie ma trójkątnego kwadratu. Można natomiast coś takiego wypowiedzieć, nawet pomyśleć, bo myśli się zdaniami, a zdaniami można wypowiadać dowolne absurdy. Hatchjaw złośliwie zauważył, że krytyczne wypowiedzi Garbandiera doskonale ilustrują możliwości zastosowania nonsensu. Kraus zaproponował, by tego typu komentarze zaliczyć do „bezmyślnego nurtu mądrościowego”.
Redukcjonizm empiryczny
Jak wiadomo, podstawą wszelkiej działalności naukowej de Selby’ego było doświadczenie. Naturalnie, jak każdy naukowiec, wykorzystywał wyniki doświadczeń, jako podstawy rozważań teoretycznych. Wnioski wyprowadzane z eksperymentów nie zawsze spotykały się z akceptacją innych uczonych, stąd długotrwłe i wyczerpujące polemiki. By zadać kłam swoim krytykom, Empiryk postanowił przetłumaczyć swoje teorie na język doznań zmysłowych (1). Dzięki redukcji empirycznej każdy oponent mógłby zweryfikować tezy de Selby’ego, przeprowadzając odpowiednie eksperymenty. Pierwszą wstępną próbą zastosowania języka zmysłowego, był opis doznań towarzyszących degustacji filiżanki herbaty (2). Zapis tego doświadczenia w języku danych zmysłowych został umieszczony w dziele noszącym tajemniczy tytuł „Pamiętnik Garcii”.
Hatchjaw, słynny badacz dzieł de Selby’ego, zapowiada, że wkrótce przetłumaczy zdania o bezpośrednim doświadczeniu zawarte w „Pamiętniku” na zdania o świecie fizycznym wyrażone w języku potocznym. Kraus zadeklarował, że będzie kontynuował pracę Hatchjawa i dokona dalszego przekładu na język matematyczny. Du Garbandier ogłosił, że „Pamiętnik” nie jest dziełem naukowym, ale grafomańskim powieścidłem nieudolnie naśladującym dokonania słynnego prozaika Trellisa, który jak wiadomo potrafił stworzyć „zabójczo żywych bohaterów”. Według Hendersona, de Selby nie zamierzał wcale tworzyć jakiegoś języka zmysłowego, a redukcjonizm empiryczny polegał na zapraszaniu oponentów do laboratorium, gdzie wspólnie powtarzali sporne eksperymenty. Wyniki badań omawiano, racząc się doskonałą domową nalewką i wspaniałymi wypiekami przygotowanymi przez ciotkę Empiryka. Te przejawy gościnności bardzo poprawiły notowania de Selby’ego w świecie naukowym. Bassett wysunął przypuszczenie, że słynne „empiryczne biesiady” de Selby’ego zainspirowały niejakiego Platona do napisania „Uczty”.
(1) Czyżby zapomniał o fiasku podobnego projektu Carnapa?
(2) Według Hatchjawa była to kawa, a nawet jeśli herbata, to z pewnością zielona, ponieważ „Przyrodnik był wielkim patriotą!”.
Du Garbandier sugeruje, że była to szklanka albo raczej butelka whisky, bo inaczej trudno wyjaśnić bełkotliwe zapisy „Pamiętnika”.
Niebiańskie dysputy
De Selby podczas pobytu w Dalkey miał utrzymywać intensywne kontakty ze świętymi dawnych epok. Podobno dyskutował ze świętym Augustynem, świętym Hieronimem oraz innymi Ojcami Kościoła. Spotkania odbywały się w niezbyt komfortowych warunkach, bo w wilgotnej jaskini, do której jedyna droga prowadziła przez podwodną skalną szczelinę. Badacz wykorzystywał do swoich podwodnych wędrówek udoskonalony akwalung oraz oryginalną mieszankę tlenową z dodatkiem jakiegoś nieznanego gazu. Niezwykłe anomalie czasoprzestrzenne występujące w jaskini lub właściwości mieszanki gazowej powodowały, że Myśliciel potrafił wywołać z Nieba ducha dowolnego świętego. Sprawozdania ze spotkań i dyskusji ze świętymi de Selby zamieszczał na łamach „Trybuny Nauki”. Niestety, czytelnicy potraktowali artykuły Badacza jako typowy dla pism popularnonaukowych dodatek z dziedziny fantastyki. Ostre ataki reumatyzmu ostatecznie przerwały podwodne eskapady Uczonego.
Hatchjaw odnalazł w archiwum „Trybuny Nauki”, sporządzoną prawdopodobnie przez de Selby’ego, odręczną notatkę zawierająca opis oddziaływania mieszanki gazowej stosowanej przez Przyrodnika: ” … zbliża się nieuchronnie, jak przypływ; świat gaśnie; pozostaje samoistna radość; bezinteresowna; bezcelowa; trwa; ustępuje stopniowo, nieuchronnie, jak odpływ …”. Kraus zaprzecza autentyczności przytoczonej notatki, popierając swoje twierdzenie wynikami analizy grafologicznej, które wskazują pełną zgodność charakteru pisma z autografami Garbandiera. Le Clerque zapewnia, że jest to wyrwany z kontekstu fragment rękopisu światowej sławy podróżnika, guru wędkarzy, Ahaba, który również publikował w „Trybunie Nauki”. Wzmiankowany tekst odnosi się do zmagań z wielkim marlinem (wg innej lekcji Merlinem) i można go odnaleźć w drugim akapicie piątego rozdziału wspomnień Ahaba: „Pościg za Lewiatanem” (znanego też pod tytułem „Moby Dick”). Kraus tymczasem poddał analizie grafologicznej wszystkie zapisy zawarte na tej stronie internetowej i stwierdził, że: „Jest to tekst w stu procentach nieautentyczny!”.
Incydent
Niestrudzony badacz spuścizny geniusza wszech nauk De Selby’ego, Hatchjaw, przestudiował archiwalne roczniki lokalnego tygodnika „Kroniki Skerries”, gdzie w dziale dotyczącym wykroczeń odnalazł doniesienie o incydencie, w którym prawdopodobnie uczestniczył Wielki Empiryk. Pewien kuracjusz o inicjałach de S. po skonsumowaniu w niewielkim pubie o nazwie „Pewny odlot”, pewnej ilości whisky zagryzanej imbirowymi ciasteczkami, zdecydowanie odmówił uregulowania rachunku. Swoją odmowę uzasadniał rzekomym brakiem związku przyczynowo-skutkowego między własną konsumpcją, a należnością, jakiej od niego zażądano. Stwierdził, że są to zdarzenia zupełnie przypadkowo współistniejące, a złudzenie związku przyczynowego jest wytworem umysłu, który buduje podobne fałszywe powiązania, by nie popaść w szaleństwo po uświadomieniu sobie absolutnej przypadkowości zjawisk. Właściciel pubu był tak zdumiony tymi tłumaczeniami, że na pomoc wezwał nie tylko policjanta, ale również lekarza oraz księdza. Sytuację udało się załagodzić dzięki interwencji innego kuracjusza, niejakiego Joyce’a, który uregulował należność pana de S. i załagodził incydent wysokim napiwkiem. Następnie zaprosił pana de S. na kolację do najlepszej restauracji, by przy okazji podyskutować o jego teoriach.
Oczywistym jest, konkluduje Hatchjaw, że nastąpiło spotkanie dwóch wielkich umysłów: de Selby’ego i Jamesa Joyce’a! To całkiem możliwe, komentuje du Garbandier, bo mniej więcej od tego momentu proza Joyce’a staje się bełkotliwa i kompletnie niezrozumiała. Przykładem tego destrukcyjnego oddziaływania de Selby’ego na twórczość Joyce’a, jest „Finnegans Wake” – autorytatywnie stwierdza du Garbandier.
Z wielkim entuzjazmem do odkrycia Hatchjawa odniósł się nieobliczalny Kraus, który oświadczył, że geniusz Wielkiego Balistyka przyćmił dokonania Joyce’a, a „Finnegans Wake” jest jedynie nieudolną próbą tłumaczenia fragmentów „Księgi”.
Czytając dowolne komentarze na dowolny temat na dowolnej stronie dowolnego portalu globalnej sieci, odnoszę nieodparte wrażenie, że destrukcyjne oddziaływanie tego Oryginała de Selby’ego, zaczyna się gwałtownie rozszerzać, jak wirusowa epidemia atakująca umysły – podsumowuje Le Clerque.
Autograf
![]() |
| Inkryminowany Autograf |
„Na stronie został umieszczony jedyny autograf de Selby’ego, co do autentyczności którego nie ma najmniejszej wątpliwości!” – oświadczył Hatchjaw. Kraus natomiast stwierdził, że jest to jedynie regest streszczenia kopii faksymiliów brudnopisowych notatek niejakiego Micka, który wysłuchał relacji sierżanta Pluga opisującej zeznania niejakiego Joyce’a, przypadkowego słuchacza sprzeczki w pubie, w którym doszło do gorącej dyskusji dotyczącej autentyczności pokazanego tu autografu Wielkiego Balistyka. Le Fournier zauważył, że jest to prawdopodobnie instrukcja obsługi słynnej skrzyni wodnej, która miała oczyścić atmosferę ziemską z rzekomo trującego tlenu. Garbandier wskazuje, że jest to nieudolny plagiat notatek z kursu matematyki z zakresu szkoły powszechnej o niskim poziomie nauczania. Bassett oświadczył, że whisky wykonana na podstawie zapisanego w autografie przepisu, miała wyjątkowo oryginalny smak (jego stan jest stabilny).
Zadanie dla czytelników: przetłumacz autograf przypisywany de Selby’emu na język algebry nieliniowej lub idiolekt doznań zmysłowych.
Desygnator sztywny
Kraus we wstępie do swojego monumentalnego „Leksykonu deselbiańskiego” poddał analizie nazwę „de Selby”. Zainspirowany koncepcjami Fregego i Russella, uznał, że nazwa „de Selby” jest skróconym opisem albo skrótem opisu znaczenia rozpatrywanej nazwy. Pełne i wyczerpujące znaczenie nazwy „de Selby”, według Krausa, będzie zawierała właśnie opracowywana przez niego nowa wersja „Leksykonu”. Hatchjaw natychmiast zauważył, że „Opisy zawarte w jakimś niedopracowanym i rojącym się od błędów pseudoleksykonie podejrzanego autora, jakim bez wątpienia jest ten grafoman i fałszerz – Kraus, mogą, co najwyżej, zaciemnić lub przeinaczyć sens życia i twórczości świetlanej postaci, jaką niewątpliwie był de Selby!”. Skromnie też wskazał na własne dzieło: „De Selby – niedoceniony geniusz”, w którym zawarł wszystkie istotne informacje pozwalające zrozumieć znaczenie nazwy „de Selby”. Dzieła Krausa i Hatchjawa nie mogą rościć sobie praw do określenia znaczenia nazwy „de Selby” – stwierdził Fournier, powołując się na analizy Kripkego. Nazwa nie ma znaczenia ale odniesienie, a więc opisy zawarte w wyżej wymienionych dziełach, określają jedynie odniesienie badanej nazwy. Nazwa „de Selby” posiada odniesienie w „każdym z możliwych światów”, chociaż w innym świecie czy w innym stanie świata może posiadać odmienny zakres. Pewnie jest to zakres zerowy a sama nazwa jest pusta – złośliwie podsumował dotychczasowy przebieg dyskusji du Garbandier. Zresztą nawet gdyby de Selby miał jakieś znaczenie czy zakres, to i tak próba zupełnej deskrypcji jest beznadziejna. Suma logiczna wszystkich opisów odnoszących się do de Selby’ego musiałaby objąć całe istniejące oraz możliwe uniwersum, co jak wiadomo jest niewykonalne. „Gdybym posiadał szczyptę omnium albo garść ubika, to bez trudu mógłbym zrobić i opisać wszystko” – arogancko odpowiedział Hatchjaw. Natomiast co do Garbandiera, to jest to niewątpliwie nazwa pusta, która jest synonimem Krausa, którego zakres jest, jak powszechnie wiadomo, zerowy.
Dusza lub ciało
W swoim blogu Hatchjaw ogłosił: „De Selby w pewnym sensie żyje!”
Du Garbandier życzliwie przypomniał, że po swoim ostatnim eksperymencie bezoddechowego zasypiania, Wielki Empiryk został skremowany, a prochy, zgodnie z jego ostatnią wolą, zostały rozsypane nad oceanem. W ten sposób połączył się z wodą, którą uważał za pramaterię. Garbandier poprosił Hatchjawa, by raczył rozwinąć swoją śmiałą tezę, bo jeśli chodzi o banalne stwierdzenie, że myśl De Selby’ego inspiruje jego epigonów, zwłaszcza tak bezkrytycznych jak Hatchjaw, to istotnie: absurdalne dywagacje w deselbiańskim stylu są niezwykle żywotne.
Żywotne to są złośliwe zaczepki tego potwarcy Garbandiera – odpowiedział natychmiast Hatchjaw. Co do meritum, to Przyrodnik podejmował ryzykowne eksperymenty, ponieważ był pewny, że jego genialny umysł przetrwa destrukcję ciała.
To absurd! Stany umysłu są identyczne ze stanami fizycznymi, stąd zanik procesów fizycznych koniecznie pociąga zanik umysłu – replikował Garbandier.
Zakładając za Garbandierem, że stan umysłu jest identyczny ze stanem ciała, musimy wykluczyć możliwość samodzielnego i niezależnego wystąpienia, któregoś ze składników relacji identyczności – włączył się do dyskusji Kraus. Stąd wniosek, że umysł jest procesem fizycznym. Należy może zastanowić się nad pytaniem, czy zanik stanu umysłu pociąga koniecznie destrukcję stanu fizycznego rzekomo tożsamego ze stanem mentalnym. Czy pewien stan fizyczny pobudzenia włókien nerwowych nie może wystąpić bez odpowiedniego stanu mentalnego (i odwrotnie)? Stan fizyczny, np. pobudzenie określonych nerwów, musi pociągać powstanie konkretnego stanu mentalnego, ale dlaczego akurat tego stanu, a nie jakiegoś innego? Występuje tu jakiś dodatkowy przygodny składnik. Powstają tu problemy, które mogą podważyć tezę o identyczności umysłu i ciała, zwłaszcza, że intuicyjnie rozdzielamy umysł od ciała…
Pięknie dziękuję za tę obłudną i pokrętną obronę panie Kraus! – przerwał Hatchjaw. Wiem dobrze, że próbuje pan mnie zdyskredytować. Pana apologia jest fałszywa i dorównuje kłamliwym zarzutom Garbandiera. Zresztą o czym tu dyskutować, skoro wiadomo, że Kraus i Garbandier to pseudonimy tej samej osoby; dodajmy kompletnie zdemoralizowanego osobnika. Sądzę – zwracam się teraz do uczciwych czytelników! – że dusza de Selby’ego bytuje w zaświatach i stamtąd kontaktuje się z godnymi zaufania badaczami. Porozumienie z duchem de Selby’ego odbywa się pod postacią wizji sennych, podczas których przekazuje on wszystkie opowieści opisane potem w Deselbianach.
Ostrzeżenie! Nie należy przed snem oddawać się lekturze dzieł filozoficznych, zwłaszcza takich autorów jak Saul Kripke lub Willard Van Orman Quine.
Dygresje
Jedną z cech twórczości de Selby’ego, w opinii Krausa, była skłonność do niespodziewanej zmiany tematu. Przykładowo: rozpoczynał swoją pracę od analizy poziomu hałasu w pobliskim pubie w zależności od czasu pobytu oraz ilości skonsumowanych trunków, następnie niespodziewanie rozpoczynał dywagacje dotyczące malejącej siły nabywczej waluty oraz niemożliwości uzyskania błyskawicznych kredytów, by na końcu poruszyć odwieczne zagadnienie krążących gwiazd stałych, które obserwował powracając z pubu.
To opis pijackiej eskapady Garbandiera, a nie procesu twórczego Empiryka – złośliwie skomentował Hatchjaw.
Jak się właściwie wymawia to dziwaczne nazwisko: Hatchjaw? – zapytał du Garbandier.
Nazwisko nie ma znaczenia, a tylko oznacza – wtrącił się Le Clerque.
Znaczenie przedrostka „de” przed nazwiskiem Empiryka nie jest dotąd wyjaśnione – zauważył Bassett. Może ktoś wyjaśni, dlaczego nigdzie nie podano imienia Badacza – dodał Le Fournier.
Abstynencja niedogmatyczna, to jeden z kluczowych problemów życia i twórczości bezimiennego Empiryka – podsumował Henderson.
Niebiańska ankieta
Po jednym z wyjątkowo ciężkich ataków reumatyzmu de Selby zapisał w swoim dzienniku: „życie to jednak okropna mordęga!”. Uznał, że korzystniejsza wydaje się egzystencja bezcielesna, czyli bytowanie w sferze duchowej. Oczywiście, wcielenie niesie za sobą pewne przyjemności; szczególnie niezwykłe doznania towarzyszące degustacji zimnego piwa w upalne popołudnie. Niestety, troski związane z zapracowaniem na cielesne przyjemności często przeważają nad radościami z ich doznawania. Stąd pomysł, by przeprowadzać odpowiednią kampanię informacyjną wśród czystych duchów. Dusze te powinny być zapoznane z losami ludzi, by mogły świadomie zadecydować o swoim ewentualnym wcieleniu. Badacz przygotował i przeprowadził odpowiednią ankietę, w której respondenci wskazywali na wady i zalety bytowania cielesnego. Ankiety rozdał osobom o dużym doświadczeniu życiowym, czyli stałym bywalcom pubów. Wypełnione arkusze ankiet były umieszczane w pustych butelkach po piwie. Po zakorkowaniu butelki były wyrzucane do pobliskiej rzeki. Według de Selby’ego butelki niesione nurtem dotrą do oceanu. Ocean, jak powszechnie wiadomo, jest gigantyczną rzeką, która spływając z krawędzi Ziemi tworzy kolosalny wodospad, gdzie wody ziemskie mieszają się z wodami tworzącymi sklepienie niebieskie. Butelki z ankietami, po długim dryfowaniu, powinny w końcu zostać wyrzucone na brzegi Wysp Szczęśliwych, gdzie zostaną odnalezione przez czyste duchy. Niestety, działalność Wielkiego Ankietera nie spotkała się ze zrozumieniem służb porządkowych. De Selby został zatrzymany przez sierżanta O’Briena na gorącym uczynku, gdy wrzucał do rzeki butelki z ankietami. Został oskarżony o celowe zanieczyszczanie środowiska i ukarany mandatem.
W swoim komentarzu Kraus stwierdził, że gdyby miał wybór, to nie dałby się wrobić w jakieś wcielenie, bo jak napisał Sebald „życie składa się głównie z niedoli”. Hatchjaw poradził Krausowi, by zabrał się za jakąś pożyteczną pracę, a od razu przejdzie mu ochota na próżne narzekania. Najlepiej niech oczyści globalną sieć ze swoich pustych wypowiedzi – dodał du Garbandier.
Naukowy mistycyzm
De Selby przez cały okres swojej działalności naukowej miał problemy z finansowaniem własnych badań. Brak środków często uniemożliwiał przeprowadzanie skomplikowanych eksperymentów naukowych. Trudności te skłoniły Badacza do opracowania alternatywnej drogi poznania. Miało to być poznanie mistyczne w obrębie nauki. Po osiągnięciu mistycznej ekstazy, dusza miała komunikować się z Prawdą Absolutną i uzyskać odpowiedzi na wszelkie pytania. Niestety, droga mistycznego poznania okazała się nieskuteczna, ponieważ doznań mistycznych nie udawało się wypowiedzieć słowami, a i same pytania traciły jakiekolwiek znaczenie.
Hatchjaw wyraził oburzenie, że Kraus ośmiela się przypisywać de Selby’emu jakieś rozważania mistyczne, skoro jak powszechnie wiadomo, Badacz był czystym empirykiem. „Niełatwo mi to przychodzi, ale wyjątkowo zgadzam się z opinią Hatchjawa: Kraus wypisuje ostatnio kompletne banialuki! Czyżby typowo germańskie mistyczne odchylenie?” – zapytał Garbandier. „Wolałbym nie zaprzeczać, że jestem autorem powyższej notatki.” – odpowiedział Kraus.
Trunek 5%
Zanim de Selby podjął swoją niezależną działalność na niwie nauki, musiał większość czasu poświęcać na sprawy bytowe. Imał się przeróżnych zajęć: jako kopacz torfu, ładowacz drewna, robotnik rolny, brukarz, akwizytor i wiele innych. W tym okresie życia polubił puby, gdzie mógł choć przez chwilę oderwać się od codziennej walki o byt. Jego marzenie o pracy naukowej wydawało się czystą fantazją. Archetypiczna odmiana losu nastąpiła wraz ze śmiercią dalekiego wuja z Ameryki, który w zapisie testamentowym pozostawił de Selby’emu rentę. Uzyskane środki pozwoliły na wynajęcie niewielkiego domku oraz zaspokojenie podstawowych potrzeb bytowych. De Selby mógł porzucić pracę zarobkową i przystąpić do upragnionych badań naukowych. Pierwszym projektem realizowanym przez Badacza było określenie ilości czasu poświęcanego przez przeciętnego obywatela na zapewnienie sobie i rodzinie podstawowej egzystencji. Na podstawie własnych doświadczeń i wywiadów przeprowadzanych wśród bywalców pubów, Badacz stwierdził, że „życie to trunek pięcioprocentowy!” Zaledwie 5% czasu poświęcamy na strawę duchową, przykładowo: puszczanie latawców, dłubanie w drewnie figurek, podśpiewywanie, grę w szachy, wyszywanie motywów ozdobnych, pielęgnowanie kwiatów, gapienie się na chmury itp. Pozostałe 95% ludzkiej egzystencji to marnie opłacany trud. Niewesołe wnioski z przeprowadzonych badań zmotywowały de Selby’ego do działania. Celem Badacza stało się uszczęśliwienie ludzkości i dążenie do odwrócenia proporcji, tak by „życie stało się silnym trunkiem, przynajmniej o mocy 95%”. Stąd seria rowerowych eksperymentów mających zmienić dwukołowca w perpetuum mobile oraz niezwykła kolekcja eliksirów szczęścia nazywanych roboczo nalewkami.
Komentarze:
Le Fournier: „Intencje Badacza były zawsze głęboko humanistyczne”.
Garbandier: „Czy próbę zduszenia życia na planecie w wyniku globalnego skroplenia tlenu też zaliczymy do działań humanistycznych?”
Hatchjaw: „Sugestia zawarta w pytaniu Garbandiera, jest nieuczciwa, bo wiemy, że intencją Badacza było stworzenie wodnego raju, a do tego potrzeba atmosfery beztlenowej.”
Le Clerque: „Wydaje się, że de Selby odrobinę pobłądził w sprawie rzekomej szkodliwości tlenu, ale intencje miał szlachetne.”
Henderson: „Na szczęście dla ludzkości niebezpieczne eksperymenty przeprowadzał na sobie i wszyscy wiemy, jakie były skutki jego prób z zasypianiem bezoddechowym”.
Kraus: „Otrzymałem w prezencie jarzębiaczek podobno według receptury de Selby’ego; polecam!”
Prawdziwy przepis
De Selby wśród okolicznych mieszkańców uchodził za mędrca, ponieważ zauważono, że nie czytał gazet i nie oglądał telewizji. Bywalcy pubu „Pewny odlot” wspominają, że de Selby po skonsumowaniu kilku ciemnych piw, miał zwyczaj informować współbiesiadników, że posiada dostęp do prawdy, „…jaka by ona nie była!”. Niestety dalszy wykład był zawsze ponad możliwości zrozumienia przygodnych słuchaczy, a wszystko kończyło się stanem w pewnym sensie kontemplacyjnym. Z pewnością degustacja piwa była elementem znanego projektu badawczego de Selby’ego. Zainteresował go fakt wyraźnie dla znawcy odczuwalnej różnicy w smaku i aromacie trunku w danym sezonie. Wywiad przeprowadzony w pobliskim browarze upewnił go, że przepis i technologia produkcji nie zmieniła się przynajmniej odkąd został konsumentem ciemnego piwa lokalnej marki. Skąd więc różnice wyczuwalne podczas degustacji? Próba odpowiedzi na to pytanie zmusiła Badacza do zgłębienia tajników rolnictwa, gleboznawstwa, hydrologii, meteorologii, chemii przemysłowej, fizyki, epistemologii i innych dziedzin wiedzy zarówno praktycznej, jak i teoretycznej. Ostatecznym celem badań i studiów miało być stworzenie receptury idealnej, tzw. prawdziwego przepisu. Niestety, absolutna prawda w dziedzinie warzenia piwa okazała się nieosiągalna nawet dla genialnego umysłu Empiryka. Podobno fiasko tego projektu badawczego skłoniło de Selby’ego do poszukiwań mitycznego Omnium zwanego Ubikiem, ale to już inna historia …
Komentarze:
Dokonania naukowe Badacza potwierdzają, że posiadał on wgląd w prawdę, przynajmniej czasami. – podsumował Hatchjaw.
Jak można mieć wgląd w coś, co jest jedynie formą językową, a nie ma samoistnego bytu poza językiem? Możemy mówić jedynie o zgodności albo niezgodności z doświadczeniem. – stwierdził du Garbandier.
Pańska teza na temat prawdy, panie Garbandier, jest arbitralnym założeniem i nie widzę powodu, dla którego miałaby być uznana za słuszniejszą od absolutnej prawdy Filozofa. – odpowiedział Hatchjaw.
Panowie reprezentują dwa odmienne punkty widzenia na temat prawdy, a genialność Badacza polega na tym, że próbował obu ścieżek poznania. – zauważył Le Fournier.
Oczywiście, ma szanowny kolega absolutną rację; empiryczna ścieżka, to nadmierna degustacja trunku, a metafizyczna ścieżka, to próba uzasadnienia swojego nałogu poszukiwaniami absolutu. – złośliwie odpowiedział Garbandier.
Wydaje się, że Badacz próbował pogodzić racje ewidentnie sprzeczne, co potwierdza jedna z jego sentencji: „Ja nie podejmuję trudnych problemów, mnie zajmują sprawy niewykonalne!” – zakończył Kraus.
Ruch lewostronny
Wiadomo powszechnie, że na Wyspie obowiązuje ruch lewostronny. Sprawia to czasami kłopoty przybyszom z Kontynentu, jednak dla miejscowych zasada jest oczywista. Mimo to de Selby do momentu dożywotniego odebrania prawa jazdy, notorycznie mylił kierunki. Wyjątkowemu szczęściu możemy przypisać fakt, że kolizje spowodowane przez Badacza skutkowały co najwyżej drobnymi urazami uczestników. Grzywny i pouczenia nie poskutkowały i ostatecznie problemem niestandardowej jazdy de Selby’ego zajął się sąd. Badacz przyjął zaskakującą dla sędziów i ławników linię obrony. Stwierdził, że reguła ruchu lewostronnego nie daje się jednoznacznie zinterpretować: ” … to jest umowne, bo czemu lewego nie nazwać prawym? … to tylko słowa, które oznaczają, a nie mają samoistnego znaczenia; … jadę po lewej, ale względnie, bo ten z przeciwka widzi na odwrót; a jaką mamy pewność, że prawodawcy w przeszłości nie mieli na myśli na przykład zasady: jeśli jesteś zwrócony w kierunku jazdy i nadjeżdżajacy z przeciwka pojazd znajduje się po twojej lewej stronie, to taki sposób poruszania nazywamy ruchem lewostronnym …”. Zwrócono Badaczowi uwagę, że w ten sposób nie wyjaśnił częstych zmian strony jezdni, nawet w trakcie jednej podróży. De Selby odparł, że stosował silne kryterium użyteczności: „… jeżdżę jak mi wygodnie i gdzie potrzebuję …”. Apologia de Selby’ego odbiła się szerokim echem w pismach branżowych oraz wzbudziła gorące polemiki na forach internetowych (przez chwilę fraza „obrona de Selby’ego” miała w wyszukiwarkach więcej wyników, niż słynna „Obrona Sokratesa”!).
Absurd! – stwierdził du Garbandier – Przecież powszechnie zgadzamy się, czym jest ruch prawostronny. Nauczyliśmy się w praktyce stosować takie pojęcia i nie potrzebujemy jakichś wymyślnych reguł. Kryterium prawidłowego stosowania takiego pojęcia jest fakt skutecznego porozumienia. Po prostu dogadujemy się!
Chybiony atak panie Garbandier! – odpowiedział Hatchjaw. De Selby podważył regułę ruchu lewostronnego, a pan broni ruchu prawostronnego.
Wystarczy uwzględnić w rozważaniach kulistość Ziemi, by uchwycić myśl de Selby’ego – dodał Le Fournier.
Znam rozwiązanie paradoksu de Selby’ego – oświadczył Kraus – to ruch jednokierunkowy i tylko do przodu!
Pewny sernik
Wielką popularnością cieszyło się dzieło de Selby’ego „Album wiejski”. Było to nowatorskie połączenie poradnika domowego z rozważaniami paranaukowymi. Koncepcję autora można przedstawić na przykładzie rozdziału zatytułowanego „Pewny sernik”. Po przedstawieniu siedmiu przepisów na serniki, autor przeanalizował wpływ różnych składników na jakość ciasta. Wnioski były jednoznaczne: właściwości sera mają decydujący wpływ na cechy sernika, a jakość sera jest raczej nieprzewidywalna, stąd rygorystyczne stosowanie się do przepisu nie daje pewności wyniku. Proponowane przez de Selby’ego rozwiązanie problemu niepewności (nieoznaczoności wg niejakiego Heisenberga): „Nie stosuj niepewnego składnika, w tym przypadku sera, a masz pewność wyniku doświadczenia: sernik się nie uda!”.
Gdyby wszyscy stosowali się do propozycji de Selby’ego, to nie byłoby postępu w żadnej dziedzinie i pewnie ludzie nadal żywiliby się jedynie jagodami i grzybami – skomentował du Garbandier.
Jest to kolejna wypowiedź potwierdzająca brak kompetencji lub nieżyczliwość Garbandiera! Każdy uczciwy badacz wie, że wszystkie ogólne zasady można stosować jedynie do przypadków konkretnych; tak jak to zrobił de Selby na przykładzie sernika – odpowiedział Hatchjaw.
Wypróbowałem przepis na „pewny sernik” i potwierdzam konkluzję de Selby’ego – podsumował Kraus.
Egoistyczny altruizm
Panie z towarzystwa dobroczynnego zauważyły, że de Selby nigdy nie bierze udziału w akcjach charytatywnych. Kiedy jedna z aktywistek zwróciła się bezpośrednio do Badacza w sprawie ewentualnego datku, ten dosyć szorstko odpowiedział, że akceptuje jedynie dobroczynność indywidualną świadczoną bez rozgłosu. Du Garbandier zauważył, że jest to typowy unik wszystkich dusigroszów i skąpców. Hatchjaw, oburzony insynuacją Garbandiera, zobowiązał się przedstawić wkrótce „długą listę zacnych uczynków wielkiego Przyrodnika!”. De Selby był wyznawcą teorii egoistycznego altruizmu – stwierdził Kraus. Przyjemność jaką uzyskujemy pomagając bliźniemu jest bezpośrednią nagrodą za nasz godziwy czyn. Stąd oczywisty egoizm darczyńcy, który zyskuje emocjonalnie w postaci satysfakcji z dobrego uczynku, a często również społecznie z uwagi na szacunek jakim jest darzony przez grupę, nie wspominając o skarbie jaki gromadzi w niebie. Nie ma więc w działalności pomocowej bezinteresowności, a własna korzyść to atrybut egoizmu. Hatchjaw zadeklarował, że sprawi mu wielką satysfakcję wypróbowanie sieciowego anihilatora treści absurdalnych i niepożądanych na „tych krausowskich wypocinach w bezczelny sposób wypaczających myśl de Selbiego!”.
Magiczna górka
De Selby realizując swój słynny projekt badawczy poszukiwania najniższej góry, zwanej górą minimalną, przestudiował setki map topograficznych oraz przeczytał dziesiątki dzienników podróży. W jednej z takich relacji natknął się na wzmiankę dotyczącą „magicznej górki”. Podobno znany podróżnik Yorick odbywając swoją le grand tour zboczył z utartego tradycją szlaku i znalazł się daleko na Wschodzie, wśród jezior i moczarów w pradawnej puszczy bukowej, gdzie miejscowi pokazali mu niezwykłe miejsce. Na starym leśnym szlaku było niewielkie wzniesienie, na które przedmioty takie jak butelki z płynem, czy kule bilardowe, wtaczały się bez nadawania im pędu. De Selby uznał, że w miejscu tym można wybudować ekologiczną elektrownię wykorzystującą miejscowe zakłócenia grawitacji lub „…szybko zbić naprawdę dużą kasę sprzedając bilety ciekawskim turystom…”. „Górka może i magiczna, ale pomysły de Selbiego sprowadzają się zawsze do tego, by bez wysiłku dużo zarobić.” – zauważył Garbandier. „Pamiętajmy, że Badacz zdobyte fundusze zamierzał przeznaczyć na działalność naukową służącą ludzkości! – ripostował Hatchjaw. „Nie możemy oskarżać Empiryka o pazerność, ponieważ jeśli gdzieś w świecie występują odstępstwa od fizycznej zasady grawitacji, to ekonomiczna zasada ciążenia ku wzbogaceniu jest chyba bezwyjątkowo obowiązująca.” – gorzko podsumował dotychczasową dyskusję Le Clerque. „De Selby zamierzał wybudować na magicznej górce schody niemożliwe według projektu Penrose’a, po których będziemy wchodzić wiecznie w dół albo schodzić wiecznie w górę.” – dodał, jak zwykle bez związku, Kraus.
Skamieniała rzeczywistość
Po żmudnych badaniach w swoim domowym laboratorium urządzonym w salonie, de Selby odkrył „luzy” w tkance wszechświata; „…bo gdyby nie pewien stopień swobody, to świat byłby skamieniały”. Kolejna seria eksperymentów wykazała, że „luzy” wykazują znaczącą tendencję, jakby ukierunkowanie, np. z góry na dół, z ciepłego w zimne, z młodości w starość, z porządku w bałagan, z pełnego kufla w pusty. Po wielokrotnym powtórzeniu eksperymentu z opróżnianiem kufla w pobliskim pubie, Badacz umocnił się w przekonaniu, co do ukierunkowania procesów zachodzących we wszechświecie, a to dowodzi wpisanego w strukturę rzeczywistości przymusu. Stąd wniosek, że swoboda jest pozorna, a świat jest jednak „skamieniały”. Może chociaż myśl nie podlega petryfikacji? Niestety, to tylko złudzenie, bo myśl się krystalizuje, a więc kamienieje absolutnie.
Apedagogika
Wiadomo, że de Selby w trakcie swojego długiego życia, zgodnie z obowiazującym paradygmatem, wielokrotnie zmieniał profesje. Miał również epizod związany z działalnością dydaktyczną. Zaproponowano mu udział w eksperymencie polegającym na praktycznym zastosowaniu zasad nauczania nazywanych antypedagogiką. Spośród wielu kandydatów wybrano de Selby’ego z uwagi na jego wyjątkowe kwalifikacje, a właściwie ich brak, bo jak wiadomo, nie ukończył on nawet podstawowej szkoły powszechnej; wcześnie osierocony musiał podjąć pracę. Pokonując przeszkody, dzięki samodyscyplinie i intensywnemu samokształceniu, został wybitnym przedstawicielem bezkompromisowej nauki niedogmatycznej. W myśl zasady mówiącej, że uczeń wie lepiej, co jest mu potrzebne, de Selby pozwolił wychowankom na spontaniczność i swobodę samokształcenia. Niestety fundusze przeznaczone na roczny eksperyment zostały wyczerpane w miesiąc. Część wychowanków de Selby’ego zdążyła w tym czasie zapoznać się z miejscową izbą z objawami zatrucia alkoholowego i nikotynowego, kilku trafiło do aresztu pod zarzutami udziału w bijatykach, niektórzy dostali niestrawności od nadmiaru słodyczy. W podsumowującej eksperyment ankiecie uczestnicy zgodnie potwierdzili skuteczność zastosowanej metody pedagogicznej i jednomyślnie wyrazili wolę kontynuowania eksperymentu pod kierownictwem de Selby’ego. Niestety przedstawiciele władz oświatowych oraz rady rodziców nie podzielili entuzjazmu wychowanków i ostatecznie zrezygnowali z dalszych badań antypedagogicznych.
Zastanawiające, że droga życiowa de Selby’ego właściwie potwierdza skuteczność autodydaktyki i samowychowania, mimo to eksperyment z klasą młodzieńców lokalnej szkoły zawodowej, nie zakończył się sukcesem. – z żalem stwierdził Hatchjaw. Porażka była pewna od momentu, kiedy wychowankom z góry wypłacono wysokie kieszonkowe, którym mieli rozsądnie gospodarować przez cały rok szkolny. – zauważył Le Fournier. Metoda hartowania woli stosowana przez de Selby’ego sprowadzająca się do wieczornych wypraw do pubów lub klubów nocnych może śmiało być zaliczona do antypedagogiki. – zauważył prowokacyjnie Garbandier. Gdyby we właściwym czasie w procesie wychowania wielce szanownego pana Garbandiera nie zabrakło dyscypliny, to dzisiaj nie musielibyśmy znosić jego złośliwych komentarzy. – ripostował Hatchjaw. Z moich dogłębnych badań historycznych i filologicznych wynika, że istota zasady apedagogiki została zawarta w zwięzłej pradawnej sentencji: „Z pustego to i Salomon naleje.” – podsumował Kraus.
Migotanie neuronowe
Niestety, niewiele wiemy o jednym z kluczowych eksperymentów de Selby’ego polegającym na uzyskaniu sprzężenia zwrotnego między stanem umysłu a materialnymi strukturami mózgu. Za pomocą precyzyjnie skomponowanego koktajlu składającego się z własnoręcznie wykonanych nalewek, Empiryk wprowadził swój umysł w stan nadprzewodnictwa intelektualnego. Spotęgowane w ten sposób procesy myślowe doprowadziły do błyskawicznych zmian w sieciach neuronowych, które natychmiast skutkowały przeskokiem na wyższy orbital intelektu, co automatycznie wywołało następną falę strukturalnych przemian mózgowych, a w konsekwencji zapętlenie procesu nazwane potem w specjalistycznych publikacjach migotaniem neuronowym. Nie wiadomo jaki byłby finał eksperymentu, gdyby alarm budzika nie wyrwał de Selby’ego z zapętlenia mózgowego. Doświadczenia nie udało się powtórzyć, ponieważ Badacz nie był w stanie przypomnieć sobie receptury pobudzjącego umysł drinka; natomiast w rezultacie wielokrotnych prób ustalił przepis na napój poprawiający nastrój i łagodnie usypiający.
Prawdopodobnie stan migotania neuronowego zintensyfikował geniusz de Selby’ego. – zauważył ostrożnie Hatchjaw. Rezonans umysłowo-neuronowy mógł doprowadzić do przyspieszonej ewolucji mózgu. – stwierdził Bassett. Albo do zapaści wywołanej przedawkowaniem alkoholu, ale już na pewno – do monstrualnego kaca! – szyderczo skomentował Garbandier. Niepublikowane dotąd notatki de Selby’ego wskazują, że każdemu przeskokowi na inny orbital umysłowy, towarzyszyły alternatywne wizje rzeczywistości, co zdecydowanie utrudniło Badaczowi znalezienie się w świecie aktualnym. – dodał Kraus. Analiza życia i dorobku de Selby’ego wskazuje, że nigdy nie był on w pełni obecny w aktualnej rzeczywistości. – podsumował dyskusję le Clerque.
Kolekcjoner
De Selby znany był w kręgach kolekcjonerskich, jako zbieracz osobliwości. W holu ustawił wieszak na płaszcze oraz czarny stolik Bergsona. W salonie umieścił stół bilardowy Hume’a, a w kuchni lodowy stół Kripkego. Swą domową bibliotekę zwaną „jaskinią Platona” wzbogacił o rękopisy dzieł Sokratesa, a regały wypełnił księgozbiorem biblioteki Borgesa. Nad biurkiem, w swoim gabinecie nazwanym „chińskim pokojem Searla”, zawiesił zdjęcie „pegaza Quina”. W bawialni na ostatnim z limitowanej serii drewnianym stole Kripkego, rozłożył puzle przedstawiające przekrój kamienicy Pereca. W sypialni, na nocnym stoliku, leżał gadżet sam w sobie, nieprzydatny na każdą okazję. Przy piecu uwielbiał wylegiwać się kot Schrodingera, a na strychu zimował nietoperz Nagla. Swoją pasję kolekcjonerską finansował wymieniając na walutę żółty metal Kanta. Zimą jego ogród okrywał biały śnieg Tarskiego, a w stawie pływał kaczor ziebieski Nelsona Goodmana.
Redukcja wsteczna
Myśliciel z Dalkey nie omieszkał wypróbować wszystkich dróg do poznania Prawdy. Być może jednym z najdonioślejszych jego osiągnięć i zarazem najbardziej niezwykłych pomysłów w dziejach ludzkości – jeżeli w ogóle tak skromne określenia pasują do opisu dzieł Wielkiego Balistyka – było obranie tzw. „wstecznej ścieżki Prawdy”. Sam Mistrz tę niezwykłą metodę rzekomo ochrzcił mianem „cofania się w przód”, w odróżnieniu od „cofania się w tył”, które opisywać miało kurs współczesnej mu nauki (Kraus „Die Methode des Unsinns”). Pewne jest natomiast, że De Selby zniechęcony rosnącą komplikacją języka nauki i mnogością teorii, które nie przybliżały ludzkości ku wyjaśnieniu istoty rzeczywistości, podjął radykalną decyzję o powrocie do źródeł. Z pewną dozą egzaltacji Hatchjaw uznał to „za największą ofiarę w dziejach ludzkiego umysłu złożoną na ołtarzu nauki” (Hatchjaw „The Mystery of Genius”). W każdym razie De Selby, stale dążący do formułowania teorii unifikujących, a w rezultacie do uzyskania wiedzy pewnej, postanowił oczyścić swój umysł z wszelkiej wiedzy.
Drogą redukcji wstecznej (lub postępowej – jak kto woli) zamierzał pozbyć się ze swej pamięci zarówno własnych osiągnięć (stąd wykup własnych dzieł i użycie ich jako opału, tudzież wycinanie swoich tekstów z publikacji, co powodowało interwencje konstablów na prośby zrozpaczonych bibliotekarek), a następnie usunięcie wiedzy nagromadzonej przez stulecia działalności naukowej (stąd wielogodzinne seanse przed telewizorem oraz intensywna lektura artykułów zamieszczonych na popularnych portalach internetowych wraz z komentarzami). Dalsze etapy tej – nie wahajmy się użyć tego słowa – misji polegały na oduczeniu się wiedzy uzyskanej na kolejnych szczeblach edukacji, co zdaniem Le Fourniera było najłatwiejszym etapem (Le Fournier „La petite histoire de la cuisine irlandaise”), wreszcie na wyczyszczeniu wszelkich pozostałych jeszcze informacji i doświadczeń nabytych we wczesnych etapach życia.
Problem rezultatów projektu Mistrza budzi niegasnące spory wśród komentatorów. Jedni uznali, że teoria trójkątnego kwadratu dowodzi jego sukcesu, ponieważ jest równoznaczna z dotarciem do czystych idei. Zdaniem innych De Selby nawet jeżeli osiągnął granice wiedzy, docierając do pierwotnego jądra Prawdy, nie mógł tego zakomunikować potomnym, bowiem oczyszczony umysł nie może przekazać odnalezionej Prawdy w ludzkim języku (patrz: „Dlaczego De Selby zamilkł?”). Niektórzy twierdzą, że enigmatyczny tekst Kodeksu jest żywym dowodem na znaczący postęp, jaki Myśliciel poczynił w ramach tego wiekopomnego przedsięwzięcia. Sceptycy uznają jednak, że to raczej dowód porażki, bowiem oznaczałoby to, że w swoich eksperymentach nie przekroczył on jeszcze etapu takiego giganta myśli jak Platon, który jak wiadomo był niechętny pismu.
Teoria wiedzy (niewiedzy?) wstecznej rzuca przy tym ciekawe światło na wiele wydarzeń z życia filozofa, takich jak pędzenie niekoncesjonowanej whiskey, nieczytanie gazet i jego skrajnie niezrozumiałe, bełkotliwe wypowiedzi w pubach. Także drzemki na dublińskich ulicach świadczyły zdaniem krytyków o tym, że filozof sięgnął bruku. Tymczasem jego zwolennicy uznają, że tym samym właśnie De Selby osiągnął swój cel. Fakt ten zresztą poddaje się głęboko antropologicznej interpretacji (odzyskanie przez uwolniony umysł bliskości z ziemią i takie tam).
Nie wiadomo, co miał na myśli Du Garbandier („De Selby? Je ne connais pas!”), twierdząc, że De Selby realizując swój projekt, oddał ludzkości wielką przysługę i odniósł niekwestionowany sukces intelektualny. Mimo różnic interpretacyjnych komentatorzy zdają się być pewni co do tego, że współczesny system edukacji czerpie obficie inspirację z deselbiańskiego paradygmatu.
Teoria symplifikatora i diffikulatora
Pewne niejasne poszlaki wskazują niezbicie na to, że prawdopodobnie kariera De Selby’ego nie zakończyła się wraz z pożarem jego domu i laboratorium w Dalkey. Choć sierżant Fottrell reprezentujący lokalną Policję ogłosił wobec licznie zgromadzonych dziennikarzy, że „ten pan nikomu już nie zaszkodzi”, deklaracja ta zamiast wyciszyć dyskusję, wzbudziła szereg spekulacji dotyczących losów Wielkiego Balistyka. Nacjonaliści (zależnie od sztandaru) znaleźli kolejny dowód na brutalność polityki Imperium albo na skuteczność w walce z terrorem. Opiniotwórczy dziennikarze (zależnie od tytułu) mogli uzasadnić pochwałę aparatu państwowego za zapewnienie bezpieczeństwa fizycznego oraz umysłowego społeczeństwa albo potępienie odwiecznych zakusów władzy na wolność słowa i badań naukowych.
Najbliższa prawdy wydaje się jednak hipoteza, wedle której Uczony wyemigrował za Ocean i znalazł spokojną przystań w Argentynie. Mocnym, choć ledwie pośrednim dowodem (przesłanką? poszlaką? donosem?) są zapisy poczynione przez pewnego bibliotekarza z Buenos Aires zakamuflowane jako fikcjonalne opowieści. W jego twórczości zauważyć można motywy Księgi, odbić, luster i dusznych snów, tak charakterystyczne dla De Selby’ego. Kraus posunął się nawet do insynuacji, że cała twórczość niewidomego bibliotekarza była plagiatem dzieł De Selby’ego, a Hatchjaw dodaje, iż pisarz o inicjałach JLB zastosował tzw. technikę Manusa, błędnie przy tym lub zgoła opacznie odczytując myśl wielkiego Przyrodnika. Bassett postawił „kropkę na i” w tej kwestii w niepublikowanych szkicach do biografii Hatchjawa, udowadniając w oparciu o analizę komentarzy Le Fourniera do wypowiedzi Krausa, że jest oczywistym, iż bez względu na to czy Argentyńczyk zetknął się z wynalazcą skrzyni wodnej, czy też nie, jego teksty nie mogły powstać inaczej, jak tylko pod wpływem De Selby’ego („trudno łatwiej dowieść ignorancji, niż poprzez kwestionowanie tej teorii”).
Le Fournier przypuszcza ponadto, że bibliotekarz przyjął deselbiańską teorię poszerzania zakresu niewiedzy, choć korzystając z jego pism trudno orzec, co należy pod tym pojęciem rozumieć. Niezawodny Du Garbandier spróbował zdefiniować tę odkrywczą teorię jako „rozszerzenie głupoty i bzdur do takich granic, aż staną się mądrością”. Nie zaskoczy czytelnika fakt, że prowadzony w ten sposób dyskurs rychło stracił walor merytoryczny. Jeden z dyskutantów odparł Du Garbandierowi, parafrazując słynny bon-mot Oskara Wilde’a „sarkazm nie stanowi wyznacznika inteligencji, a raczej jest probierzem braku dobrych manier”.
Z niepewnych, ale wiarygodnych źródeł, wiemy natomiast, że De Selby do spółki z pewnym emigrantem ze środkowo-wschodniej Europy usiłował rozwinąć w Argentynie produkcję dewocjonaliów. Stugębna plotka głosi, że w sprawę zamieszany był wspomniany już niewidomy bibliotekarz, a cała trójka dzięki tym działaniom zamierzała zdobyć nagrodę Nobla w dziedzinie ekonomii. Archiwa argentyńskiego fiskusa milczą jednak o dalszych losach tego procederu.
De Selby i cywilizacje pozaziemskie
Problem postawiony w tytule niniejszego przyczynku odsyła nas do jednej z najbardziej niejasnych kart w biografii Uczonego. Wedle licznych świadectw De Selby uważał, że poza Ziemią nie istnieje życie, a tym bardziej cywilizacje stworzone przez istoty inteligentne. (Zdaniem niektórych wręcz uznawał, że we Wszechświecie – z Ziemią włącznie – w ogóle nie ma istot obdarzonych inteligencją.) Ten niedorzeczny sąd stanowi poważny problem dla komentatorów i egzegetów Wielkiego Balistyka. Mimo spiżowej niepodważalności jego autorytetu (przez grzeczność pomijamy jego krytyków może z wyjątkiem Du Garbandiera, który zresztą stwierdził, że „to jedyne rozsądne zdanie, które wyszło z ust De Selby’ego”) tak zdecydowane głoszenie przez niego absurdalnej tezy, rzuca się cieniem na jego Geniusz. Komentatorzy rzecz jasna usiłowali weryfikować negatywnie źródła w tej sprawie – jednak ich liczba oraz niejednokrotnie urzędowy charakter – chodzi bowiem o zeznania i protokoły rozpraw sądowych, w których stroną był De Selby – okazują się trudne do podważenia.
Skąd zatem wzięło się takie zaćmienie genialnego intelektu? Wedle najczęściej formułowanej hipotezy chodziło tu o zaczadzenie racjonalne, wynikające z długotrwałego prowadzenia badań empirycznych. Przypadłość ta objawia się okresowymi i krótkotrwałymi atakami ratio, kiedy to powzięte z góry (lub z próżni tzn. bezpośrednio z umysłu) założenia blokowały pęd ku doświadczalnemu rozstrzyganiu hipotez. Przyczyną tej przypadłości stają się z reguły kwestie doniosłe acz przebadane do tego stopnia, że trudno nawet najtęższym umysłom postawić nowe hipotezy i znaleźć nowe dowody, czyli np. kwestia UFO. Ogrom przedsięwzięć badawczych sprawiał, że po ataku zaczadzenia racjonalnego (ZR) De Selby z większą energią rzucał się w wir kolejnych badań empirycznych, aby nadrobić stracony czas. Oczywiście, ze względu na traumatyczny charakter przeżyć związanych z ZR jego umysł wypierał całą sytuację w podświadomość, zatem nie był w stanie podejmować dalszych badań nad UFO. Hatchjaw jest pewny, że gdyby nie ów syndrom De Selby dorzuciłby kolejny niezbity dowód na istnienie cywilizacji pozaziemskich. Zdaniem Krausa natomiast chodziło o zmylenie konkurencyjnych badaczy, co było efektem manii prześladowczej Mistrza obawiającego się, że wszyscy chcą ukraść mu pomysły, ogłosić jako własne i prześcignąć go w rankingu najczęściej cytowanych publikacji naukowych. Zaznaczmy, że teoria ta jest krytykowana przez większość poważnych, publikujących naukowców.
Z ostatniej chwili: Jak donosi Internet, podczas wymiany wystroju jednego z dalkejskich pubów na jednym ze starych stolików odnaleziono wyryte scyzorykiem zdanie: „We Wszechświecie istnieje życie”. Według wybitnych filologów styl i słownictwo tej frazy świadczą niezbicie o autorstwie Wielkiego Balistyka. Czekamy zatem na wznowienie gorącego acz rzeczowego sporu naukowego.
Odurzenie
Systematyczne badania socjologiczne przeprowadzane wśród bywalców pubów oraz wnikliwa introspekcja, pozwoliły de Selbiemu wysunąć hipotezę wstępnie nazwaną „permanentnym odurzeniem”. Skomplikowane procesy biochemiczne zachodzące w układzie nerwowym miały, według Badacza, prowadzić do stworzenia przez mózg fantomowej rzeczywistości. Obraz tworzony przez mózg jest obiektywnie fałszywy, jednak absolutnie niezbędny do prawidłowego funkcjonowania człowieka, ponieważ automatycznie zakłada realność takich pojęć, jak celowość, prawdopodobieństwo, przyczynowość, czas itp. Zbliżone warunki środowiskowe oraz identyczna budowa ludzkiego układu nerwowego, powodują, że obraz rzeczywistości jest wspólny dla całej ludzkości; jak to enigmatycznie ujął filozof: „błądzimy razem do celu”. Fałszywość wizji tworzonej przez umysły jest dobrodziejstwem, ponieważ zabezpiecza ludzkość przed prowadzącymi do abnegacji – nieoznaczonością i chaosem. Przeciwieństwem stanu „permanentnego odurzenia” mają być „przebłyski trzeźwości”, których nie należy utożsamiać z doznaniami mistycznymi nazywnymi iluminacją. Zjawisko oświecenia de Selby zakwalifikował jako „maksimum odurzenia” i uznał, że jest to pozytywny stan umysłu przynoszący uspokojenie i bezinteresowną radość. Natomiast stan „trzeźwości”, czyli chwilowy wgląd w chaos rzeczywistości, jest zjawiskiem skrajnie negatywnym skutkującym zaprzeczeniem jakiegokolwiek sensu. Hipoteza „pozytywnego odurzenia” zaowocowała serią eksperymentów mających na celu „wzmocnienie wody”, by ostatecznie wyeliminować zabójcze dla umysłów „przebłyski trzeźwości”.
Przedstawiona hipoteza to kolejny dowód, że cała działalność tego szarlatana – de Selbiego, miała jeden cel: uzasadnienie nieumiarkowanego spożywania trunków.- skomentował Du Garbandier.
Złośliwa niemerytoryczna krytyka, to znak firmowy pana Garbandiera! Odnośnie meritum, to pewne, że autor powyższej analizy błędnie zinterpretował kluczowe fragmenty hipotezy de Selbiego, np.: stan „maksimum odurzenia” pomylił z „przebłyskami trzeźwości”, „porządek” zamienił na „chaos” itp. Postuluję dokonanie ponownej korekty tekstu i wprowadzenie niezbędnych poprawek, zresztą nie tylko merytorycznych. – stwierdził Hatchjaw.
Potwierdzam, że kieliszek „wzmocnionej wody” zdecydowanie ułatwia przyswajanie deselbianów. – dodał Kraus.
Rękopis V
Zagadka rękopisu Voynicha rozwikłana! Wymieniona w tytule księga nie wymaga przedstawienia. Wystarczy więc tylko wspomnieć, że nad rozszyfrowaniem zagadki jej pochodzenia oraz treści łamały sobie głowę tuziny historyków, lingwistów, kryptologów itp. Propozycje odpowiedzi, których spektrum rozciągało się od wyrafinowanego żartu, przez sprytną próbę wyłudzenia pieniędzy, narzędzie dyskredytacji adwersarzy, chiński traktat botaniczny, aż po relację z bliskiego spotkania 3. stopnia, jak dotąd nikogo w pełni nie zadowoliły.
Przełom przyniosła dopiero publikacja nieocenionego acz enigmatycznego Krausa. Zanim ujawnimy jego rozstrzygającą problem teorię, przypomnijmy, że już wcześniej wysuwano nieśmiałe sugestie, delikatne napomknienia o związku De Selby’ego z tajemniczym rękopisem. Hipoteza Le Fourniera, że Rękopis Voynicha to notatki do „Albumu wiejskiego”, o czym miały świadczyć rysunki roślin i niezrozumiały tekst, została stanowczo odrzucona przez Hatchjawa jako uwłaczająca wielkości umysłu Mędrca z Dalkey i dowodząca jedynie zbyt daleko posuniętego „romańskiego sceptycyzmu” jej autora. Z kolei w Encyklopedii Manusa można było wyczytać, jakoby rękopis był szyfrowanym zapisem rozmów Wielkiego Balistyka z filozofami przeszłości. Dopiero Kraus trafił w sedno, publikując słynny już przypis 22. w swoim dziele „Kritik der munteren Vernunft”. Podobnie jak inni deselbiści odrzucił pokusę sięgnięcia po oryginał rękopisu, gdyż w oczywisty sposób zburzyłoby to świeżość spojrzenia rześkiego umysłu. Otóż jego zdaniem trop wiodący ku rozwiązaniu zagadki wiedzie do Pragi, co zresztą sugerowali już wcześniej inni badacze. Jak powszechnie wiadomo, De Selby nawiązał intelektualną znajomość z wybitnym czeskim myślicielem i wynalazcą Jarą Cimrmanem. Wyjechał zatem do Pragi, aby omówić kluczowe kwestie filozofii i nauki w stosownym miejscu to jest w jednej z praskich gospód. Spotkanie to można uznać za wyjątkowo udane w myśl założeń deselbizmu, ponieważ w tym samym czasie na dysputę z Wielkim Dalkeyczykiem udał się Cimrman do Dublina (Są też tacy, którzy twierdzą, że doszło do nieporozumienia wynikającego z różnych pojęć czasu, które obaj wielcy myśiciele stosowali). Gdy więc Czech raczył się w Dublinie porterem, snując koncepcje kolejnych genialnych wynalazków, De Selby w Pradze zbliżał się do stworzenia wiekopomnej hipotezy. Niestety nie miał pod ręką materiałów piśmiennych, aby na bieżąco notować swoje teorie. Szczęśliwym trafem spotkał w gospodzie pewnego praskiego handlarza psów, który miał właśnie przy sobie obszerny, bardzo stary notatnik, będący zapłatą za jednego z czworonogów. Nabywszy ów foliał, zaczął De Selby w nim notować wyniki eksperymentu, który jak na wielkiego Empiryka przystało, natychmiast po sformułowaniu hipotezy zaczął realizować. Ni mniej ni więcej, tajemniczy zapis rzekomego Rękopisu Voynicha to w istocie ciąg szczegółowych rachunków z pubów, gospód i innych lokali z wyszynkiem, które Uczony nawiedzał w kolejnych latach. Bowiem – wedle Krausa – hipoteza De Selby’ego polegała na założeniu, że w pewnych stałych, najprostszych i podstawowych zjawiskach zawierają się najbardziej fundamentalne prawa rządzące Wszechświatem. Jeżeli uda się zatem wyprowadzić wzór opisujący jego piwiarniane peregrynacje, będzie równocześnie zdolny opisać i przewidzieć fazy aktywności Słońca, zmiany meteorologiczne, wahania koniunktury w ekonomii, a nawet dokładnie ustalić czas i miejsce odjazdu dowolnie wybranego pociągu kolei państwowych. Niestety Kraus nie zdołał wskazać w dziele Wielkiego Empiryka wspomnianego ostatecznego wzoru, co zrozumiałe, zważywszy, że nie sięgnął po oryginał księgi. Niemniej jednak – co zadziwiające – zyskał uznanie Hatchjawa, który oświadczył, że teoria ta jest „mistrzowsko piękna, przekonująca i prosta”. (Na marginesie należy przypomnieć, że Kraus opublikował swe dzieło pod pseudonimem K. Raus, co rzuca światło na powód tak entuzjastycznej opinii Hatchjawa).
Pointa niezawodnego Du Garbandiera i w tym wypadku nie miała nic wspólnego z sednem merytorycznej debaty: „Zyskaliśmy kolejny dowód na wyższość cywilizacji wina nad cywilizacją piwa. Tylko czy warto było za tę sprawę przelać tyle atramentu?”
Uniwersalny operat
De Selby nie był typem pracownika etatowego, zwyciężyły w nim indywidualizm i nieumiejętność podporządkowania się rygorom organizacyjnym. Pozostała mu ścieżka samozatrudnienia, którą realizował z drobnymi sukcesami lub zupełnie bez powodzenia, między innymi jako: wędrowny nauczyciel albo doradca finansowy, czy wreszcie najemny negocjator lub samozwańczy dyktator mody. Okres samozatrudnienia zowocował powstaniem całej serii poradników odnoszących się do przeróżnych dziedzin praktycznej wiedzy. Niestety gros tych dzieł była wydana pod różnymi pseudonimami, stąd dzisiaj zaciekłe spory badaczy spuścizny wielkiego Empiryka o rzeczywiste autorstwo wielu publikacji z tego okresu. Przykładem takiego spornego dzieła może być „Uniwersalny operat, czyli szacowanie i wycenianie dowolnej nieruchomości w dwunastu księgach opisane” autorstwa niejakiego F. Nolana i wydanego przez oficynę Manusa, znaną, między innymi, z publkacji dzieł de Selby’ego. Oczywiście wydawca nie determinuje autorstwa publikacji, jednak brak jakichkolwiek informacji na temat F. Nolana rodzi przypuszczenie, że jest to pseudonim (ale czyj? – tego nie jesteśmy w stanie stwierdzić). W takiej sytuacji niech przemówi sam tekst, a dociekliwy czytelnik musi samodzielnie rozstrzygnąć, czy przemawia do nas de Selby.
„Przedmiotem wyceny jest nieruchomość gruntowa zabudowana budynkiem jednorodzinnym o powierzchni użytkowej 120 metrów kwadratowych, zwanym Domem Wodnym. Lokalizacja nieruchomości: obecnie istniejące Uniwersum albo lokalny podmiot Multiuniwersum, jak chcą niektórzy kosmologowie; bliżej: Galaktyka nazwana Drogą Mleczną; bliżej: Układ Słoneczny; Ziemia – trzecia planeta licząc od Słońca; kontynent – Europa; Irlandia – trzecia co do wielkości wyspa Europy, w sensie ścisłym – wyspa na Oceanie Atlantyckim; południowe wybrzeże, jakieś 12 mil od Dublina; miasteczko Dalkey; ulica Vico Road; osiedle domów jednorodzinnych w zabudowie wolnostojącej z piękną aleją kasztanowców, widokiem na skaliste brzegi zatoki i stalowoszare morze, a wieczorami zachodzące słońce….; budynek parterowy, murowany, z początku wieku; mur z minerałów o określonej budowie chemicznej i strukturze cząsteczkowej; cząsteczki zbudowane z atomów, a atomy z kwarków posklejanych gluonami i sprężonych subatomowymi oddziaływaniami, a może nawet powiązane kosmomitycznymi strunami stanowiącymi osnowę Wszechświata… Powyższe zgodne z odpowiednią ustawą, nie uchybia adekwatnemu rozporządzeniu, a standardy uszanowuje!”.
Uważny czytelnik pewnie już dawno zorientował się, że ktoś to wszystko napisał, ale kto?, i właściwie: po co? – nie potrafimy na to odpowiedzieć.
Powyższy tekst dedykuję MM.
Domyślne maniery
De Selby powszechnie uchodził za gbura, ponieważ z zasady nie stosował takich zwrotów, jak: przepraszam, proszę, dziękuję, dzień dobry itp. Bardzo szybko krytycy wytknęli wielkiemu Balistykowi brak konsekwencji, gdyż w „Albumie laika” poświęcił cały rozdział wykazaniu, że dobre maniery są podstawą moralności praktycznej. Wyjaśnienie pozornej sprzeczności między swoim zachowaniem, a rozważaniami teoretycznymi, de Selby zawarł w artykule „Zarys etyki paradoksalnej”, który ukazał się w styczniowym numerze „Trybuny wiedzy”. Według de Selby’ego uświadomienie sobie aprioryczności zasad dobrego zachowania, automatycznie zwalnia z ich praktykowania. Osoby stykające się z wielkim Empirykiem, powinny domyślić się, że zinterioryzował on w sobie dobre maniery, a jedynie przez skromność ich nie ujawnia. Jawne wykazanie się dobrymi manierami mogłoby zostać uznane za chęć popisania się, co nie należy do dobrego tonu, a więc prowadzi do sprzeczności.
– A priori – to można przyjąć absurdalność powyższego wywodu. – bezceremonialnie skomentował du Garbandier.
– Nic łatwiejszego, niż bezczelnością przysłonić własną ignorancję! – ostro odpowiedział Hatchjaw.
– Dziwię się, że z takim zapałem broni pan pustej gadaniny osobnika, który nie zaliczył testu lustra. – spokojnie skontrował Garbandier.
– Test lustra odnosi się do zwykłej inteligencji, a powszechnie wiadomo, że de Selby posiadał inteligencję specyficzną. – wtrącił się do dyskusji Le Fournier.
– De Selby miał poważne wątpliwości, co do autentyczności lustrzanego odbicia i dlatego postanowił swoje odbicie zignorować. – dodał Kraus.
– Ignorował inkasentów, komorników, dobre maniery, a nawet swoje lustrzane odbicie! Tak wiele ignorował – zignorujmy i jego! – zakończył polemikę Garbandier.
Zwierciadło Salomona
De Selby cenił wielkich myślicieli przeszłości, przynajmniej niektórych, raczej nielicznych, i traktował ich osiągnięcia jako inspirację dla własnych, bez wątpienia, przełomowych badań naukowych, czy jak je sam nazywał: metanaukowych. Studiowanie tekstów źródłowych uważał za zwykłą stratę czasu, bo jak wiadomo: „… ta szajka złośliwych wydawców, bezmyślnych redaktorów i niedouczonych tłumaczy, jest zdolna popsuć nawet abecadło!”.
De Selby postanowił ożywić ducha nauki i przedyskutować ważkie problemy z nieżyjącymi myślicielami, a właściwie z ich pozaświatowymi formami bytowania. Oczywiście nie mogło to być banalne wywoływanie duchów, które Badacz uznawał za prymitywne oszustwo; miało to być zupełnie nowe spojrzenie za zasłonę doczesności. Wielki Balistyk postawił sobie pytanie badawcze: „Czy rzeczywistość jest odbiciem naszego spojrzenia w zwykłym lustrze, czy może w zwierciadle weneckim?”.
Intensywne konsultacje przeprowadzone zwyczajowo w pubie „Pewny odlot”, wymagały co prawda mocnej głowy, z uwagi na podawane tu „mocarne ciemne”, ale przyniosły znaczący postęp w poszukiwaniach de Selby’ego. Emerytowany pomocnik złotnika, po opróżnieniu trzeciego kufla piwa, przypomniał sobie, że jego stary mistrz podarował mu prastare „fenickie zwierciadło”, będące jednym z cudownych darów królowej Saby dla króla Salomona, zwane „oknem zaświatów”, umożliwiające widzenie z przywołanym duchem. Niestety kolejne porcje „mocarnego” nie orzeźwiły jego pamięci na tyle, by ustalić instrukcję obsługi „zwierciadła Salomona”, które de Selby nabył za niebagatelną sumę stanowiącą równowartość dziesięciu dużych piw. Zwierciadło z pozoru przypominało niezbyt czyste i mocno porysowane typowe męskie podróżne lusterko, używane przy goleniu. Jak zapewniał rozmówca de Selby’ego, zwierciadło stosuje „maskowanie”, by nie wpaść w niepowołane ręce bliżej nieokreślonych wrogów…
Podręczne salomonowe zwierciadło umożliwiło de Selby’emu dokonywanie wirtualnych konsultacji z wybranym duchem naukowca czy myśliciela przeszłości, co zawocowało publikacją przełomowych „Dialogów deselbiańskich”, w których przedstawił autoryzowane poglądy Cimrmana, Platona, Einsteina, Swedenborga, Heisenberga, Dicka i wielu innych. – podsumował swój artykuł Hatchjaw.
– Przełomowa to jest łatwowierność Hatchjawa, a nie kolejny podejrzany i grafomański wytwór de Selby’ego, który bez wahania można zaliczyć do dominującego obecnie nurtu treści homeopatycznych. – błyskawicznie zareagował na forum du Garbandier.
– Nie lekceważyłbym wyników badań Hatchjawa, ponieważ seria eksperymentów z lustrami, kalejdoskopami i latarniami magicznymi, przeprowadzonych przez de Selby’ego w latach dwudziestych, wiązała się z próbą odwrócenia działania lustra weneckiego. – stwierdził zawsze rzeczowy Bassett.
– Z opisu Hatchjawa dowiadujemy się, że lustro było porysowane, co niewątpliwie musiało doprowadzić do fiaska eksperymentów de Selby’ego, ponieważ nieskazitelność jest warunkiem koniecznym autentyczności odbicia w rzeczonym zwierciadle. – zgłosił swoje uwagi zawsze dociekliwy Le Fournier.
– Ma pan rację, szanowny panie Le Fournier, zwierciadło było porysowane, jednak można je było ponownie oszlifować, ponieważ było srebrne! – triumfalnie oznajmił Hatchjaw.
– Zwracam panom uwagę, że lustro jest albo weneckie albo srebrne. Najprawdopodobniej doszło do nieumyślnego utożsamienia dwóch zupełnie różnych obiektów badań de Selby’ego, mianowicie srebrnego zwierciadła Salomona pozwalającego zobaczyć przyszłość oraz weneckiego lustra Kirchera do kontaktów z zaświatami.- stwierdził autorytatywnie Le Clerque.
– Wykupiłem to lustro z zastawu za niezapłacone przez de Selby’ego rachunki w pubie. Jest czyste i gładkie, tylko nie wiem pod jakim kątem mam spoglądać, by przejrzeć! – wtrącił się Kraus.
Prapunkt
Stosując najnowocześniejsze oprogramowanie z zakresu kombinatoryki semantycznej, Hatchjaw dokonał tłumaczenia fragmentu enigmatycznej „Geometrii” de Selby’ego: „… jasny punkt rozrasta się w przeciwnych kierunkach formując prostą, która obraca się wokół centrum budując płaszczyznę, ta zaś wiruje na osi tworząc przestrzeń, a właściwie czasoprzestrzeń, bo ruch odbywa się w czasie…”
Nie ma sensu zajmować się translacją Hatchjawa, skoro już na początku popełnił on kardynalny błąd przekładu, mianowicie: rozpatrujemy broszurę o tytule „Gematria” a nie – „Geometria”; stanowiącą bez wątpienia pseudoepigraf, nawiasem mówiąc zwierającą zdecydowanie więcej treści, niż większość autentycznych produkcji de Selby’ego. – Garbandier ostro skomentował dokonania Hatchjawa.
Zgadzam się, co do tytułu, to w istocie „Gematria”, ale sam przekład zawartości broszury wydaje się poprawny. – zauważył ostrożnie Le Clerque.
Styl wskazuje raczej na Manusa, który bezczelnie przepisywał i nieudolnie kompilował teksty innych autorów, a następnie wydawał jako dzieła de Selby’ego. – stwierdził Bassett.
Pełny tytuł to „Geometria praktyczna dla dzieci”. Korzystając z zamieszczonych tam instrukcji można sklejać tekturowe modele figur płaskich oraz brył. Właśnie sklejam piąty aksjomat Euklidesa. – podsumował dyskusję Kraus.
Nominalizm
De Selby’ego zawsze pociągały skrajności i dlatego konsekwentnie stosował w swojej działalności naukowej zasadę zwaną potocznie „brzytwą Ockhama”, zresztą odpowiedni desygnat, czyli brzytwę Ockhama, stosował codziennie rano do golenia.
Badając kwestię uniwersaliów odrzucił ustępstwo nominalizmu polegające na dopuszczeniu stosowania pojęć ogólnych w komunikacji językowej. Nominaliści odmawiali realnego istnienia pojęciom ogólnym, jednocześnie pozwlając, by funkcjonowały w myśleniu i języku. „Najpierw wmawiają nam, że myślenie czy w ogóle świadomość daje się sprowadzić do procesów fizycznych, które zaliczają do realiów, by za chwilę pod pozorem wygody porozumiewania się, wyrzucić umysł i mowę poza zbiór rzeczy!?; więcej konsekwencji panowie nominaliści!”.
Niestety legendarny skrajnie nominalistyczny traktat de Selby’ego zatytułowany ” ” nie został dotąd wydany przez jego dysponenta – wydawcę Manusa. W odpowiedzi na liczne monity i zapytania Manus wydał zwięzłe oświadczenie: „Ten, kto zrozumiał tytuł traktatu, nie potrzebuje już dalszej lektury”.
– Mam zamiar powołać fundację, ktorej zadaniem będzie zbieranie funduszy na wykupienie praw do publikacji rękopisów de Selby’ego oraz przygotowania wydania krytycznego. – poinformował Bassett.
– Chętnie dorzucę trochę grosza byleby tylko bezużyteczna pisaninina de Selby’ego skończyła swój żywot w piecu albo niszczarce. – stwierdził du Garbandier.
– Pana bezczelne prowokacje, panie Garbandier, nie są w stanie zaszkodzić wielkopomnemu dziełu de Selby’ego, a co do przedsięwzięcia Bassetta, to uzyska moje pełne werbalne wsparcie. – zareagował Hatchjaw.
– Próbowałem deskrypcji kierując się wskazówkami de Selby’ego, np.: w zdaniu „Poeta Edward Lear miał kota imieniem Foss” eliminuję ogólne pojęcia „poeta” oraz „kot” i zapisuję: „Edward Lear miał Fossa”; uznaję, że relacja posiadania jest również ogólna, zatem: „Edward Lear Fossa”; konsekwentnie „Edwardów Learów” i „Fossów” może być wielu, pozostają litery „edwardlearfossa” – przecież nie indywidualne dla danego zapisu; dlatego: „…..”; ostatecznie ” „. – włączył się Kraus.
– Sądzę, że zarówno Bassett, jak i Hatchjaw, zgodzą się ze mną, że Kraus powinien pominąć w swojej argumentacji wszystko od słowa „próbowałem” do słowa „ostatecznie” włącznie. – podsumował dyskusję Garbandier.
Lewica
– O tak! De Selby stronił od polityki, to pewnik. Wiadomo, że to właśnie de Selby powstrzymał Poetę Robotnika przed wstąpieniem do jakiejkolwiek lewicowej czy liberalnej organizacji, które zresztą aksjologicznie utożsamiał.
– Interesujące jest to, że Wielki Balistyk wywodził się z nizin społecznych i przez dziesięciolecia wiódł ciężki żywot najemnego pracownika, a mimo to nie zaraził się lewicowością.
– Mocny fundament tradycyjnego wychowania, niezależność myślenia, a najbardziej obawa przed monopolizacją browarnictwa – zabezpieczyły Przyrodnika przed nowinkami i modami.
– Konserwatyzm jednak tolerował, skąd więc ta nieufność wobec lewicy?
– Szczegółowe uzasadnienie odnajdziemy w rozprawie „Gematria celtycka” wydanej na przełomie wieków. Stosując skomplikowane permutacje oraz kombinacje alfabetu celtyckiego de Selby przepowiedział, że będzie to stulecie „lewackiego zamętu”. Nie miejsce tu na analizowanie koncepcji Wielkiego Politologa, jednakże niech krótki cytat odda przynajmniej styl rozprawy: „…LEWą szalę przechyliła ludzka PYCHA, a wtedy szala uderzyła w ZIEMIĘ JAŁOWą wzbijając duszący tuman POPIOŁU, który na chwilę przesłonił śWIATŁO…”. Znamienne jest tu użycie słowa „lewy”, które to słowo w tworczości Wielkiego Analityka nieodmiennie kojarzy się z błędem lub fałszerstwem (zobacz: „Ruch lewostronny oraz pomniejsze przyczyny upadku Imperium”).
Powyżej zamieszczono fragment wywiadu, jakiego udzielił Bassett – autor biografii de Selby’ego. Wywiad ukaże się niebawem w kwartalniku „Skarbnica wiedzy” wydawanym przez Manusa.
-Kim jest wspomniany poeta robotnik? – zapytał na forum du Garbandier.
-Od razu widać, że jest pan przedstawicielem cywilizacji wina, skoro nie zna pan „Bachusa północy” zwango dawniej Piwoszem, a obecnie zawłaszczonego przez liberalno-lewacką kulturę grilla. – odpowiedział wyniośle Hatchjaw.
-Poznałem Poetę Robotnika w pubie „Pewny odlot” w Dalkey. – włączył się do dyskusji Kraus – Nazywa się Jem Casey i nie wygląda mitologicznie; nie licząc wydatnego brzuszka i purpurowego nosa. Po trzecim „mocarnym ciemnym” zaśpiewał balladę, której refren mógłby być mottem cywilizacji północy, mianowicie: „Kufel piwa – wierny to druh!”.
Gematryczna Enigma
Wielkiego Balistyka ogół kojarzy jako osobę o niezwykle rześkim, trzeźwym (sic!) i obiektywnym umyśle, który nie daje się sprowadzić na manowce emocji i ideologicznych porywów. W rzeczy samej takim był Samotnik z Dalkey, aczkolwiek „w szczególnych dziejowych momentach potrafił stanąć w jednym szeregu walki o wspólne ogólnoludzkie wartości” (Hatchjaw). Dobitnie świadczą o tym ujawnione niedawno sensacyjne przyczynki do mrocznych dziejów XX stulecia.
Okazało się bowiem, że sława De Selby’ego nie umknęła pożądającym wszechświatowej władzy nazistom. Analitycy z instytutu Deutschen Ahnenerbe pilnie śledzili poczynania Myśliciela, które w ich mniemaniu korespondowały z typowo germańską skłonnością do poszukiwania najgłębszej wiedzy (poza granicami zdrowego rozsądku). Agenci tej specjalnej komórki udali się do Dalkey, aby tam pozyskać De Selby’ego, a przy tym wydobyć od niego formułę DMP. Liczyli na antybrytyjski patriotyzm Uczonego, co okazało się jednak jedynie ich teutońskim wishful thinking. Goście nieopatrznie napomknęli w swej nienagannej angielszczyźnie, że są cudzoziemcami. To spowodowało zaburzenie procesu komunikacji – według jednych świadome, według innych nieumyślne – De Selby przestał rozumieć, o co chodzi jego zagranicznym rozmówcom, pomimo że mówili w języku, którym się posługiwał na co dzień. Skoro bowiem miał do czynienia z obcokrajowcami, wszelkie próby porozumienia okazałyby się nieskuteczne, ze względu na to, że język determinuje postrzeganie świata, z czego (w skrócie) wynika, że przekład idealny jest niemożliwy. A prowizoryczne rozwiązania nie zadowalały Uczonego, stąd zrezygnował z komunikacji werbalnej, przechodząc na język gestów.
Skutkiem tego nieporozumienia (fortelu?) zamiast recepty na machinę totalnej destrukcji (tudzież uszczęśliwienia ludzkości) przekazał im maszynę do pisania, która była tak zdefektowana, że litery pojawiające się na papierze zupełnie nie odpowiadały tym, które wystukano na klawiaturze i to za każdym razem w zupełnie różnych, przypadkowych (czyżby?) kombinacjach. Nie bez znaczenia jest fakt, że urządzenie to uprzednio było własnością dublińskiego domu jezuitów użytkowanym m.in. przez brata Jamesa.
Maszyna trafiła w ręce nazistowskich specjalistów, którzy orzekli, że niewątpliwie jest to pierwszy egzemplarz gematrycznej Enigmy, którą mógł był zasugerować Abu Lafia. Nie było jednak dla nich jasne, jaki efekt dawały wyniki pracy z Genigmą – czy formułowała przepowiednie, rozstrzygała o wyborze decyzji, czy też formuły uzyskane za jej pośrednictwem stawały się zaklęciami przekształcającymi rzeczywistość. Próbowano każdego z tych kluczy – konkurencyjne ośrodki badawcze (SS, Waffenamt, Amtsgruppe Wehrmacht Nachrichtenverbindungen Abteilung Chiffrierwesen, Reichsministerium für Bewaffnung und Munition i Heeresversuchsanstalt Peenemünde) uzyskały nawet pewne rezultaty w postaci kilku skrajnie odmiennych kluczy interpretacyjnych, które w każdym z tych systemów dawały rezultaty ośmielające do dalszych badań. Prawdopodobnie Genigma bazowała na nieskończonej liczbie kluczy deszyfrujących, z których każdy okazywał się trafny i mógł dać satysfakcjonującą odpowiedź w ramach przyjętych z góry założeń. Jednak nie były to odpowiedzi prawdziwe, ponieważ ignorowały fakt, że klucz jest tylko jeden i nie sposób go znaleźć własnymi siłami, ale można go tylko otrzymać. Myślowy model Genigmy w istocie byłby łamigłówką, która adepta kabały miałaby wprowadzić na właściwą drogę jej rozumienia, a dla ludzi niegodnych byłaby pułapką chroniącą tajemnice przed nieodpowiedzialnymi próbami ich wykorzystania. Gershom Scholem jednak nie wspomina o tej koncepcji, co rzuca niepokojące światło na kwestię jej prawdziwości.
W ostatecznym rozrachunku, tak jak maszyna szyfrująca Enigma nie ocaliła faszystów od klęski, tak Genigma ani o krok nie przybliżyła ich do zwycięstwa. Tym samym przyczyniła się do zamknięcia kolejnego rozdziału w pokrętnych dziejach germańskiego rozumu (Kraus). Pewien uczony (Basset?) miał okazję odnaleźć w archiwach rosyjskich w latach 90-tych notatkę, którą zidentyfikował bezspornie jako odczyt szyfru Genigmy : „… w zasadzie jest sporządzany w jednej trzeciej z czystej Whiskey, w dwóch trzecich z przegotowanej wody, w której został rozpuszczony cukier …”*. Według jednych miał to być wielopiętrowy szyfr, według innych dowód na sprytny wybieg Wielkiego Dalkeyczyka (a co o tym sądził Du Garbandier, chyba wydaje się oczywiste). Otóż jak wynikałoby z nieodtajnionych archiwów MI6 po prostu przekazał nazistom wynalezioną przez siebie maszynę do generowania przepisów na napoje alkoholowe. Bezsensowne na pierwszy rzut oka zapisy były szyfrem, ale mającym skryć prawdę przed amerykańskimi agentami skarbowymi w okresie prohibicji, a sama maszyna stanowiła dar De Selby’ego dla irlandzkich rodaków, którzy za Oceanem zmagali się z bezduszną maszyną federalnej i stanowej biurokracji.
Uważnego czytelnika nie zdziwi na pewno fakt, że opisywana wyżej akcja była ściśle powiązana z tajnymi operacjami ujawnionymi w filmie dokumentalnym „Indiana Jones. Poszukiwacze zaginionej Arki”. Tylko skromność badacza powstrzymała De Selby’ego przed osobistym wystąpieniem w tym dokumencie. Gwoli ścisłości należy jednak dodać, że z milczenia Krausa w tej sprawie można wywnioskować, iż miały w tym swój udział również naciski służb.
(* Wnikliwi badacze wykryli, że jest to cytat z dzieła Jerry’ego Thomasa „How to mix drinks, or the bon-vivant’s companion…” opublikowanego w 1862 r. w Nowym Jorku)
Tao Hegla
De Selby był osobą bardzo praktyczną i nawet dociekania filozoficzne mogły pobudzać jego przedsiębiorczość. W ten sposób lektura wyjątków z dzieł Hegla dała początek korespondencyjnej agencji detektywistyczno-futurologicznej. Twórczo wykorzystując metodę Hegla, de Selby na podstawie szczątkowych informacji dostarczonych przez klientów, potrafił znaleźć przyczyny, odtworzyć przebieg oraz przewidzieć skutki danego zdarzenia. Kontakty z klientami były wyłącznie korespondencyjne na poste restante, by uniknąć podprogowej sugestii oraz ewentualnych nieuzasadnionych roszczeń. Slogan reklamowy „Hegel rozwiąże Twoje problemy!” oraz niskie opłaty, funt za każdy list zwrotny, pozwoliły zdobyć agencji liczną klientelę. Niestety działalność firmy zakończyła interwencja urzędu podatkowego, którego liczne upomnienia de Selby traktował jak listy od klientów, żądając funta za odpowiedź.
No dobrze, rozumiem, że de Selby próbował naciągać naiwniaków uprawiając prymitywne wróżbiarstwo pod szyldem agencji detektywistycznej, ale na czym polegała ta „metoda Hegla”? – zapytał du Garbandier.
Powinni wreszcie wykasować z sieci tego złośliwca Garbandiera! – włączył się Hatchjaw.
Wyjaśnię metodę Hegla na przykładzie – zproponował Kraus – Posiadam wyjściowe informacje, że pan X ma 34 lata, wzrost około 6 stóp i jest bankierem w Dublinie. Z powyższego, stosując wnioskowanie heglowskie, wnoszę, że pan X jest żonaty i ma dwoje dzieci, należy do klubu golfowego i planuje wakacje na Krecie, itd.
Znam tego faceta, jest kawalerem i nałogowym graczem w pokera, a wakacje spędza na Islandii. – wtrącił Henderson.
Jak można z cech jakościowych wyciągać wnioski na temat relacji?! – zdziwił się Bassett.
Metoda Hegla pozwala każdemu na wszystko, dlatego niektórzy klienci agencji de Selby’ego do dzisiaj z rozrzewnieniem wspominają korespondencję z detektywem, którego listy zawsze sugerowały pozytywne zakończenie. – podsumował Le Clerque.
XIX sympozjum
Fragment stenogramu wystąpienia Hatchjawa podczas XIX wrześniowego sympozjum deselbianistyki stosowanej:
„Znamy wszyscy słynną tezę de Selby’ego, że wszyscy muszą umrzeć, przynajmniej w doczesnym świecie, a co nas spotka w zaświatach przekonamy się albo i nie.
Pozostawmy jednak problem zaświatów na inną okazję, może na kolejne sympozjum deselbiańskie, teraz powróćmy na poziom doczesności, która czasami wydaje się nieprzejrzysta.
Odnoszę się tu do najnowszego odkrycia, jakiego dokonał doktor Bassett w ramach grantu „Śladami de Selby’ego”. Odwiedzając rodzinną miejscowość Wielkiego Balistyka odkrył na przykościelnym cmentarzu dziecinny nagrobek z nazwiskiem „De Selby” oraz datą urodzenia naszego bohatera. Dziecko zmarło w wieku ośmiu lat. Czyżby nieznany biografom brat bliźniak albo, co mniej prawdopodobne, jakiś krewny o identycznym nazwisku i dacie urodzenia? Nasz wielce szanowny kolega doktor Bassett, właśnie pracuje nad habilitacją i dlatego nie mógł wystąpić osobiście, jak na rasowego badacza przystało, podjął studia archiwistyczne by rozwikłać zagadkę. Okazało się, że wypadek był opisany w lokalnej prasie: chłopiec wracając ze szkoły nie zauważył zmiany świateł na czerwone i wpadł pod rozpędzone auto.
Oczywiście odrzucam jako absurdalne insynuacje, które pojawiły się w artykule du Garbandiera, jakoby osobnik podający się za de Selby’ego przywłaszczył sobie obcą tożsamość, by bezkarnie rozpowszechniać swoje szalone koncepcje, co i tak miało być jedynie przykryciem dla nielegalnej produkcji i handlu spirytualiami.
Na szczęście mamy dostęp do, co prawda nielicznych, ale znaczących fragmentów korespondencji Myśliciela z Dalkey. Między innymi zachował się list nr 576 skierowany do wydawcy Manusa, w którym de Selby opisuje pewne zdarzenie z dzieciństwa stanowiące inspirację słynnej koncepcji „sfałszowanej doczesności”.
De Selby opisał, jak podczas pauzy wybiegł ze szkoły, by w pobliskiej cukierni kupić pączki. Wbiegł na jezdnię i niewiele brakowało, a wpadłby pod nadjeżdżające auto. Na szczęście kierowca wyhamował pojazd przed nieroztropnym dzieckiem. Następnego dnia, po przebudzeniu, chłopiec poczuł, że jest kimś innym. Domyślił się, że jest podstawiony za tego, który wczoraj zginął pod kołami samochodu.
Wspomnienia de Selby’ego pozwalają bezsprzecznie rozwiązać zagadkę, jaką stanowiło zdumiewające odkrycie doktora Bassetta, któremu, nawiasem mówiąc, życzymy pomyślnej habilitacji, a i niebawem profesury.
Podsumowaniem niech będzie cytat z dzieł naszego wielkiego Myśliciela: „Potknięcie zmusi cię do patrzenia pod nogi.”
W kontekście powyższego może budzić zdziwienie ogłoszenie zamieszczone w sierpniowym wydaniu periodyku „Trybuna Wiedzy”, które informuje o odwołaniu XIX sympozjum deselbianistyki stosowanej.
Geodynamo
De Selby nawiązał owocną korespondencję z Teslą w związku z projektem planetarnego dynama, które miało zapewnić „skrzyni wodnej” niezbędną ilość energii do zainicjowania procesu skroplenia tlenu atmosferycznego, co z kolei miało spowodować powstanie „niebiańskiej fontanny” stanowiącej centralny punkt „raju wodnego”.
Korespondenci szybko zorientowali się, że ich listy są kontrolowane przez tajne służby Mocarstw i dlatego ograniczyli się do refleksji na temat pogody. Znaczące listy zawierające szczegóły techniczne geodynama oraz innych genialnych wynalazków Tesla przesyłał wykorzystując gołębie pocztowe. Wieloletnia korespondencja zakończyła się w momencie, gdy de Selby usłyszał od hodowcy gołębi, że ptaki te nie są w stanie pokonać Atlantyku o własnych siłach.
Czarne dziury
Na jednym ze spotkań autorskich zapytano de Selby’ego o czarne dziury, które przez długi czas zajmowały wysoką pozycję w rankingu ciekawostek kosmologicznych, a obecnie niektórzy badacze zaprzeczają ich istnieniu.
De Selby odpowiedział, że nasilająca się tendencja zaprzeczania istnieniu czarnych dziur stanowi przejaw ich oddziaływania, ponieważ obiekty te pochłaniają wszystko, włącznie z wiedzą o nich samych.
Koneser
Dlaczego de Selby nie podziwiał zabytków i innych dzieł sztuki; dlaczego nie zajmowały go losy osób sławnych; dlaczego nie interesowała go polityka …. dlaczego?
De Selby wybrał drogę Yoricka, dla którego prawdziwą przygodą było poznanie drugiego człowieka, a nie zobaczenie tego lub owego, czy bywanie tu czy tam. Nie wyprawa na Kontynent, czy nawet Czerwoną Planetę, ale krótki spacer do pobliskiego pubu, by w przygodnym towarzystwie, degustując ciemne piwo, odkrywać nowe światy ludzkich dusz.
Intelektualny terrorysta
Wielcy uczeni nie żyją w oderwaniu od problemów społeczności, z których wyrośli i do których należą, a niejednokrotnie włączają się aktywnie w nurt społecznego życia, zwłaszcza jeżeli wymaga tego dziejowa chwila. Imię Wielkiego Balistyka również wpisuje się w poczet oddanych dobru wspólnemu myślicieli.
Taki wniosek wysnuć można, śledząc gorącą dyskusję wywołaną artykułem opublikowanym w lokalnym czasopiśmie „Nasze Hrabstwo”. Jego autor na nowo zinterpretował słynne procesy o zakłócanie porządku wytaczane systematycznie De Selby’emu z powodu rzekomej uciążliwości dla sąsiadów. Otóż okazuje się, że rzeczywistym powodem postawienia przed sądem Uczonego nie były jego badania – co zresztą w żaden sposób nie podważa jego tytułu „Męczennika Nauki” – ale działalność patriotyczna/wywrotowa. Nie mogąc udowodnić, że prowadzi badania nad tajną bronią, tudzież intelektualnie dezintegruje zaborców za pomocą swoich licznych dzieł („kierowanie wybitnych umysłów na manowce bezpłodnych rozważań”), nie wspominając o demoralizacji okupanta z użyciem trunków produkowanych nielegalnie w dalkeyskiej piwniczce, służby Imperium podjęły perfidną akcję nękania Badacza, uniemożliwiając mu nie tylko tajną działalność narodowowyzwoleńczą, ale i jawną pracę naukową dla dobra Ludzkości.
W odpowiedzi miejscowa bulwarówka „Zielone Łany” ujawniła wywiad z anonimowym emerytowanym funkcjonariuszem politycznego wydziału byłej policji metropolitalnej. Sugeruje on, że procesy były w istocie częścią szeroko zakrojonej operacji, która miała na celu zakamuflowanie rzeczywistej działalności rzekomego terrorysty/patrioty, a w istocie agenta, a ściślej „konsultanta” imperialnej służby kontrwywiadowczej. Władze Archiwów Narodowych nie potwierdziły istnienia akt operacji „The Layman”, zresztą i tak ich klauzula tajności została przedłużona o sto lat. (Na marginesie Komentator gazety zauważył, że być może „dzięki” Kimowi Philby ich kopie znajdują się w archiwach rosyjskich).
Niezależna gazeta internetowa „Wolny Głos Dalkey” w odpowiedzi zamieściła wysoce merytoryczną rozmowę ze popularnym i wybitnym historykiem tej epoki. Uczony w bardzo wyważony sposób acz stanowczo dowodzi, że procesy deselbistowskie były wymierzone w „patriotę” De Selby’ego, którego wywiad chciał zdyskredytować jako „terrorystę”, aby uchronić go przed oskarżeniem o „zdradę” i niechybną zemstą innych „wywrotowców”, a zarazem zdezawuować działania kontrwywiadu, którego nieudolne próby wykorzystania De Selby’ego do rozbicia „antypaństwowej” siatki, mogły doprowadzić do klęski misternej operacji mogącej doprowadzić do „odwrócenia” całej organizacji „niepodległościowej” tak, iżby jej członkowie nie zdawaliby sobie nawet sprawy, że walczą tak naprawdę dla „dobra” Korony. Ostateczna klęska tej akcji staje się zrozumiała, gdyż fakty historyczne niezbicie dowodzą, że Organizacja Niepodległościowa/Terrorystyczna o tym wszystkim wiedziała, akceptowała postępowanie De Selby’ego i z żelazną konsekwencją wykorzystała sytuację dla własnych/szczytnych celów. Nietrudno domyślić się, komu należy przypisać autorstwo tej wyrafinowanej intrygi.
Poniżej krytyki, choć zaskakująco korespondująca z powyższą tezą, jest natomiast publikacja niejakiego DG, który w typowo lekkim, romańskim stylu na łamach „Trybuny Nauki” dowodzi, że „kary za zakłócanie porządku były z pewnością lżejsze niż te za produkcję niekoncesjonowanych alkoholi wysokoprocentowych, natomiast aura politycznego skandalu i patriotyczne podteksty niewątpliwie przyczyniły się do zwiększenia obrotów z podziemnego wyszynku”. Z kronikarskiego obowiązku wypada wspomnieć o ocierającym się o absurd wyjaśnieniu panów Kohen & Kohen (kolorowy magazyn „Świat Gwiazd Nauki”), wedle których wspomniana wyżej intryga powstała wyłącznie w wyobraźni agentów organizacji obu stron konfliktu (a może dziennikarzy?), aby nadać jakiś sens chaosowi zdarzeń, w których uczestniczyli.
Trudno przyjąć w tym kontekście za przysłowiową „kropkę nad i” wypowiedź Krausa, którego zdaniem De Selby – być może ze względu na swoje podwodne kontakty z antycznymi filozofami – zawsze uważał się za obywatela Imperium Rzymskiego. Można jednak przypuszczać, że zgodziłby się z nim XX-wieczny grecki pisarz nurtu realistycznego Philippos Thick.
Heros
De Selby znany był ze swojej niechęci do polityki, ponieważ uważał, że dziedzina ta nie ma podstaw empirycznych i posługuje się fantazmatami, a w praktyce jest „dusząca”.
Jednak bliski znajomy de Selby’ego – Jam Casey, znany jako Poeta Robotnik, wspominał, że niejeden wieczór spędzony w pubie poświęcili zażartym dysputom politycznym.
Hatchjaw potwierdził zaangażowanie Wielkiego Balistyka w debaty polityczne, ale miało to być jedynie ćwiczenie erystyczne, a tematy polityczne pozwalały łatwo przyciągnąć przygodnych dyskutantów i rozwijać sztukę prowadzenia sporów.
Ilustracją takiego podejścia mogą być rozważania dotyczące wdzięczności okazywanej bohaterom narodowym. De Selby argumentował, że bohater nie potrzebuje specjalnej czci i wdzięczności, ponieważ nagrodą jest dla niego samorealizacja w wybranej przez siebie dziedzinie działalności. Sława i poważanie mogą być dodatkowymi gratyfikacjami dla bohatera, ale nikt nie jest zobowiązany do ich udzielania, albowiem nie wynika to z żadnej umowy czy kontraktu, zresztą kontrakt poświadczyłby jedynie, że nasz zuch jest zwykłym najemnikiem.
Jam Casey wspomina, że wywód Wielkiego Erystyka spotkał się z gwałtowną ripostą niejakiego Shorty’ego, który jako argumentów próbował użyć własnych pięści. Na szczęście obaj adwersarze byli już mocno osłabieni w wyniku nadmiernej konsumpcji ciemnego „powalającego” i nie byli w stanie przyjąć postawy bojowej, a spór wygasł po zwyczajowej wymianie uprzejmości.
Dogmat dydaktyczny
De Selby w pracy dydaktycznej propagował pamięciowe opanowanie encyklopedii powszechnej, co miało stanowić fundament rozwoju intelektualnego. Negował nowoczesny dogmat dydaktyczny głoszący prymat umiejętności poszukiwania potrzebnych informacji nad pamięciowym opanowaniem podstaw nauki. Za wzór podawał Sokratesa, który rozwój piśmiennictwa traktował jako przejaw umysłowego lenistwa i przyczynę osłabienia pamięci. Oczywiście poglądy de Selby’ego nie były tak skrajne, a pamięciowe opanowanie encyklopedii szkolnej uważał za niezbędne w dalszej edukacji. Prawdopodobnie myśliciel z Dalkey miał na uwadze własne dzieło: „Kompendium inteligenta”.
Według du Garbandiera ten pseudo-podręcznik stanowi zbiór chaotycznych notatek z kursów dla niewykwalifikowanych pracowników fizycznych.
Hatchjaw ostro zwalcza tezę Garbandiera, opierając się na wypowiedziach noblisty Finnegana, którego kilkusetstronicowe wspomnienia („Finnegana sny”) miały powstać w trakcie warsztatów literackich prowadzonych przez de Selby’ego. Finnegan potwierdził, że jedynym podręcznikiem stosowanym podczas zajęć było „Kompendium inteligenta” de Selby’ego, którego obszerne fragmenty leciwy już noblista może cytować z pamięci mimo upływu dziesięcioleci. Znamienne, że z upływem lat znany autor pamięta coraz więcej i dokładniej. Finnegan uważa, że jest to efekt systematycznych codziennych ćwiczeń zalecanych przez de Selby’ego, a polegających na starannym unikaniu wszelkich doniesień medialnych, które „anarchizują umysł”.
Niestety nie zachował się żaden egzemplarz rzeczonego skryptu i nie można zweryfikować wspomnień Finnegana, jednocześnie niemożliwa staje się falsyfikacja tez Garbandiera.
Natomiast Kraus upiera się, że słynna sentencja Wielkiego Balistyka, mianowicie: „Nie dobiegnie, kto nie zna miejsca startu”; odnosi się bezpośrednio do obowiazującego paradygmatu dydaktycznego.
Letni Festiwal Nieaktywności
Po okresie intensywnej pracy de Selby odpoczywał w niewielkim nadmorskim uzdrowisku, gdzie zażywał długich spacerów, co nie tylko pozwalało mu na odbudowę kondycji fizycznej, ale również umożliwiało snucie poważnych rozważań na temat nierozwiązanych problemów naukowych. Niestety okres letnich wakacji był dla jego rozważań stracony ze względu na tłoczących się wszędzie hałaśliwych turystów, którzy skutecznie dekoncetrowali myśliciela. Nie mając nadziei na efektywną pracę naukową zaangażował się w pracę lokalnego towarzystwa promującego region. Zaproponował, by w ramach promocji miasteczka zorganizować festiwal. Okazało się, że pomysł był wcześniej rozpatrywany, jednak wszystkie tematy festiwalowe zostały już wykorzystane przez inne uzdrowiska. Wówczas de Selby zadeklarował, że osobiście opracuje program zupełnie nowego festiwalu, który obejmie wszystkich wczasowiczów. Każdy przyjezdny stanie się automatycznie uczestnikiem festiwalu i będzie musiał uiścić oprócz klimatycznej, dodatkową opłatę festiwalową oraz zobowiązać się do przestrzegania regulaminu. Zgodnie z opracowanym przez Wielkiego Promotora składem zasad, uczestnik festiwalu miał zobowiązać się, że nie opuści miejsca zakwaterowania, jeśli jednak chciałby wyjść, to będzie poruszał się wyłącznie wyznaczonymi drogami dla turystów wnosząc odpowiednią opłatę za każdy kilometr. W przypadku umyślnego zboczenia z wytyczonego szlaku, będzie musiał zapłacić mandat, którego wysokość ustali rada miasta, a uzyskane środki przeznaczone zostaną na premie dla radnych oraz członków zespołu promocyjnego.
Hatchjaw entuzjastycznie odniósł sie do propozycji Myśliciela, zauważając że ich realizacja zdecydowanie poprawiłaby ekologię regionów turystycznych.
Du Garbandier zasugerował, że musiał to być jakiś inny de Selby, bo ten autentyczny, który nawiasem mówiąc w ogóle nie istnieje, nie mógł wysunąć tak rozsądnych propozycji!
Według Krausa oryginalny regulamin de Selbiego przewidywał, że ewentualny turysta powinien pozostać w miejscu stałego zamieszkania, gdyby jednak wyjechał na wczasy, to powinien pozostać na kwaterze, a po ewentualnym wyjściu, musiałby poruszać się wyłącznie szlakami turystycznymi pod rygorem mandatu. Co do opłat, to jeden procent wydatków turysta miał wpłacać na konto fundacji prowadzonej przez de Selbiego.
Słownik absolutny
De Selby zdawał sobie sprawę, że mieszkańcy dalekiej północy posiadają w swoim języku wiele nazw śniegu, a co za tym idzie, mnóstwo synonimów słowa „biały”. Dyskusje jakie prowadził z Tarskim na temat zdania „śnieg jest biały”, przekonały go, że zmrożony biały śnieg Odarpiego zasadniczo różni się od mokrego białego śniegu Russella. Myśliciel z Zielonej Wyspy uznał, że zastosowanie w różnych przypadkach tego samego słowa „biały”, jest mylące i może prowadzić do nieporozumień, dlatego zaproponował stworzenie uniwersalnego słownika, w którym zakres znaczeniowy każdego egzemplarza słowa byłby określony przez odpowiedni cytat. Oto przykładowe hasło w słowniku absolutnym: biały774534067 – słowo „biały” w zdaniu: „Myśliciel z Zielonej Wyspy uznał, że zastosowanie w różnych przypadkach tego samego słowa „biały”, jest mylące i może prowadzić do nieporozumień, dlatego zaproponował stworzenie uniwersalnego słownika, w którym zakres znaczeniowy każdego egzemplarza słowa byłby określony przez odpowiedni cytat”. Kolejne hasło: biały774534068 – słowo „biały” w zdaniu: „biały774534067 – słowo „biały” w zdaniu: „Myśliciel z Zielonej Wyspy …”
Henderson domniemywał, że stworzone przez de Selbiego oprogramowanie słownika absolutnego spowodowało kolaps leksykalny (babelkolaps) Skrzyni Wodnej, czyli pierwszego parowego komputera.
Według Bassetta Skrzynia Wodna to nie jakaś tam parowa maszyna cyfrowa, ale najzwyklejsza pułapka neutrinowa zmajstrowana na podstawie instrukcji ściągniętej ze strony modelarstwosubatomowe.
Natomiast Garbandier od lat uparcie lansuje tezę, jakoby Skrzynia Wodna stanowiła aparaturę destylacyjną umożliwiającą de Selbiemu nielegalną produkcję alkoholu.
Bibliograficzne badania Krausa wskazują, że w skromniejszej wersji słownik absolutny zapisany w pamięci Skrzyni Wodnej, miał ograniczyć się jedynie do haseł literowych, a każda litera miała być objaśniona przez cytowanie wszystkich tekstów, w których się pojawiała.
Awersja
De Selby zdawał sobie sprawę z faktu, że nie jest darzony sympatią i co znamienne – wcale nie starał się poprawić swojej reputacji. Wynikało to z przemyślanej taktyki tzw. wizurunkowego odstraszania. Badacz zaobserwował, że relacja lubienia polega na wzajemnym zobowiązaniu do bycia miłym i udzielania wsparcia oraz wymaga stałej uwagi. W rezultacie uzyskujemy poczucie akceptacji i dowartościowania. System wzajemnej adoracji został uznany przez de Selbiego za zupełnie nieekonomiczny, ponieważ wymaga stałego inwestowania w przyjaźń, a nie gwarantuje odwzajemnienia. Zresztą admirujący zyskuje samoistną korzyść w postaci wewnętrznych pozytywnych odczuć. „Jeśli już ktoś koniecznie chce mnie lubić, to na własny rachunek” – stwierdził Wielki Etyk podczas jednego ze spotkań autorskich. Emocjonalna obojętność, czy oschłość pozwalała zaoszczędzić wewnętrzną energię, którą de Selby zamierzał zużytkować do realizacji ambitnego celu uszczęśliwienia ludzkości.
Lubić de Selbiego to oczywista analityczna sprzeczność, stwierdził Garbandier.
Dyskusja z moim przedmówcą odpowiada dzieleniu przez zero, ripostował Hatchjaw.
Dzielenie przez nieskończoność wyczerpuje zakres znaczeniowy pomysłów de Selbiego, kontratakował du Garbandier.
Klucz do rozszyfrowania dzieł Wielkigo Balistyka stanowi wynik ilorazu zera przez zero, podsumował polemikę Kraus.
To nie jest droga Wittgensteina!
De Selby podzielał poglądy Wittgensteina na temat niemożliwości funkcjonowania języka indywidualnego, ponieważ jego użytkownik nie miałby możliwości weryfikacji stosowanych pojęć. Indywidualny język nie mógłby znaleźć potwierdzenia w praktyce międzyludzkiej komunikacji, a autoweryfikacja nie daje żadnej gwarancji uniknięcia błędów, czy niejasności, co ostatecznie doprowadziłoby do zwykłego bełkotu. Komunikacja językowa wymaga uczestnictwa nadawcy i odbiorcy, a podstawą porozumienia jest wspólne doświadczanie rzeczywistości pozajęzykowej. Spójność wrażeń zmysłowych różnych osób jest najlepiej wyrażana w języku nauk przyrodniczych i świadczy o istnieniu wspólnego doświadczalnego obszaru nazywanego światem materialnym. Podobnie jak język nauk przyrodniczych stanowi niedoskonałe odbicie świata materialnego, tak świat fizyczny stanowi cień rzeczywistości świata niewidzialnego. „Bez fundamentu świata niewidzialnego ten domek z kart, jakim jest świat materialny, rozsypałby się przy najlżejszym powiewie wiatru!” – zapisał de Selby w swoim opus magnum „Księdze”.
Dysputy ze świętymi odcisnęły niezatarty ślad na twórczości de Selby’ego, stwierdził ostrożnie Hatchjaw, który preferował nurt empiryczny.
Powyższy tekst to oczywisty apokryf, prawdopodobnie sfabrykowany przez Manusa, który gustował w takich pseudo teologicznych wycieczkach, wysunął przypuszczenie Du Garbandier.
Pobieżna lektura treści zamieszczonych w globalnej sieci zdaje się wskazywać, że teza Wittgensteina o niekomunikatywności języka indywidualnego została powszechnie zignorowana, dodał, jak zwykle rzeczowy, Le Fournier.
Wystarczy zapoznać się z deselbianami, by potwierdzić pana spostrzeżenie, zjadliwie skomentował Du Garbandier.
Wypróbowałem na deselbianach program mierzący poziom bełkotliwości tekstu, zawiesił się… – zakończył dyskusję Kraus.
Paradoks Wittgensteina
De Selby zasadniczo nie zgadzał się z tezami Wittgenstaina i dążył do ich obalenia na drodze eksperymentalnej. Jedno z takich doświadczeń zostało opisane w „Złotych godzinach”. Falsyfikacja, czy bardziej precyzyjnie – anihilacja, dotyczyła paradoksu Wittgensteina sprowadzającego się do stwierdzenia, że „reguła nie może wyznaczać sposobu działania, gdyż każdy sposób działania daje się z nią uzgodnić”. Mając na uwadze możliwość weryfikacji eksperymentu przez każdego zainteresowanego badacza, de Selby użył niezawodnych i powszechnie dostępnych narzędzi oraz materiałów badawczych, mianowicie: kieliszków, łyżek, alkoholu i soków. Niestety transparentność doświadczenia nie została skorelowana z przejrzystością ponad stustronicowego opisu, pełnego dygresji i anegdot, niekoniecznie związanych z meritum. Dlatego poniżej przedstawiamy ekstrakt sprawozdania Wielkiego Empiryka.
Do kieliszka wlewamy łyżeczkę spirytusu, dolewamy soku aroniowego lub innego, odstawiamy, a po czasie degustujemy i stwierdzamy, że napój jest odpowiedni. Zapisujemy przepis: do kieliszka należy wlać jedną ł. spirytusu i uzupełnić sokiem (ustalona reguła). Przy kolejnej próbie postępujemy zgodnie z regułą zawartą w przepisie: wlewamy jedną stołową łyżkę spirytusu do kieliszka i uzupełniamy aroniowym sokiem, niecierpliwie czekamy i, może odrobinę przed czasem, degustujemy potwierdzając, że drink jest wyśmienity. Przeprowadzamy decydujący eksperyment likwidujący paradoks Wittgensteina: mając na uwadze fakt, że pozostałości trunku mogłyby zmienić warunki doświadczenia, wybieramy nowy kieliszek i powtarzamy postępowanie zgodnie z zapisaną regułą. De Selby nie był w stanie kontynuować eksperymentu ze względu na osłabienie cech motorycznych przejawiające się niemożliwością powstania z fotela oraz gwałtownym napadem senności.
Folgowanie nałogowi to podstawowa reguła działania de Selbiego, zresztą wcale nie znosząca paradoksu Wittgensteina. – skomentował du Garbandier.
Podobnie jak pana komentarze, szanowny panie Garbandier, które idealnie wpisuja się w paradoks wypowiedzi pozbawionej eksplikacji. – stwierdził Hatchjaw.
Sądzę, że stopniowe zmniejszanie kieliszków stanowi przejaw dążenia do zwiększenia precyzji oraz przyspieszenia doświadczenia. – zauważył Bassett.
Stosujšc metodę de Selbiego, można łatwo uprościć eksperyment wybierając kieliszek, w którym po wlaniu alkoholu nie będzie już miejsca na sok. – twórczo odniósł się do dyskusji Henderson.
De Selbiemu wcale nie zależało na unieważnieniu paradoksu Wittgensteina; zasadniczym celem eksperymentu było lokalne wzmocnienie siły grawitacji za pomocą serii drinków. – wtrącił się do dyskusji Kraus.
Archiwum Hypnosa
W opublikowanej przez Manusa bibliografii dzieł de Selbiego pojawia się enigmatyczny tytuł: „Archiwum Hypnosa”. Brak jakichkolwiek innych śladów wzmiankowanego dzieła, skłonił wielu badaczy do przyjęcia hipotezy, że jest to błąd wydawcy, który omyłkowo przypisał de Selbiemu dzieło nieznanego autora, co zresztą nie stanowiło precedensu, ponieważ podobna sytuacja zaistniała w przypadku „Sonetów” Francisa Bacona.
Interesującą hipotezę przedstawił Henderson, który badając czasopisma z epoki, natknął się na artykuł sponsorowany przez firmę zajmującą się korespondencyjnym tłumaczeniem snów „metodą naukową”. Autorem tekstu był niejaki Selby, a firma miała swoją siedzibę w Dalkey i, co najbardziej znaczące – nazwa firmy, to Biuro Morfeusza. Według Hendersona wszystkie przesłanki wskazują, że są to ślady komercyjnej działalności de Selbiego.
Hatchjaw zgodził się z tezami Hendersona dodając, że głównym celem de Selbiego była archiwizacja, a następnie analiza fantazji sennych populacji celtyckiej, a efektem prac było „Archiwum Angusa”.
Według Krausa fragmenty wzmiankowanego „Archiwum” umieszczono w sieci pod hasłem „deselbiana”.
Paradoks empiryzmu
Metoda empiryczna dominowała w pracach de Selbiego, dlatego zwolennicy nazywali go Wielkim Empirykiem. Bezwarunkowo przyjmował naczelną zasadę czystego empiryzmu mówiącą, że pewną wiedzę można uzyskać tylko eksperymentalnie. Pewność de Selbiego próbował podważyć Russell wskazując, że empirysta powinien wykazać się konsekwencją i potwierdzić eksperymentalnie, że wiedza wynika z doświadczenia, a to uprzednio założył, by uznać prawomocność eksperymentu, co prowadzi do błędnego koła. W odpowiedzi na zarzut Russella, de Selby zauważył, że zasadę błędnego koła można stosować w logice, jednakże by znalazła zastosowanie w empiryzmie, należałoby ją potwierdzić eksperymentalnie, czego, zdaje się, Russell nie zrobił. „Błędne koło może toczyć się po drodze logicznej, ale nie po asfalcie.” – obrazowo podsumował swoją apologię Wielki Empiryk.
Bibliofil
Podobno de Selby był nałogowym czytelnikiem, co ciekawe, nie interesowały go dzieła naukowe, lecz wyłącznie beletrystyka, a w literaturze nie poszukiwał rozrywki czy artyzmu, ale opisu własnych losów. Uznał, że przy tak masowej produkcji wydawniczej, z pewnością zostały już wyczerpane wszystkie możliwe fabuły, wśród których cierpliwy czytelnik odnajdzie własną biografię. Poznanie życiowego scenariusza miało zneutralizować emocje towarzyszące życiowym niespodziankom.
To co najmniej nieporozumienie, jeśli nie oszczerstwo, stwierdził Hatchjaw, ponieważ powszechnie wiadomo, że de Selby, poświęcił się wyłącznie pisaniu, a czytanie uznawał za przejaw umysłowego lenistwa.
Istotnie, de Selby w ogóle nie czytał, nawet swoich własnych pism, dlatego jest uznawany za prekursora mediów społecznościowych, potwierdził Bassett.
Funkcja falowa
Zainteresowanie de Selbiego historią badań naukowych zaowocowało śmiałą hipotezą, zgodnie z którą tajemnice świata zapisane są w starożytnym alfabecie greckim. Jako przykład de Selby podał literkę psi, która oznacza funkcję falową w fundamentalnym równaniu Schrodingera. Umiejętne zapisanie symbolu graficznego pozwalało na odczytanie jego fizycznego znaczenia, stąd postulowana przez Wielkiego Balistyka konieczność stworzenia odrębnej dziedziny nauki, nazwanej kaligrafią empiryczną. Zapisując literę psi na wiele sposobów, de Selby odkrył odpowiednią liczbę rozwiązań równania falowego, co potwierdziło skuteczność metody kaligraficznej. Na prośbę Einsteina, by upublicznił swoje odkrycia, odpowiedział: „Kto starannie zapisze, ten łatwo odczyta”. Podobno karty z kaligraficznymi zapisami de Selbiego zostały zakupione przez ekscentrycznego kolekcjonera Bartlebootha, który zlecił ich odwzorowanie w formie puzzli. Niestety autografy de Selbiego zostały ukryte przez wkomponowanie w układankę ilustrującą słynny obraz Wiktora Winda „Czarna limuzyna”.
Lodowe gruzowiska
W jednym z nielicznych wywiadów jakich udzielił de Selby, zapytano go, czy czegoś w swoim życiu żałuje. Wielki Logik odpowiedział, że niczego nie żałuje, ponieważ gdyby mógł zrobić coś inaczej, to by zrobił, a skoro tak się nie stało, to znaczy, że alternatywa była pozorna i nie mogła zaistnieć. Stąd świadomość błędu, którą nazywamy żalem jest logicznie, aczkolwiek nie emocjonalnie, wykluczona. Natomiast żal emocjonalny spełnia pozytywną rolę, albowiem pozwala zachować poczucie wolności wyboru, który bywa nietrafny, ale wydaje się, że kolejny może być lepszy, co w sferze emocjonalnej nazywane jest nadzieją, a w myśleniu naukowym – prawdopodobieństwem sukcesu. Zarówno nadzieja, jak i prawdopodobieństwo sukcesu stanowią „opiaty” świadomości, która broni się przed „lodowymi polami” absolutnej trzeźwości. Oczywiście de Selby nie poprzestał na rozważaniach teoretycznych i za pomocą tzw. skrzyni wodnej, wdrożył produkcję nalewek utrzymujących ludzkość w stanie odurzenia zabezpieczającego przed nihilistyczną trzeźwością.
Tyle bełkotu, by uzasadnić pociąg do alkoholu! – skomentował, jak zwykle nieżyczliwie, Du Garbandier.
Wydaje się, że szanowny krytyk, zgodnie z obowiązującym obecnie paradygmatem, że wszystko należy upraszczać, wybrał najłatwiejszą, by nie powiedzieć – prostacką, interpretację złożonego zjawiska jakim jest dorobek de Selbiego. – wyniośle odpowiedział Hatchjaw.
Przeprowadziłem anlizę spektrometryczną za pomocą dyfuzora termojądrowego deselbiańskiej nalewki nazwanej roboczo „dyspersją kwarkowo – gluonową nr 2,71…” uzyskując widma dwóch nowych pierwiastków: pierwszy nazwałem imieniem Wielkiego Balistyka, a na nazwę drugiego nie mam pomysłu, dlatego oczekuję propozycji. – rzeczowo uzupełnił Kraus.
Znoszenie inwektyw
Prace de Selbiego bardzo często spotykały się z niezrozumieniem i krytyką, a sam autor był ostro atakowany przez adwersarzy. Niestety, krytyka nie zawsze ograniczała się do merytorycznej analizy argumentów, ale pojawiały się również szyderstwa, a nawet inwektywy. Na agresywne zaczepki de Selby nie odpowiadał, ponieważ stosował uniwersalną piątą zasadę termodynamiki zwaną potocznie zasadą elastyczności, a sprowadzającą się do ustępowania pod naciskiem. Okazało się, że zasadę elastyczności można skutecznie zastosować w erystyce, np.: Zarzut: jesteś głupi. Potwierdzenie: zgoda, jestem głupi, ale …. skoro zauważam własną słabość umysłową, to znaczy, że posiadam pewien zasób inteligencji, co obala zarzut głupoty. Zastosowanie systemu znoszenia inwektyw pozwoliło de Selbiemu uodpornić się na obelgi i szyderstwa nieodłącznie towarzyszące publicznej dyskusji.
Prezentowany artykuł, to z pewnością apokryf, albowiem wiadomo, że de Selby wdrożył system totalnej negacji, a więc konsekwentnego zaprzeczania wszelkim zarzutom, a nie ich potwierdzania, co łatwo można sprawdzić w „Trzecim policjancie” – opus magnum deselbianistyki. – zuważył Bassett.
Gdy tylko pojawiały się problemy z uzgodnieniem stanowisk, De Selby stosował heraklitejską zasadę płynnego przechodzenia od afirmacji do negacji i na odwrót. – stwierdził Le Clerque.
Wymienione reguły dyskusji nie zabezpieczają przed zapętleniem logicznym, mianowicie: ktoś przypisuje mi nierozumność, a ja podzielam taką opinię wykazując się zdolnością do celnej autoanalizy – co jest atrybutem mądrości, a więc pośrednio zaprzecza tezie o bezrozumności – i równocześnie moja akceptacja świadczy o błędnej samoocenie, co potwierdza moją ograniczoność, z czym się zgadzam zarazem negując…. – podsumował Kraus.
Zniesienie bólu
Biografowie zgodnie informują, że de Selby cierpiał na bolesne dolegliwości reumatyczne, które nasilały się po każdej serii eksperymentów związanych z próbami rozcieńczenia albo zagęszczenia wody. Zabiegi medyczne przynosiły jedynie chwilową ulgę; bóle reumatyczne powracały i utrudniały pracę naukową. Zniecierpliwiony długotrwałym leczeniem bez trwałych rezultatów, de Selby postanowił radykalnie rozprawić się z bólem. Zauważył, że ubocznym efektem eksperymentu polegającego na przyspieszaniu cząstek kowadła w wyniku systematycznych uderzeń dziesięciofuntowym młotem, było chwilowe zniesienie nerwobólów. W charakterystyczny dla siebie sposób Empiryk powiązał zjawisko ciepła z fenomenem bólu. Uznał słuszność poglądu Kripkego, że ciepło z ruchem cząsteczek wiąże sztywna relacja identyczności, po prostu: ciepło to ruch cząstek. Zgodził się również, że ruch cząstek może występować niezależnie od tego, czy ktoś odczuwa ciepło (brak świadomego obserwatora). Analogicznie przyjął materialistyczną hipotezę, że ból to jedynie pobudzenie włókien nerwowych, a taka stymulacja może pojawić się bez odczucia bólu (brak świadomości), co prowadzi do wniosku, że występuje ból bez bólu. Na podstawie powyższych rozważań de Selby planował napisać traktat filozoficzno-medyczny wskazujący sposób likwidacji zjawiska bólu. Dzieło to miało uświadomić pacjentom, że wystarczy przekonać siebie, że nie boli, a szkodliwe pobudzenie nerwów musi koniecznie ustąpić, ponieważ jest identyczne z bólem. Niestety, nagły atak reumatoidalnego zapalenia stawów uniemożliwił Empirykowi napisanie traktatu antybólowego, a jego myśli całkowicie pochłonęła koncepcja wodnego raju, w którym z założenia żadne bóle nie występują.
Marmury
Uświadomienie de Selbiemu błędnego koła czystego empiryzmu wywołało głęboki kryzys poznawczy i spowodowało czasowe zarzucenie działalności naukowej na rzecz rajskiej urbanistyki. De Selby zaproponował, by ulice wybrukować marmurowymi płytami, a na placach zbudować licowane marmurem baseny z centralnie umieszczonymi fontannami zasilanymi „spolaryzowaną” wodą. Stopnie schodów miały być niezwykle szerokie, by uzyskać nachylenie 1:5, pozwalające przy podejściu ujrzeć zohar. Inwestycja w marmury nie miała celu estetycznego, lecz była kluczowym elementem ezoterycznego projektu pomyślanego jako próba stworzenia rajskiego mikroklimatu. Marmury zroszone pyłem wodnym miały sublimować pozytywną aurę umożliwiającą oczyszczenie „okopconych dusz śmiertelników”.
„Okopcony”, to był umysł de Selbiego – skomentował dosadnie du Garbandier.
Skłonność do bezpodstawnej złośliwości, to jeden z objawów intelektualnego zaczadzenia. – spokojnie odpowiedział Hatchjaw.
Skąd de Selby zaczerpnął informację na temat proporcji blasku? – zapytał Bassett.
Przypisy opracowane przez Manusa wskazują na „Archiwum Hypnosa”. – uzupełnił Le Clerque.
To nie był projekt architektoniczny, lecz fragment opisu podróży na Atlantydę, którą de Selby odbył w towarzystwie Platona; pełny opis w Archiwum Angusa. – uzupełnił Kraus.
Dinozaury nie istniały!
De Selby jako badacz nastawiony ku przyszłości niechętnie odnosił się do tak pospolitych kwestii jak dorobek paleontologii, cieszącej się od dziesięcioleci niesłabnącą popularnością. Wielokrotnie nagabywany przez zwolenników, krytyków i postronnych łowców sensacji udzielił jednak podobno podczas jednej z telewizyjnych debat – notabene poświęconej katastrofalnemu stanowi nauki i edukacji w kraju – zaskakującej odpowiedzi na pytanie, co sądzi o dinozaurach.
Stwierdzić miał wówczas (nagrania audycji niestety się nie zachowały), że dinozaury nigdy nie istniały. To, co rzekomo dowodzi ich istnienia czyli skamieniałości, w istocie są przypadkowymi strukturami, układami linii, zgrubień i wklęśnięć, które to ludzie mieniący się uczonymi w swojej wyobraźni przekształcili w stwory rodem z bajki. Interpretacyjną nieudolność i metodologiczne niedostatki w ten sposób zastąpiono „procedurą andrzejkową”, czyli doszukiwaniem się sensu w przypadkowych strukturach. Uczony miał też napomknąć, jakoby „koncept” dinozaurów świetnie współgrał z planami finansowymi różnych grup powiązanych z showbiznesem, turystyką i „czarnym rynkiem” publikacji naukowych.
Le Fournier (na marginesie: zastanawiające jest milczenie Du Garbandiera, Hatchjawa i Krausa) zareplikował, ogłaszając, że stwierdzenia De Selby’ego mają wobec dorobku paleontologii „taką samą siłę rażenia jak pudding ciśnięty w pysk Tyrannosaurusa reksia [sic!]”. W tym kontekście uwaga Hendersona, że w dzieciństwie, wpatrując się w słoje drewna, zauważał rozmaite istoty, takie jak jeże, misie, gawrony i postacie z kreskówek, wydaje się zupełnie nie na miejscu i słusznie została przemilczana.
Definitywna analiza spuścizny De Selby’ego metodą redukcyjną
Skromne rozmiary Korpusu Dzieł Wielkiego Balistyka sa odwrotnie proporcjonalne do głębi i doniosłości zawartych w nich idei. Oryginalna twórczość De Selby’ego obrosła jednak przez lata rozlicznymi tekstami, niczym małże pokrywające kadłuby statków wielkich odkrywców, co – nie ukrywajmy – zaczęło spowalniać zawsze dotąd tak lotną myśl deselbiańską.
Co poczać zatem, gdy z jednej strony nie milknie wołanie spragnionych wiedzy czerpanej wprost z czystego zdroju myśli Badacza, podczas gdy z drugiej sceptycy co rusz przypuszczają ataki na wiarygodność i autentyczność spuścizny Wielkiego Dalkeyczyka?
Próbę rozstrzygnięcia narastających nieporozumień, wątpliwości i roszczeń podjął międzynarodowy, interdyscyplinarny zespół najwybitniejszych uczonych o światowej renomie. Podjęli oni trud zebrania wszystkich uważanych za autentyczne dzieł De Selby’ego, wzmianek, komentarzy, apokryfów, polemik, cytatów, wspomnień, dokumentów, falsyfikatów etc. etc. Następnie z zastosowaniem narzędzi nauk humanistycznych, przyrodniczych i innych, wsparci najpotężniejszymi dostępnymi maszynami numerycznymi, rozpoczęli żmudny proces destylacji (a niekiedy i ekstrakcji) czystej myśli deselbiańskiej ze zgromadzonego materiału. Każdą strukturę poddano analizie kombinatorycznej, eliminatio codicum descriptorum, ujęto w stemmy Lachmanna, obejrzano z perspektywy Albertiego, sformalizowano metodami Proppa i logicznego forsingu, zdetonowano bombą Rejewskiego, sprawdzono testem Turinga, stosując przy tym regułę dwunastu kroków, okraszoną klasyczną metodą pilpul – by wymienić niektóre tylko etapy procedury*.
Nieocenionego wsparcia udzieliły temu przedsięwzięciu organizacje międzynarodowe, które zaapelowały o wstrzymanie na czas badań wszelkich komentarzy i nawiązań do dzieła De Selby’ego. Narody Zjednoczone do dyspozycji uczonych w tym celu oddały specjalny kontyngent sił pokojowych, który miał za zadanie niezwłocznie reagować na jakiekolwiek przypadki naruszeń warunków laboratoryjnych, uniemożliwiających rzetelne i spokojne kontynuowanie badań.
Jak dowiadujemy się z przecieków ujawniających zarys wstępnych szkiców roboczego projektu raportu końcowego, ów powszechny i godny podziwu wysiłek całej ludzkości przyniósł tyleż zaskakujący, co przewidywalny rezultat. Otóż jedyny, z dużą dozą prawdopodobieństwa absolutnie pewny tekst pochodzący od De Selby’ego – jak głosi raport – „jest równoznaczny z werbalną realizacją Zasady Starego Mathersa”.
W jednym z pierwszych komentarzy na Twitterze – pomimo że wspomniany wyżej zakaz nie został jak dotąd zniesiony – użytkownik podpisany jako „Kraus” stwierdził krótko: „Q.E.D. „.
(*Opis metodologii patrz: R. Bod, Historia humanistyki. Zapomniane nauki, tłum. R. Pucek, Warszawa 2013; A. N. Whitehead, B. Russell, Principia mathematica, t. 1-4, Cambridge 1910-?; Egzamin gimnazjalny dla opornych – nauki przyrodnicze, wyd. Manus i Wspólnicy, [bmw., bdw]).
Logika żywieniowa
Stosując się do uwag Józefa Bocheńskiego, de Selby postanowił opracować logikę każdej dziedziny ludzkiej aktywności. Z uwagi na ponadczasową aktualność, Wielki Dietetyk rozpoczął od problematyki zdrowego odżywiania. Jako zadeklarowany empiryk rozpoczął swoje badania w ekskluzywnej restauracji, gdzie zamówił wykwintne potrawy oraz najdroższe alkohole, rzekomo wspomagające trawienie. Próba zignorowania wysokiego rachunku, jako pomijalnego ubocznego efektu eksperymentu, nie znalazła zrozumienia u właściciela restauracji, co skutkowało interwencją policji, następnie sprawą sądową i ostatecznie wysoką grzywną. Po fiasku doświadczeń restauracyjnych, de Selby ograniczył się do pubów, gdzie przy kuflu ciemnego mocarnego chętnie opowiadał o swoich eksperymentach dietetycznych. Planowany traktakt „Logika żywieniowa” najprawdopodobiej nigdy nie powstał. Jam Casey, towarzysz biesiad Badacza, przypomniał sobie jedynie kilka tez dietetycznych głoszonych przez de Selbiego:
1) nie należy jeść owoców i warzyw ze skórką czy łupiną; po to powstała osłona, by chronić i odstraszać, a więc jest twarda i niestrawna (nie zjadamy opakowania!);
2) niesmaczne jest niejadalne, ponieważ istotą zmysłu smaku jest ocena jakości pożywienia;
3) sztuczne składniki z definicji nie przystają do naturalnych i wywołują organiczne podrażnienia.
Hatchjaw twierdzi, że wymienione reguły stanowią ezoteryczne stopnie poznania, wyrażone alegorycznie, by zabezpieczyć je przed profanami takimi jak Garbandier, który promuje spożywanie ziemniaków w skórkach, co jest karygodne pod względem smakowym i logicznym!
Wyniki standaryzowanych testów zmysłowych wskazują, że odczucia smakowe de Selbiego znacząco uaktywniały się jedynie w przypadku produktów zawierających „wodę życia”, natomiast były zupełnie obojętne na ziemniaki – uzupełnił Le Clerque.
Formalizacja zupełna
Ekologiczny parowy komputer zwany „skrzynią wodną” został wykorzystany przez de Selbiego do przeprowadzenia totalnej formalizacji całej dostępnej wiedzy. Program formalizujący sprowadzał dowolne zagadnienie naukowe do algorytmu syrakuzańskiego w liczbach naturalnych z wynikiem pomniejszonym o jeden.
Dlaczego
Gorąca dyskusja na temat tragicznych lat nieurodzaju na Wyspie, zmusiła de Selbiego do opuszczenia Wysokiego Zamku i włączenia się do powszechnej debaty. Początkowo zaproponował kilka ulepszeń agrotechnicznych opisanych potem w przełomowym „Albumie wiejskim”. Następnie przystąpił do „rozprawy z domorosłymi filozofami”. Szczególnie zirytowały go pytania dlaczego Stwórca dopuszcza do takich nieszczęść; uznał je za absurdalne pod względem logicznym.
Wierzący zakłada, że niedoskonałe stworzenie nie jest tożsame z doskonałym Stwórcą, a zatem nie może uzurpować sobie prawa do uzyskania Boskiej wiedzy. Domaganie się wyjaśnienia dlaczego świat jest niedoskonały, a stworzenia cierpią, jest próbą postawienia się na miejscu Najwyższego, co jest sprzeczne z religijnym aksjomatem hierarchii bytów.
Ateista w swoim światopoglądzie naukowym przyjmuje aksjomat przypadkowości świata, ponieważ uznanie przyczynowości prowadziłoby do akceptacji uporządkowania, a stąd już tylko krok do praprzyczyny, którą łatwo utożsamić ze Stwórcą. Przypadkowość nie neguje lokalnych uporządkowań i nie wymaga praprzyczyny, jednak równocześnie eliminuje z nauki pytanie zawierające zaimek „dlaczego”, które w swoim znaczeniu zakłada przyczynowość. Ostatecznie ateista może pytać jaki jest świat, ale nie – dlaczego jest taki, a nie inny.
Pytania o przyczynę w kontekście niedoskonałości świata nie należą do dyskursu teologii czy filozofii, ale funkcjonują w języku emocji i służą wyrażaniu żalu lub współczucia, czy również pretensji wobec stanu rzeczy. W takim przypadku słowo „dlaczego” pełni funkcję emocjonalnego wykrzyknika, a nie pytania.
Ostatecznie de Selby postanowił zaprzestać stosowania słowa „dlaczego”, a zasadę tę wprowadził do metodologii „nauki potencjalnej”.
– Dlaczego Manus publikuje jakieś niedorzeczne rozważania tego filozoficznego, a może i faktycznego, analfabety, jakim ewidentnie był de Selby? – arogancko zapytał Garbandier.
– Zapytajmy raczej dlaczego szanowny pan Garbandier tak uporczywie i złośliwie atakuje de Selbiego; czy nie jest to wyraz frustracji wynikającej z braku samodzielnych osiągnięć szkoły krytyki politycznej Du Garbandiera? – ripostował w sposób wyjątkowo umiarkowany – Hatchjaw.
– Wypowiedzi obu antagonistów doskonale wpisują się w obowiązującą obecnie liberalną metodę krytyczną polegającą na ignorowaniu problemu, a koncentrowaniu się na inwektywach. Ponadto obaj panowie zastosowali słowo niedopuszczalne w deselbiańskim systemie nauki potencjalnej, co dyskwalifikuje powyższe wypowiedzi. – podsumował polemikę Bassett.
– Algorytmiczny Sieciowy Inkwizytor (ASI) selekcjonuje wszystkie pytania i odpowiedzi, następnie umieszcza je w rozłącznych zbiorach, do których mają dostęp jedynie zwolennicy danej narracji. – zakończył enigmatycznie Kraus.
JA nie jestem zaimkiem
W okresie stosowania zasad nauki potencjalnej de Selby zaprzestał stosowania „fałszywego” zaimka „ja”, ponieważ ten „rzekomy zaimek” nie zastępuje nazwy lub opisu nazwy, lecz wprowadza „pokątnego narratora”, który stawia się ponad podmiotem wypowiedzi. Zdanie „Kraus mówi” nie daje się zastąpić przez „ja mówię”, a nawet wymyślna forma „Ja – Kraus mówię” nie wydaje się znaczeniowo tożsama z „ja mówię”. Jeśli precyzuję, że ja jestem Krausem, który mówi, to pozorny zaimek „ja” odlatuje gdzieś na orbitę i spogląda z góry na bełkoczącego Krausa pozostającego na Ziemi, gdzie niepostrzeżenie „ja” zamienia się w „on”. Podsumowując: słowo „ja” nie zastępuje, a więc nie spełnia definicji zaimka; zatem nie jest zaimkiem. Ostatecznie de Selby postanowił mówić o sobie posługując się wyłącznie zaimkiem „on” (odrzucił formę „ty”, bo „to niegrzeczne” oraz „mistrzu” jako „nieskromne”).
Ewidentny apokryf! – przecież wiadomo, że „niegrzeczny” i „nieskromny” nie należą do słownika etyki potencjalnej de Selbiego – celnie skomentował Kraus.
Duch – trup
Ignorowanie przez de Selbiego własnego odbicia w lustrze nie świadczyło o braku samoświadomości, lecz było zaplanowanym eksperymentem mającym na celu „przyłapanie duszy”, która według Badacza może pomylić świat idei z lustrzanym odbiciem i „wpaść w pułapkę zwierciadła”. Fiasko lustrzanego eksperymentu skłoniło Badacza do analizy logicznej problemu separacji duszy od ciała. Próba wyabstrahowania z umysłu elementów czysto duchowych nie powiązanych z cielesnością nie powiodła się, bo nawet pojęcia matematyczne są wypowiadane czy wyrażane zmysłowo i materialnie. Konkluzja de Selbiego, że duch jest nierozerwalnie związany z ciałem spowodowała gorącą polemikę z Platonem, który obstawał przy koncepcji pośmiertnego uwolnienia duszy i jej powrotu do doskonałego świata idei. De Selby odpowiedział, że „nie ma odbicia bez ciała, a duch bez doświadczenia ciała jest „niemową”, i zakończył zagadkowo: „Duch jest odbiciem ciała w zwierciadle świadomości”.
Przypisywanie ostatniej sentencji de Selbiemu jest jawnym fałszerstwem Manusa, który kolekcjonował wszelkie niejasne i pokrętne wypowiedzi niepotrzebnie zapełniając nimi archiwum Angusa, skomentował Hatchjaw.
Zgadzam się z Hatchjawem, ponieważ Empiryk starał się nie „mnożyć bytów ponad potrzebę” i raczej utożsamiał świadomość z duchem, potwierdził Bassett.
Balistykowi nie chodziło o materializowanie ducha, ale wskazanie, że duch odnosi się do doświadczenia ciała, że świadomość wyraża językiem zmysłowym nawet pojęcia abstrakcyjne, uzupełnił Henderson.
Pośmiertne bytowanie ducha w ciele przemienionym, w którym cielesność odmieniona jest duchem ciała, a nie jego ziemską materią; czyli słynny „duch – trup” Juliusza Słowackiego – to jedna z wielu koncepcji, które badacz rozważał w zaginionej rozprawie „Ostatnia godzina”, dodał Kraus.
To jakaś epidemia taniego mistycyzmu! – zaprotestowł Du Garbandier. Racjonalny duch rozumu przenika świętą materię świata, która podlegając nieuchronnemu prawu postępu emanuje absolutną pewnością przykazań racjonalności wyrażanych przez nieomylnych kapłanów kultu postępowego liberalnego racjonalizmu – zakończył dyskusję Garbandier blokując swoim przedmówcom dostęp do forum.
Generalizacja
Nadmierna koncentracja na szczegółach oraz programowe unikanie syntez, to powtarzające się zarzuty wobec dokonań naukowych de Selbiego. Na pytanie dlaczego nie tworzy własnego systemu, Wielki Balistyk odpowiedział: „Budowanie wieży Babel pozostawiam profesjonalistom”. Henderson stwierdził, że w pozytywistycznym okresie tzw. „nauki potencjalnej”, Empiryk zaprzestał stosowania wszelkich uogólnień, stąd brak w jego pismach takich słów, jak zawsze, wszyscy, każdy… De Selby był przekonany, że należy unikać uogólnień, które prowadzą do błędów etycznych lub paradoksów logicznych. Potwierdzeniem tezy de Selbiego miał być, znany już w starożytności, paradoks kłamcy: „Wszyscy Kreteńczycy to kłamcy, powiedział Kreteńczyk”. Od razu widoczny jest błąd etyczny, ponieważ nikt nie przebadał wszystkich mieszkańców Krety pod względem prawdomówności, stąd nieuprawnione jest stwierdzenie, że wszyscy Kreteńczycy kłamią, a jeśli nawet kłamią to na pewno nie zawsze, bo nie mogliby funkcjonować jako społeczność. Analiza logiczna prowadzi do paradoksu nazywanego przez de Selbiego zapętleniem logicznym, bo jeśli Kreteńczyk skłamał, to potwierdził swoją tezę, a jeśli powiedział prawdę, to jej zaprzeczył. Błędy etyczne są naganne, ponieważ obrażają i niesprawiedliwie piętnują, natomiast zapętlenia logiczne wskazują na brak precyzji języka potocznego, co może być inspirujące w badaniach dotyczących funkcjonowania umysłu.
Czy twierdzenie mówiące, że generalizacja jest źródłem wszelkich nieporozumień i paradoksów, jest generalizacją? – podstępnie zapytał Garbandier.
Pytanie pana Garbandiera w istocie inspiruje do badań nad funkcjonowaniem umysłu, a szczególnie tego konkretnego, prawdopodobnie od dawna tkwiącego w złośliwym zapętleniu. – odpowiedział Hatchjaw.
Sokratejskie utożsamienie zła z głupotą mogłoby stanowić syntezę etyczno-logiczną rozważań Hendersona na temat rzekomych tez de Selbiego wyprowadzonych właściwie z jednego jedynego pewnego cytatu (patrz: „Definitywna analiza spuścizny De Selby’ego metodą redukcyjną”). – stwierdził Bassett.
Paradoks mapy
W Archiwum Hypnosa odnaleziono notatkę nieznanego badacza korespondencji Cimrmana z de Selbym, na podstawie której Manus zrekonstruował treść zaginionego listu odnoszącego się do paradoksu „reguły” postulowanego przez Ludwiga Wittgensteina. W rzeczonym liście Cimrman cytował Miroslava Holuba powołującego się na Alberta Szent-Gyorgyi, który opowiedział niezwykłą historię z okresu Wielkiej Wojny: patrol zwiadowczy zagubił się w zaśnieżonych Alpach i wydawało się, że jest ostatecznie stracony, jednak po trzech dniach szczęśliwie powrócił kierując się mapą, którą odnalazł w swoim plecaku jeden z żołnierzy, lecz po powrocie okazało się, że była to mapa Pirenejów. Anonimowy autor notatki stwierdził, że żołnierzem, który uratował oddział był Ludwig Wittgenstein. Właśnie to wydarzenie miało zainspirować Wittgensteina do sformułowania znanego paradoksu: „reguła nie wyznacza sposobu działania, bo każdy sposób działania da się z nią uzgodnić”.
– Plecaki zostały porzucone w drugim dniu błądzenia, a skrawek mapy służył jako ocieplacz i został odnaleziony podczas usuwania śniegu z butów. – uzupełnił Bassett.
– Wittgenstein nie mógł uczestniczyć w tym incydencie, albowiem wcześniej dostał się do niewoli. – zaoponował Le Clerque.
-Wszystko się zgadza panie Le Clerque, ponieważ to podczas ucieczki z obozu jenieckiego, Wittgenstein wraz z grupą żołnierzy przedzierał się przez pola lodowe. Przemarznięci i skrajnie wyczerpani uciekinierzy zostali uratowani przez patrol dowodzony przez bohatera dwóch wojen światowych Stanisława Maczka. Podobno opowieść o niewłaściwej mapie wskazującej właściwą drogę była parafrazą starego midrasza czy przypowieści popularnej na Kresach, zatem istnieje możliwość, że została przekazana Wittgensteinowi przez Maczka, który ukończył gimnazjum w Drohobyczu. – dodał Kraus.
– Obawiam się, że Krausa poniosła fantazja. Z kalendarium wynika, że Flann O’Brien wysłał De Selbiego do sanatorium „Pod klepsydrą” Brunona Schulza dopiero w sierpniu, kiedy Maczek był już na wakacjach, zatem nie mógł pomóc Empirykowi w poszukiwaniach mitycznej mapy zaświatów odnalezionej potem na suficie posterunku. – oznajmił Hatchjaw.
– Dyskusja jest bezprzedmiotowa, ponieważ cała ta opowieść to wymysły tego laika Manusa.- autorytatywnie orzekł Du Garbandier.
– Podstawowa reguła wypowiedzi Du Garbandiera to: złośliwie nie na temat. – zauważył Hatchjaw.
– Paradoks nierespektowania reguł jest jawnie stosowany w dyskusjach, gdzie od oponenta wymaga się stosowania zasad, a od siebie jedynie skuteczności. – dodał Henderson.
Wodolecznictwo
De Selby przekonany o zdrowotnych właściwościach wody – „wodnej omnipotencji” – nawiązał korespondencję z doktorem Schnitzerem, który opracował nowatorskie metody hydrolecznictwa. Doktor Schnitzer zorganizował w Cieplicach (Warnsdorfie) sympozjum dotyczące leczniczych przymiotów wody. Na konferencję zaproszono sławy europejskiej hydronauki, wśród których znaleźli się Cimrman, de Selby, Freud, Hegel oraz Heraklit z Efezu. Uczestnicy sympozjum wspominają, że w pokazach na basenie uczestniczył specjalista od bezpieczeństwa i higieny pracy Franz Kafka.
W panelu eksperymentalnym de Selby demonstrował rozliczne zastosowania skrzyni wodnej, między innymi: wytwarzanie sztucznej tęczy w bańkach mydlanych, skraplanie mgły osiadającej na szkłach okularów, „osuszanie” rozpraw filozoficznych (z wielotomowego dzieła Hegla pozostała wysuszona na wiór rozpadająca się w palcach karteczka), zamrażanie i sublimacja czasu oraz najpopularniejsze wśród uczestników – mieszanie i konsumpcja darmowych drinków!
Cimrman w ramach badań etnograficznych codziennie aktywnie uczestniczył w lokalnym obyczaju przesiadywania w piwiarni do trzeciej straży nocnej i osuszaniu niezliczonej ilości kuflów piwa. Podczas wyczerpujących badań Cimrman zapamiętywał anegdoty opowiadane przez bywalców piwiarni, które następnego dnia, przy podwieczorku, referował Freudowi. Podobno właśnie sprawozdania Cimrmana stały się podstawowym materiałem empirycznym pozwalającym Freudowi stworzyć system analizy psychologicznej.
Kulminacyjny punktem sympozjum miał być eksperyment połączenia wody z ogniem zapowiedziany przez Heraklita i przygotowywany przez jego asystenta – Hegla. Niestety do przełomowej syntezy nie dopuścił inspektor do spraw bezpieczeństwa – Franz Kafka. Sytuację załagodził de Selby serwując uczestnikom panelu płonące drinki. Permanentnie niezadowolony Heraklit popijając z niesmakiem drinka zamęczał kuracjuszy dziwacznymi zagadkami, które skrzętnie notował Hegel, by potem zawikłać je w swoim przełomowym dziele.
Szkoła deselbiańska
De Selby przyjmuje na siebie odpowiedzialność za głupotę świata i postuluje, by wszelkie absurdalne pomysły zostały zaliczone do szkoły deselbiańskiej. W ten sposób zamierza zidentyfikować i zmagazynować całą głupotę intelektualną, a potem ją anihilować za pomocą skrzyni wodnej – pierwszej hydraulicznej niszczarki o napędzie parowym.
Uniesienie
Kwerenda przeprowadzona przez Manusa w Archiwum Hypnosa nie przyniosła zbyt wielu informacji na temat tajemniczej wyprawy de Selbiego na pokładzie Nautilusa. Odnaleziona wstępna umowa dotyczyła dostarczenia przez de Selbiego kapitanowi Nemo urządzenia do produkcji „wzmocnionej” mieszanki tlenowej pozwalającej na długotrwałe przebywanie pod wodą. Aparat nazwany „skrzynią wodną” miał być wykorzystany podczas rejsu badawczego w poszukiwaniu Atlantydy. Nie ma bezpośredniego potwierdzenia realizacji kontraktu, jednakże porywający opis zatopionego marmurowego miasta zamieszczony w „Złotych godzinach” jest uznawany przez epigonów za relację z podwodnego rekonesansu w ruinach Atlantydy. Jednak krytyczni badacze wskazują, że „Złote godziny” należą do beletrystycznej części dorobku Wielkiego Balistyka, a zatem opis zatopionego miasta jest fikcją literacką; „zresztą bardzo niskich lotów”- jak ocenia du Garbandier. Natomiast Hatchjaw stwierdza, że tekst deszyfrowany z jedynej ocalonej z pożaru stronicy autografu „Księgi” de Selbiego, stanowi sprawozdanie z oddziaływania specjalnej mieszanki gazowej, która wcale nie służyła długotrwałemu nurkowaniu, lecz przenosiła w inny wymiar egzystencji: „… zanika słuch, wzrok, odczucie miejsca … napływa radość i pojednanie … trwa … spokojnie … powoli odpływa … powraca miejsce i zmysły …”. Kraus potwierdza ustalenia Hatchjawa co do treści zachowanego autografu, jednak jako przyczynę odmiennego stanu świadomości podaje przedawkowanie eksperymentalnej nalewki „pewny odlot”. Zwykle doskonale poinformowany Harold Brage kwestionuje wcześniejsze ustalenia wskazując, że nigdy nie napisana „Księga” nie mogła być deszyfrowana.
Parytet
Znana profesorka A.Lamont specjalizująca się w poszukiwaniu celtyckich śladów w literaturze kobiecej, ustaliła, że w latach dwudziestych, ciemnej epoce nierówności płci, pseudonimem „de Selby” posługiwała się światowej sławy artystka, prekursorka tzw. zdarzeń artystycznych B. Furriskey, która ów wczesny okres swej twórczości nazwała w pamiętnikach „deselbiańskim”. Artystka publikowała wówczas pseudonaukowe artykuły oraz organizowała pokazy dziwacznych wielofunkcyjnych aparatów. Była to prowokacja artystyczna mająca na celu „ośmieszenie wszystkich tych absurdalnych pomysłów oderwanej od realiów zatrutej abstrakcją męskiej mentalności i zawstydzenie tych wszystkich facetów co to nie mają czasu naprawić cieknącego kranu, a marzą o locie na Księżyc!”.
Biografka performerki, pani C.Shanahan odkryła, że nazwisko Furriskey było kryptonimem niejakiej D.Selby – prekursorki literatury feministycznej na południowym wybrzeżu, ponadto okazało się, że właśnie Furriskey była bohaterką jej kultowej powieści – „Własne M3”.
Sugestia Hendersona, jakoby D.Selby mogła być siostrą bliźniaczką znanego poszukiwacza omnium – de Selbiego, została zdecydowanie odrzucona przez Towarzystwo Krytyki Feministycznej. Komisja Nadzwyczajna przy TKF definitywnie orzekła, że D.Selby publikowała „deselbiana” w sieci, by wykazać, że potrafi podrobić ten „żałosny i nieudolny styl męskich imaginacji”.
Biblioman
Zatrważający raport na temat stanu czytelnictwa spowodował reakcję zrzeszenia wydawców, które ufundowało wysoką nagrodę dla osób lub organizacji promujących zamiłowanie do lektur. Akcja objęła nie tylko Wyspy, ale również Kontynent, gdzie problemem zajęła się Komisja wytwarzając setki Dyrektyw i tysiące Zaleceń, których nikt nie przeczytał, co wzmocniło tendencję spadkową czytelnictwa. Pewne krótkotrwałe efekty przyniosła akcja promowania lektur przez osoby popularne, jednak publiczność szybko zorientowała się, że celebryci traktują książkę jak kolejny modny gadżet, któremu właśnie oni dodają blasku. Liberalni politycy i intelektualiści zgodnie orzekli, że załamanie czytelnictwa stanowi nieodwracalny efekt rozwoju multimediów i ostatecznie potwierdza postęp cywilizacyjny; aktualny literacki noblista ogłosił „koniec książki!”.
Tymczasem na przekór nowoczesnym autorytetom niestrudzoną samotną walkę w obronie książek prowadził koneser literatury PDW. Przemieszczając się tramwajem nr 35 (legendarną trzydziestką piątką!) – nie podziwiał nowych szklanych wieżowców czy betonowych placów ozdobionych syntetycznymi drzewami, lecz zatopiony w lekturze staromodnej papierowej książki, budował niewidzialną aurę mentalnego oddziaływania na zabieganych mieszkańców Miasta. Obserwując, jak nieznany student w drodze do pubu nagle zatrzymuje się przed witryną księgarni i zdumiony zastanawia się dlaczego tak postąpił, można przypuszczać, że bibliofilska aura przemieszczającego się nieopodal PDW naprawdę działa! Jednak tramwaj z PDW oddala się, aura słabnie wraz z kwadratem odległości, a student kierowany przez sprytną aplikację podąża do modnego pubu „Pewny odlot” należącego do potentata w dziedzinie browarnictwa Manusa.
Interesujące, że Manus do niedawna był znanym wydawcą na Zielonej Wyspie specjalizującym się w deselbianach. Wkrótce po uzyskaniu wysokiej europejskiej dotacji w programie promowania czytelnictwa, ogłosił bankructwo, następnie przeniósł się na Kontynent, gdzie utworzył sieć barów serwujących takie cenione marki, jak „mocarne jasne” czy „ciemne powalające”, których receptura podobno pochodzi jeszcze od de Selbiego. W jednym z wywiadów Manus zapewnił, że nadal zachęca do lektury umieszczając na podstawkach od piwa fragmenty dzieł luminarzy literatury, a w ramach promocji każdy piwosz, który publicznie wyrecytuje zamieszczony tam tekst, otrzymuje kolejne piwo gratis. W rezultacie konsument wiąże złożone, rzekomo przyjemne doznania związane z pobytem w pubie z przyswajaniem literatury (patrz: „toffi” warunkowanie Quina).
Miejmy nadzieję, że bibliofilska aura kreowana przez PDW oraz merkantylna działalność Manusa przemienią naszego nieznanego studenta, jeśli nie w mola książkowego, to przynajmniej w zwykłego czytelnika.
***
Wielki Metodolog zyskał nieśmiertelną sławę dzięki swojemu bezkompromisowemu dążeniu do Prawdy. Własne rozumowania i badania poddawał żelaznej dyscyplinie Metody, czego wymagał również od innych uczestników naukowego dyskursu. Tu jednak, co było do przewidzenia, napotkał opór. Wymiana poglądów z innymi naukowcami, w której brał udział – z wyjątkiem sławetnej dyskusji z Cimrmanem (patrz: „Wielka debata”) – kończyła się na ogół fiaskiem a nieraz i karczemną awanturą. De Selby przed przejściem do sedna zmierzał bowiem do wytyczenia ścisłych granic dyskursu, sporządzenia protokołów zbieżności i rozbieżności, by na tak oczyszczonej scenie mogła w pełnej okazałości ujawnić się Prawda. Rozpoczynał więc debatę od dokładnego i jednoznacznego zdefiniowania używanych pojęć, ujawnienia oraz wyeliminowania wszelkich świadomych i nieświadomych partykularnych założeń ideologicznych jak również psychologicznych uwarunkowań.
Krytycy paradygmatu deselbiańskiego chętnie podnosili zarzut niekonsekwencji w postępowaniu Filozofa z Dalkey. Pytali zatem, jak miały się do tych wyśrubowanych standardów prowadzone ze swadą i temperamentem przez De Selby’ego dyskusje w pubach z przygodnymi i stałymi bywalcami tych lokali, odbywające się przy miłym dla ucha pobrzękiwaniu pełnych kufli? W pewnych kręgach Wielki Balistyk zyskał nawet miano „filozofa knajpianego” (domyślności Czytelnika pozostawiamy rozszyfrowanie autora tego miernego „bon-mot”). Jednakże – jak za Hendersonem podaje Kraus – De Selby poczytał sobie taki przydomek za zaszczyt. Skoro był Filozof Jarmarczny, Bokser-Filozof, Filozof Spacerowicz, Filozof z Beczki, Filozof Zapuszkowany czy Filozof od Szlifowania Szkiełek, dlaczegóż by nie Filozof Knajpiany?
Zresztą to właśnie owe dysputy De Selby’ego w pubach wbrew powierzchownej krytyce w pełni realizowały jego bezwzględne wymagania stawiane naukowej debacie. Przestrzeń takiego dyskursu jest wszak wolna w sposób naturalny, nie rządzi nią destrukcyjna gra ambicji, władzy, sławy i kapitału. Tutaj nie ma miejsca dla pozornych konstrukcji ładu zdobnych szczytnymi frazesami a podszytych w istocie nieustanną walką wszystkich ze wszystkimi. Tylko w radosnej atmosferze sympozjonu, nie zaś w ogniu rywalizacji, Prawda wyłoni się w swej pełni, wolna od blizn zadanych w polemikach stronnictw wypisujących jej szlachetne imię na sztandarach.
Metoda De Selby’ego ma co prawda swój wymiar zaczepny – przez zwalczanie ukrytych przesłanek dyskursu, jak również odporny – broniąc ducha przed uroszczeniami wyabstrahowanego rozumu. Z pespektywy krytyków może więc wydać się ona strategią wojny wypowiedzianej naukowości, jednakże z perspektywy prawdziwych filozofów – w sensie dosłownym – to realizacja najgłębszego ideału humanizmu – kreacja duchowej wspólnoty niepodległych indywiduów.
*Czytelniku! Po zapoznaniu się z tekstem możesz wybrać jeden z podanych niżej tytułów, który najlepiej Twoim zdaniem oddaje meritum tekstu:
„W stalowych burzach uczonych polemik”;
„Postsokratyk czyli ostatni, co tak rozumowanie wodził”;
„Blaski i nędze scjentyzmu. Przestrzenie dyskursu w epoce Twittera”.
De Selby’ego wykłady z teorii i historii literatury. Wykład XII. Nabokow
Młody Władimir Nabokow znalazł się na przymusowej emigracji w Niemczech praktycznie bez środków do życia. Imał się różnych zajęć, lecz nie zapewniały one stabilności finansowej tak potrzebnej dla rozwijania twórczości artystycznej. Jak to bywa w przypadku młodych ludzi, sytuacja ta skłoniła go do podjęcia rozpaczliwej i ryzykownej decyzji. Postanowił zarobić szybko dużą sumę, a taką możliwość zdawały się oferować popularne wówczas zawodowe pojedynki bokserskie. Nasz bohater ćwiczył już wcześniej amatorsko tę szlachetną sztukę walki i cechował się tężyzną fizyczną, zatem nie obawiał się podjść wyzwania na ringu jako zawodnik. Jednak nie czynił tego z entuzjazmem, a raczej z fatalistyczną rezygnacją, która tylko od czasu do czasu mieniła się świetlistymi barwami nadziei.
Gdy stanął wreszcie na ringu, perspektywy zdały mu się jednak dość matowo mroczne. Wtedy jednak w błysku geniuszu, a może raczej w geście rozpaczy, postanowił potraktować tę walkę jako zadanie szachowe. Jeszcze zanim zabrzmiał pierwszy gong, rozpracował całe starcie jako szereg posunięć i kontr posunięć na wiele rund naprzód.
Walkę zakończył z uniesioną rękawicą, co prawda wygrywając na punkty i z kwotą w kieszeni lżejszą niż pierwotnie obiecywana przez organizatora, ale też ze sportową satysfakcją, mocnym postanowieniem, aby już nigdy nie wejść na zawodowy ring oraz z pomysłem na powieść, której głównym bohaterem będzie arcymistrz królewskiej gry zmagający się z Najtrudniejszym Problemem Szachowym.
(Wykład wygłoszony w pubie „Bycza dawka”. Jak podaje Le Clerque dowodem na prawdziwość powyższego wywodu według De Selby’ego miała być znana fotografia Nabokowa wykonana przez Philippe Halsman 1968 r.)
Budynek nr 25
Nacjonaliści zarzucali Wielkiemu Balistykowi brak zaangażowania w służbie Ojczyzny, jednak najnowsze badania Hendersona wskazują, że właśnie de Selby mógł być legendarnym „Trzecim”, niezidentyfikowanym dotąd obrońcą budynku 25. Zgodnie z uznaną przez historyków wersją wydarzeń dwóch bohaterskich powstańców powstrzymywało przez wiele godzin bezpośredni atak batalionu wojsk imperialnych. Dopiero użycie karabinu maszynowego oraz granatów, umożliwiło grenadierom Imperium zdobycie budynku. Jeden z powstańców zginął, a drugiemu udało się wycofać przez piwnicę na tyły budynku. W raporcie z walk znalazła się wzmianka, że widziano trzech obrońców budynku, co jest prawdopodobnie źródłem legendy o „Trzecim”. Analizując fundamentalne „Kalendarium życia de Selby’ego”, Henderson potwierdził, że w okresie Wielkanocy de Selby przeprowadzał jeden z serii eksperymentów mających wykazać, że podróż to halucynacja, a to konkretne doświadczenie dotyczyło wyjazdu do stolicy. Z informacji Bassetta, rzekomo powiązanego z tajnymi służbami, wynika, że w tym czasie, kilka mil od Dalkey przepływał statek handlowy z Hamburga, z którego spuszczono szalupę załadowaną dużymi skrzyniami, prawdopodobnie wypełnionymi bronią przemycaną dla bojowników. Henderson stawia hipotezę, że pod pretekstem eksperymentu fizycznego de Selby przemycał broń do stolicy, a jedna z tajemniczych skrzyń, to słynna „skrzynia wodna”. Pozwalała ona lokalnie zakrzywiać pole grawitacyjne, co w praktyce zmieniało tor pocisków wystrzeliwanych przez grenadierów i w efekcie chroniło obrońców budynku. Dopiero awaria sieci wodociągowej spowodowała wyłączenie ochronnego pola grawitacyjnego (skrzynia wymagała stałego zasilania).
Hipotezę Hendersona zdecydowanie odrzucił Hatchjaw przypominając, że eksperyment Empiryka sprowadzał się do pozostania w domu i analizowania map oraz zdjęć odnoszących się do zaplanowanej podróży (patrz: „Podróż to halucynacja”); zatem de Selby pozostał w Dalkey!
Harold Brage sugeruje, że nieznanym „Trzecim” mógł być policjant O’Brien, który miał dołączyć do bojowników, co z kolei kwestionuje Le Clerque wskazując konstabla O’Briena jako pierwszą ofiarę walk, zastrzelonego przez dowódcę oddziału atakującego zamek.
Bohaterami obrony budynku nr 25 byli Malone i Grace; nie było nikogo trzeciego, a relacje o większej liczbie bojowników wynikały z tego, że obrońcy strzelali z różnych okien budynku – wyjaśnia profesjonalny historyk Powstania.
Pewnie konstabl O’Brien nie był „Trzecim powstańcem”, lecz jego obecność w historii nie jest bez znaczenia, zakończył dyskusję Kraus.
Sieciowe Elizjum
Postulat de Selbiego, by każdego zaopatrzyć w niewielkie przenośne urządzenie umożliwiające komunikację na odległość oraz automatycznie rejestrujące wszystkie wypowiedzi użytkownika w centralnym cyfrowym multimedialnym archiwum zwanym potocznie „chmurą”, został praktycznie zrealizowany na początku XXI wieku. Zgodnie z modną zasadą, że umysł ujawnia się jedynie podczas komunikacji, progresywni racjonaliści ogłosili, że informacje zapisane w sieci stanowią technologiczną realizację prastarej idei Pól Elizejskich, zapowiadającej wieczne bezcielesne trwanie w świecie idealnym.
Teoria „sieciowego Elizjum” promowana przez du Garbandiera ujawnia zupełny brak inwencji wszelkich niedowiarków, którzy albo próbują zniszczyć tradycyjne przekonania albo uciekają się do plagiatu zawsze trywializując i przekłamując ugruntowane wcześniej idee. – skomentował Hatchjaw.
Rejestracji umysłu w formie audio dokonał Krapp w słynnym eksperymencie opisanym przez Becketta w raporcie z 1958 roku: „Ostatnia taśma”. – uzupełnił Le Clerque.
Rezultat eksperymentu Krappa zdaje się potwierdzać intuicje Starożytnych, którzy umieszczali Elizjum w Hadesie – stwierdził Kraus.
Nieskończoność
Według kanonicznej egzegezy „Księga” de Selbiego stanowi zaszfrowany zapis „Teorii Wszystkiego”. Niestety wszelkie próby jednoznacznego odczytania enigmatycznego tekstu zakończyły się fiaskiem. Ukazują się oczywiście liczne przekłady „Księgi” zwane apokryfami, lecz nie ma nawet dwóch, chociaż w przybliżeniu, zgodnych ze sobą. Niechętni szkole deselbiańskiej krytycy wskazują, że brak spójności w próbach odczytania „Księgi” potwierdza tezę Garbandiera o kompletnej bezsensowności jej zapisów. Ataki Garbandiera zdecydowanie odpiera Hatchjaw podając czysto naukowy przykład niezliczonych Uniwersalnych Teorii przedstawianych przez ambitnych fizyków, które z reguły nie są ze sobą spójne, a żaden laik nie odważy się nazwać ich absurdalnymi. Co więcej – właśnie różnorodność odczytań świadczy o omnipotencji „księgi” zawierającej w sobie wszystkie możliwe lub niemożliwe hipotezy.
Do debaty włączył się Kraus prezentując wyniki swoich badań nad deselbiańską symboliką systemu nauki potencjalnej, w której ideogram nieskończoności zastępował stwierdzenie: „nie wiem”, a powszechnie wiadomo, że właśnie ten znak zamyka „Księgę”.
Kriogeniczna komnata
De Selby zgadzał się z Wittgensteinem, że nowoczesna teza głosząca, że każdy jest sam dla siebie absolutnym autorytetem prowadzi do paradoksu indywidualnego języka, który z braku zewnętrznych kryteriów jest absolutnie nieweryfikowalny i sprowadza się ostatecznie do zwykłego bełkotu. Stąd konieczność konsultacji z uznanymi autorytetami naukowymi, zarówno współczesnymi jak i dawnymi. Współczesnych sobie myślicieli zapraszał na sympozja lub zamawiał publikacje jako redaktor kwartalnika „Trybuna nauki”. Niemożliwe wydawały się kontakty z myślicielami przeszłości, jednak odpowiednia kalibracja skrzyni wodnej pozwoliła Balistykowi na „duchowe” dotarcie do sfery Wysp Szczęśliwych, gdzie mógł polemizować z Kopernikiem lub dyskutować z Vico. Niestety intersferyczne podróże narażały Empiryka na kontakt z zimnym i wilgotnym eterem, co skutkowało przeziębieniami i dolegliwościami reumatycznymi. Diagnoza Asklepiosa była jednoznaczna: Balistyk musi zrezygnować z eterycznych podróży. Początkowo de Selby poszukiwał możliwości odwrócenia działania skrzyni wodnej, by sprowadzić na ziemię ducha wybranego myśliciela, lecz odpowiedni eksperyment spowodował zamrożenie laboratorium i gdyby nie przypadkowa awaria sieci energetycznej, pewnie doszłoby do zlodowacenia całej planety. Pozostałością po nieudanym eksperymencie była nieusuwalna strefa cienia w tzw. komnacie spotkań, czyli ślepym pokoju przeznaczonym przez de Selbiego do przyjmowania zaświatowych gości. Wszelkie próby wejścia do komnaty zakończyły się niepowodzeniem; prawdopodobnie wytworzyła się fizyczna osobliwość nie reagująca z rodzimą materią. Ostatecznie ze względów bezpieczeństwa wejście do komnaty spotkań zostało zamaskowane.
Próba nawiązania kontaktu z duchami była z góry skazana na niepowodzenie, ponieważ sygnały od nich są z zasady nierozpoznawalne dla osoby zainteresowanej, co udowodnił w swoich pracach Nabokov. – stwierdził Le Clerque.
Można się zgodzić z zasadniczymi tezami Nabokova, jednak przekonanie o zaświatowych sygnałach może wynikać z traumatycznych przeżyć objawiających się nieodpartym pragnieniem kontaktu. – dodał Bassett.
Powyższe mroczne rozważania są pozbawione treści i nie powinny zajmować światłego rozumu. – wtrącił arogancko Du Garbandier.
Rozum Garbandiera jest nie tyle światły, co zaślepiony zimnym blaskiem lodowych pól materializmu. – odpowiedział złośliwie Hatchjaw.
Zakończenie ziemskiej tułaczki jest warunkiem koniecznym weryfikacji hipotezy Nabokova. – zakończył dyskusję Kraus.
Kot Russella
De Selby otwarcie przyznawał, że jest epigonem Parmenidesa i uznał dogmat niemożliwości dyskusji o niebycie. Nie dziwi więc jego ostra polemika z Russellem, który na podstawie żmudnej obserwacji zauważył, że w gabinecie nie ma kota; z czego wyprowadził wniosek o możliwości dostrzeżenia nieobecnego, a może nawet tego co nie istnieje (jak pegaz Quina). Według de Selbiego nie jest to problem ontologiczny, a językowy, ponieważ wypowiedzi stwierdzające, że czegoś nie ma – stanowią skróty wynikające z ekonomii dyskursu. Zamiast wymieniać wszystkie przedmioty znajdujące się w polu obserwacji, określa się tylko elementy brakujące, ale eksponowane w rozmowie. Formalnie rzecz ujmując: na pytanie o kota, Russell powinien wymienić wszystkie przedmioty z gabinetu i na tej podstawie odbiorca wywnioskowałby jak ma się sprawa z kotem; nawiasem mówiąc powinien po prostu odburknąć, by mu nie przeszkadzano w pracy! Próba zastosowania metody wyliczania wszystkich przedmiotów z pola obserwacji podczas kontroli drogowej, gdy zapytano Wielkiego Balistyka o prawo jazdy, zakończyła się ostatecznie wysoką grzywną i bezwzględnym zakazem prowadzenia wszelkich pojazdów.
Luz
Badając strukturę rzeczywistości de Selby rozpoznał wewnętrzną właściwość świata, którą określił jako stopień swobody albo krótko – luz. Pewna swoboda umożliwia zmianę stanu rzeczy. Bez wolnego miejsca nie byłoby zmiany, a świat byłby statyczny i absolutnie sztywny, niezmienny; byłby w pewnym sensie doskonały, lecz martwy. W przestrzeni społecznej stopień swobody przejawia się wolnością, czyli możliwością wyboru sposobu działania. Działanie wpływające na innych mieści się w zakresie moralności i podlega ocenie etycznej: jako złe albo dobre. Dokonana świadomie krzywdząca kogoś zmiana nazywana jest złem. Zmiana niezależna od ludzkiej woli, jak naturalna klęska żywiołowa, nie podlega ocenie etycznej; jest raczej względnie szkodliwa, niż zła. Stąd kategorie zła i dobra należałoby ograniczyć do świadomego działania w obrębie społeczności. Ostatecznie według Balistyka sposobność do złego postępowania wynika z wolności, która stanowi przejaw ogólnej własności świata polegającej na możliwości zmiany stanów rzeczy, nazwanej stopniem swobody.
Czy to kolejny apokryf tego oszusta Manusa bezczelnie podszywającego się pod Wielkiego Balistyka? – zdecydowanie zareagował Hatchjaw.
Styl wskazuje na oryginalny bełkot Balistyka. – zauważył Garbandier.
Czy z tekstu można wyczytać, że świat jest z natury zły? – zapytał Basset.
Absolutnie nie, de Selby powtarza banalne stwierdzenia: że zmienny świat jest jaki jest, a ludzie wzajemnie się krzywdzą, bo mogą – to wszystko. – odpowiedział Henderson.
Możliwość zmiany w świecie jest warunkiem koniecznym zaistnienia wolności, ale co jest warunkiem dostatecznym? – zapytał Le Fournier.
De Selby próbował wyodrębnić izotop próżni luz10 w słynnym projekcie poszukiwania OMNIUM. – zakończył dyskusję Kraus.
Kalejdoskop
Metoda wykorzystania zdań wyrwanych z kontekstu była nagminnie stosowana w badaniach prowadzonych przez de Selbiego, a przez jego kontynuatorów – szkoła deselbiańska – została wpisana do zasad nauki potencjalnej. Empiryk uznał, że wnikliwe zapoznanie się z przedstawioną teorią w istocie blokuje twórcze myślenie, ponieważ solidna hipoteza wskazuje na ograniczony zakres jej zastosowania. Przykładem może być wybiórcze wykorzystanie koncepcji przedstawionej przez Doktora Damiani, który postulował możliwość zmiany przeszłości. De Selby jako zadeklarowany empiryk zrealizował postulat Doktora i skonstruował czasoprzestrzenny kalejdoskop, którego obrót powodował zmianę całego uniwersum, łącznie z dziejami ludzkości i ludzką pamięcią; zmieniał obraz świata. Absolutność zmiany skutkowała niemożliwością wykazania, że jakakolwiek zmiana nastąpiła, co spotkało się z gwałtowną krytyką oponentów Balistyka. Ostatecznie hipotezę kalejdoskopową zdruzgotał uznany przez de Selbiego autorytet – Vico, który udowodnił, że ograniczony umysł nie może zrozumieć nieograniczonego zamierzenia. Ponadto Vico wskazał, że wystarczyło wysłuchać Doktora Damiani do końca, by zrozumieć, że projekt Empiryka musiał zakończyć się fiaskiem, a co do metody, to cała nauka jest zdaniem wyrwanym z kontekstu.
Monady ładu
Zastosowana przez de Selbiego metoda wybijania z kowadła cząstek elementarnych zakończyła się bolesną kontuzją i długotrwałą rekonwalescencją w nadmorskim sanatorium. Konieczność dostosowania się do regulaminu ośrodka, skierowała uwagę Balistyka na problematykę harmonii uniwersum. Niezgodne z grafikiem próby przedłużania kontemplacji podczas kąpieli w wodach solankowych, doprowadziły do konfliktu z administracją i ostatecznie relegowaniem kłopotliwego kuracjusza. Z pozoru przykry incydent został potraktowany przez de Selbiego za punkt wyjścia do rozważań nad powszechnym dążeniem do porządkowania, stąd różne harmonogramy, instrukcje, wytyczne, reguły, przepisy itp. Balistyk zauważył, że wewnętrzną cechą poznawania jest automatyczne porządkowanie poznawanego. Wynika to z istoty percepcji, która jest przykładaniem miary do świata. Taka mierzalność czy poznawalność pociąga przekonanie o porządku wpisanym w strukturę rzeczywistości (metr staje się metrem dopiero w procesie pomiaru). Skutkuje to błędnym kołem poznania, w którym porządkujemy spostrzeżenia, by automatycznie wnioskować o uporządkowaniu spostrzeganego, lecz inaczej nie potrafimy, ponieważ postrzeganie stapia się z interpretacją. Poznając strukturę uniwersum powinniśmy pamiętać, że równocześnie narzucamy ład, który jest cechą mierzenia, a niekoniecznie atrybutem świata. Empiryk przekonany o wewnętrznym porządku rzeczywistości, postanowił eksperymentalnie wykazać subatomową harmonię wyodrębniając podstawowe logiczne wiązania materii. Doświadczenie zostało przeprowadzone w walcowni za pomocą młota parowego, nożyc i walcarki. Uzyskano zwój drutów splatających superstruny oraz garść nitów grawitonowych. Niestety, podczas gdy de Selby wraz z hutnikami świętował w pobliskim pubie, niezidentyfikowana grupa zbieraczy złomu lub anarchistów, wykradła nie tylko druty i nity, lecz również kluczowe podzespoły urządzeń walcowni.
Zakon lektorów
„Nieumiarkowana lektura powoduje zaczadzenie smogiem informacyjnym” – wielokrotnie cytowane zdanie z „Atlasu laika” stało się podstawą do uznania Balistyka za zadeklarowanego wroga czytelnictwa. Niedawno opublikowane wspomnienia Jama Casey’a znanego jako Poeta Robotnik, zdają się przeczyć ugruntowanym wcześniej opiniom. Przyjaciel Empiryka opowiadał, że podczas sympozjów, tradycyjnie odbywających się w pubie, de Selby niespodziewanie przerywał rozmowę, by oddać się lekturze przyniesionej książki. Na pytania zaskoczonych takim zachowaniem uczestników spotkania, odpowiadał, że zobowiązał się do godzinnej lektury w ciągu doby i jeśli tego nie dopełni, to rynek wydawniczy upadnie.
Rozumiem, że Balistyk brał udział w jakiejś akcji promującej czytelnictwo, ale dlaczego w pubie, gdzie przecież degustacji towarzyszy dialog lub monolog, a skojarzenia z lekturą są raczej nieprzyjemne, bo wiążą się z odczytaniem należności za spożyte trunki? – zapytał Bassett.
De Selby prawie nie opuszczał pubu i najczęściej nie był w stanie samodzielnie podnieść się z krzesła, a w takich okolicznościach czytanie było absolutnie wykluczone. – wtrącił Du Garbandier.
Wykluczone to jest publikowanie oszczerstw Garbandiera! – odpowiedział Hatchjaw.
Kraus w swojej „Mistyce deselbiańskiej” napisał, że de Selby w okresie „bibliofilskiego wielkiego kryzysu” przystąpił do Zakonu Lektorów, którego członkowie poprzez stałą lekturę podtrzymywali czytelnictwo na całym świecie. Było ich dwudziestu czterech i każdy, odpowiednio do strefy czasowej, zobowiązał się do godzinnej lektury w ciągu doby. W strefie środkowoeuropejskiej podobną funkcję pełni obecnie PDW. – rzeczowo uzupełnił Le Clerque.
PDW czyta wyłącznie w tramwaju (linia 35), ponieważ elektromagnetyzm wzmacnia oddziaływanie pola bibliofilskiego. – dodał Kraus.
Iloraz inteligencji
Inteligencja specyficzna to charakterystyczna cecha umysłu Wielkiego Balistyka, który nie darzył zaufaniem wszelkiego rodzaju badań testowych, a testów inteligencji w szczególności. Podzielał przekonanie Quina, że inteligencja, jeśli już koniecznie musimy używać tego pojęcia, to po prostu zdolność do szybkiego uczenia się. Iloraz, a więc dzielenie inteligencji, wskazuje na rozproszenie zdolności intelektualnych, a nauka wymaga łączenia, a więc co najmniej sumy lub iloczynu, jeśli nie potęgowania. Co więcej, testowe badanie poziomu inteligencji okazało się niezgodne z postępowym aksjomatem równości, co nieudolnie ukrywano przez wprowadzenie różnych typów inteligencji, by ostatecznie każdy mógł zostać dowartościowany posiadaniem własnej niepowtarzalnej inteligencji. Tak zrealizowane dzielenie daje nam ostateczny wynik nazwany indywidualnym rozumem.
Regres
W systemie deselbiańskiej nauki potencjalnej nie ma miejsca dla pojęcia postępu, jako pozytywnej zmiany. Odrzucona została cecha pozytywności, która jest subiektywna, a zatem – nienaukowa. Wyeliminowanie „pozytywności” spowodowało, że postęp stał się synonimem zmiany. Zgodnie z zasadą redukcji synonimów słowo „postęp” zostało wykasowane z leksykonu pojęć nauki potencjalnej. Nie zakończyło to procesu upraszczania języka, ponieważ Kraus – jeden z samozwańczych epigonów de Selby’ego – wykrył, że pojęcie zmiany zakłada przyczynową ciągłość zjawisk, a to z kolei kłóci się z praktyką empiryzmu, gdzie obserwuje się jedynie następstwo pozbawione nacechowania przyczynowego. Ostatecznie w systemie nauki potencjalnej postęp i zmiana zostały zastąpione przez następstwo, co z zasady krytyczny Du Garbandier nazwał deselbiańskim regresem.
Nieład
Casey wspomina, że gabinet de Selbiego był niesłychanie zagracony i by dotrzeć do biurka trzeba było przedzierać się przez sterty książek oraz przesuwać jakieś dziwne, pokryte kurzem i pajęczynami aparaty. Na pytanie, czy ten nieporządek nie utrudnia pracy, Balistyk odpowiadał, że przypadkowe wywrócenie stosu książek czasami pozwala na odkrycie zapomnianego woluminu, którego treść może zainspirować do dalszej pracy.
Pytanie Casey’a nakierowało umysł de Selbiego na badanie relacji chaosu do ładu. Ostatecznie Metodyk uznał za puste pojęcia chaosu oraz ładu i wykluczył z zakresu nauki potencjalnej. Zgodnie z analizą de Selbiego bałagan i uporządkowanie są pojęciami względnymi w stosunku do widzimisię człowieka, bo niby dlaczego kreatywny nieład w zeznaniach podatkowych ma być uznany za bałagan albo wręcz fałszerstwo przez jakiegoś nadgorliwego kontrolera skarbowego!?
Czyżby wypełnienie prostego formularza zeznania podatkowego było zadaniem niewykonalnym dla osobnika aspirującego do rozwiązania zagadek wszechświata? – prowokacyjnie zapytał Garbandier.
Wypowiedzi pana Garbandiera dowodzą, że bałagan intelektualny jest immanentną cachą bieżącej debaty publicznej. – zaregował Hatchjaw.
Zrealizowanie postulatu de Selbiego, by opodatkować podatki mogło uratować globalne finanse. – dodał Kraus.
NASA odkryła wodę na Księżycu…
…my ujawniamy, skąd się tam wzięła
Najnowsze odkrycia NASA wywołały ożywioną dyskusję w środowisku deselbianistów. Szczególny aplauz wywołał wpis na twitterze autorstwa Bassetta, w którym autorytatywnie i przekonująco dowodzi, że woda zaobserwowana na Księżycu jest efektem skuteczności najbardziej spektakularnego eksperymentu De Selby’ego (nie trzeba dodawać, że chodzi o skrzynię wodną). Hatchjaw przyjął tę rewelację entuzjastycznie i oświadczył, że tym samym zdjąć można z Wielkiego Balistyka ciążące na nim zarzuty rzekomego marnotrawienia wody. Zażądał przy tym rewizji wyroków sądowych wobec Uczonego, natychmiastowej jego rehabilitacji oraz zaapelował o przyznanie mu nagrody Nobla. Du Garbandier tonując nieco dysputę, zapytał, czy przy założeniu, że to na pewno De Selby i jego skrzynia wodna, możemy jednoznacznie stwierdzić, że odkryty płyn to woda? Kraus trzeźwo zauważył, że przyszli eksploratorzy Księżyca powinni zastosować do pobierania próbek tamtejszej wody wyłącznie butelek szklanych.

Stylometria deselbiańska
Dzieło wincentego Lutosławskiego „The Origin and Growth of Plato’s Logic” zainspirowało De Selby’ego do podjęcia własnych badań nad chronologią filozofii Platona. Doceniając osiagnięcia polskiego badacza, Uczony z Dalkey postanowił jednak wypróbować własną, alternatywną metodę badawczą. De Selby powziął myśl, aby uwzględniając wszystkie dzieła Platona, ułożyć je we wszystkich możliwych konfiguracjach (w tym według kolejności alfabetycznej i na odwrót, według liczby słów czy wedle liczby spacji między wyrazami), po czym biorąc za punkt wyjścia każdy z tych układów, przeanalizować rozwój myśli Filozofa. Zdaniem Wielkiego Balistyka najwłaściwsze rozwiązanie problemu chronologii objawi się wówczas samoistnie z całą wyrazistością.
Zdaniem Fourniera jakość wyniku takiego badania mogła ulec zaburzeniu z powodu powszechnie znanej błyskotliwości interpretacyjnej Dalkeyczyka. Z kolei Hatchjaw przekonuje, że metoda stanowi o etycznej wielkości De Selbyego, który – jak wiadomo – mógł po prostu spytać Platona, jaka była kolejność jego dialogów. (Zdaniem Basseta zapewne to uczynił, tyle że Platon miał mieć poważne problemy z jednoznacznym odtworzeniem kolejności swoich dzieł.) Ten ciekawy spór metodologiczny trudno jednak jednoznacznie rozstrzygnąć, zważywszy że wyniki badań De Selby’ego się nie zachowały.
Mniejszość
De Selby nie zgadzał się, by jego nazwisko pojawiło się w rożnego rodzaju słownikach czy encyklopediach. Uważał, że fakt zaklasyfikowania do jakiejś grupy jest formą napiętnowania i dyskryminacji: „Dlaczego figuruję w „Krótkim słowniku wszechświatowych geniuszy”, a nie uwzględniono mnie w „Gminnym spisie lokalnych producentów nalewek”? – pytał urażony Empiryk. Głęboka analiza socjologiczna doprowadziła go do przekonania, że jedyną sprawiedliwą, niedyskryminujacą metodą klasyfikacji jest metoda molekularna: każdy osobnik stanowi oddzielną nieredukowalną klasę atomową – najmniejszą mniejszość, w skrócie NM. Zrównanie w uprawnieniach i obowiązkach wszystkich NM doprowadzi do powszechnej niedyskryminacji mniejszości.
Sny Geniusza i krach kinematografii (jaką znamy)
Jak powszechnie wiadomo, geniusz praktyczny De Selby’ego nie ustępuje mocą jego geniuszowi spekulatywnemu. Nie każdy jednak zapewne wie, że praktycyzm Wielkiego Teoretyka objął również zjawiska ze sfery kultury.
Aby naświetlić to zagadnienie, cofnijmy się do czasów jego młodości, kiedy to chłonny i zafascynowany wszelkimi przejawami wyższej kultury umysł natrafiał na wielorakie przeszkody. Kryzys ekonomiczny, zagrożenia wojenne, klimatyczne, epidemiczne etc. powodowały, że jego kontakt ze sztuką ograniczyć się musiał do oglądania plakatów filmów, afiszy koncertowych i okładek książek.
De Selby nie poddał się jednak frustracji, ale podszedł do zagadnienia systematycznie i konsekwentnie. Wykorzystał przy tym swoje badania nad integracją wszystkich poziomów świadomości (nad-, pod- i tej w środku) oraz studia symetrii makro- i mikrokosmosu. W dużym uproszczeniu (bo zawsze należy upraszczać, jak głosi G. Perec) stworzył technikę, dzięki której we śnie mógł oglądać filmy, słuchać koncertów i czytać książki – co podkreśla Kraus – zupełnie za darmo. Na pożywce podchwyconych mimochodem fragmentów utworów, tworzył dzieła nowe, niejednokrotnie doskonalsze i godne odbiorcy wielkiego formatu.
Nie dziwią zatem pomruki niezadowolenia i zawoalowane pogróżki wejścia na drogę prawną kierowane przeciw Filozofowi z Dalkey, szczególnie przez koła związane z przemysłem filmowym (co znamienne, Barge zaznaczył, że takie głosy tylko sporadycznie dochodzą ze środowisk powiązanych z galeriami, filharmoniami i wydawnictwami).
Hatchjaw wspomniał niedawno, że De Selby zawarł ugodę z reprezentantami przemysłu filmowego i odtąd nabywa już bilety na seanse filmowe, jednak po obejrzeniu zapowiedzi najbliższych premier natychmiast wychodzi.
(przypis 1.: Zdaniem Basseta bilety otrzymuje za darmo pod warunkiem, że nie upubliczni swojej metody. Jednak jest to oczywista insynuacja.) (przypis 2.: Sugestia Du Garbandiera, że przed sennym seansem De Selby używa specjalnej mikstury opartej na roztworze etanolu, jest tak niedorzeczna, że nie wymaga komentarza.)
Akcja-reakcja
Biografowie opisywali de Selby’ego jako agnostyka wychowanego w kulturze katolickiej. Miał uznawać dekalog jako fundament praktycznej moralności, jednak w duchu postępu próbował stworzyć moralność naukową. Postanowił powiązać fizyczną zasadę akcja-reakcja z etyczną zasadą odpłaty. Zgodnie z trzecią zasadą dynamiki, jeśli Garbandier w dyskusji uderzy w Krausa, to spotka się z adekwatną polemiką. W swojej altruistycznej poprawce do zasady Newtona, de Selby postulował, by reakcja Krausa była nokautująca: „Pokonując przeciwnika chronimy go przed kumulacją przewin”.
Druga zasada termodynamiki
Wielki Empiryk postanowił sprawdzić, czy faktycznie entropia nie maleje. Badanie przeprowadził w pubie, oddając się lekturze prasy i degustacji piwa. Uważna lektura potwierdziła obowiązywanie standardowego modelu rozwoju społecznego, zgodnie z którym oświeceniowa ewolucja oraz ideologiczna walka o słuszność stanowią obiektywne potwierdzenie konieczności permanentnej lewicowo-liberalnej rewolucji przynoszącej nieunikniony postęp. Jako zwolennik absolutnej unifikacji, de Selby połączył teorię społecznego postępu z drugą zasadą termodynamiki: w progresywnych społeczeństwach entropia rośnie.
Sieciowe mutacje
Manus, wydawca monumentalnych „Dzieł, prawie wszystkich, Wielkiego Balistyka”, w wywiadzie zamieszczonym w sierpniowym numerze periodyku „Za horyzontem”, wskazał de Selby’ego jako prekursora modnego obecnie nurtu działalności naukowej, polegającego na wyjaśnianiu za pomocą jawnych lub ukrytych cytatów. Wybiórcze i chaotyczne spisywanie z globalnej sieciowej encyklopedii, zawierającej wiele nieścisłości i uproszczeń, powoduje kumulację przypadkowych błędów i przeinaczeń przypominających genetyczne mutacje. W efekcie uzyskujemy pole do rozwoju nowej dziedziny nauki zajmującej się analizą i korektą sieciowo zmutowanych treści.
Negatywną mutacją są z pewnością wypociny tego knajpianego filozofa – de Selby’ego. – skomentował Garbandier.
Pozytywną mutacją będzie zablokowanie tego złośliwca i ignoranta Garbandiera. – odpowiedział Hatchjaw.
Odchylenia są neutralne, ponieważ cała sieć składa się z fluktuujących mutacji. – podsumował Kraus.
Potop
Cykliczne ekologiczne wzmożenie związane z „gwałtownym” topnieniem lodowców, „katastrofalnym” podniesieniem poziomu morza i „nieuchronnym” potopem pochłaniającym Wyspę i to już, zaraz!; a najdalej pojutrze! – początkowo zderzało się z olimpijską obojętnością Empiryka. Dopiero zablokowanie pubu przez klimatystów wywołało reakcję. De Selby przełączył mechanizm skrzyni wodnej z trybu produkcji „zielonego” wodoru w tryb produkcji tlenku wodoru. Według nowej kalibracji skrzynia ma zakończyć produkcję wody po podniesieniu globalnego poziomu oceanów o 8848 metrów.
Egoistyczny altruizm
Jak na prawdziwego geniusza przystało, de Selby ignorował potrzeby innych ludzi i ewentualną pomoc traktował jako środek do realizacji własnych celów. Kiedy podczas jednego ze spotkań autorskich, zarzucono mu brak wrażliwości społecznej, odpowiedział, że jakiekolwiek wolne działanie jest z definicji samolubne, bo jeśli coś robię, to na własną odpowiedzialność i dla siebie. Społecznik realizuje własne wewnętrzne egoistyczne potrzeby, których zewnętrznym efektem jest pomoc bliźnim. W istocie każdy, kto zgodnie z prawem, dobrowolnie i prawidłowo, realizuje swoją funkcję w społeczności, działa na korzyść innych – altruistycznie. Natomiast egoistyczny altruizm jest samolubnym zaspokajaniem własnych potrzeb w sferze udzielania pomocy innym. Stąd logiczny wniosek, że udzielanie pomocy jest środkiem do celu, którym jest pozytywna samoocena, a często poczucie moralnej wyższości. W takim ujęciu pojęcie pomocy jest względne i zależy od społecznego oraz sytuacyjnego kontekstu, co często prowadzi do niezamierzonych negatywnych skutków zgodnie z maksymą, że piekło jest wybrukowane dobrymi intencjami.
To paszkwil wytworzony przez Krausa! – stwierdził Hatchjaw.
Wyjątkowo zgadzam się z przedmówcą; zracjonalizowany altruizm zupełnie nie pasuje do deselbiańskich fantasmagorii. – uzupełnił Garbandier.
Garbandier podszywa się pod Krausa i zgodnie z zasadami progresywnej krytyki komentuje i wychwala własną fałszywkę. – złośliwie odpowiedział Hatchjaw.
W „Dialogach etycznych” znajdujemy: „Altruizm to parodia miłosierdzia”. – podsumował Basset.
Złota zasada
Manus, znany wydawca dzieł de Sebiego, zapowiedział publikację notatek Empiryka odnoszących się do zamierzonego, lecz nigdy nie zrealizowanego dzieła o roboczym tytule: „Racjonalzacja etyki”. De Selby poddawał analizie nakazy moralne wyprowadzając z nich zaskakujące wnioski. Przykładem niech będzie zasada: „Miłuj bliźniego, jak siebie samego”. Według Empiryka jest to skrót rozbudowanego systemu etycznego, który powinien definować wiele pojęć i dowodzić licznych twierdzeń.
Już powierzchowna analiza wskazuje, że zasada miłości bliźniego jest względna: należy naśladować dobro, a unikać zła, a zatem: „Miłuj w bliźnim i w sobie to, co dobre, a co złe odrzucaj”.
Podobno w zaginionych „Dociekaniach etycznych” de Selby badał złotą zasadę zarówno w postaci pozytywnej: „Miłuj dobro w bliźnim, jak w sobie dobro miłujesz” oraz negatywnej: „Nienawidź zła w bliźnim, jak w sobie zła nienawidzisz.”
Ta nadprodukcja falsyfikatów publikowanych przez Manusa staje się irytująca! – zauważył Garbandier.
A szanowny pan du Garbandier w komentowaniu jak zwykle pierwszy, czyżby miłośnik deselbianów? – podstępnie zapytał Hatchjaw.
Moją misją jest ostrzeganie przypadkowych czytelników przed fałszerstwami rozpowszechnianymi w sieci przez takich osobników, jak Manus czy Kraus. – zadeklarował Garbandier.
Skąd pewność, że racja jest po pana stronie? – włączył się Le Clerck.
Stosuję żelazną zasadę akceptacji jedynie własnych poglądów. – odpowiedział du Garbandier.
Trzeba posiadać poglądy, by je akceptować. – złośliwie zauważył Hatchjaw.
Jednak Garbandier przedstawił jakiś pogląd: autonomicznego autorytetu. – stwierdził Basset.
Ciekawe w jaki sposób potwierdzi, że to jego poglądy, a jeśli jego, to czy ich od wczoraj nie zmienił. – podsumował Bassett.
Definitywne wyjaśnienie przyczyn inwazji białych, pluszowych gęsi na Polskę
Środowisko naukowe zostało zaskoczone w ubiegłym sezonie wakacyjnym niezwykłym zjawiskiem ornitologicznym, jakie miało miejsce w Polsce – masowym napływem białych gęsi. Niespodziewanie te sympatyczne ptaki zaczęły się pojawiać w ogromnej liczbie nad polskim morzem, wkrótce potem w polskich górach, a ostatecznie również w polskim interiorze. Wyjaśnienia fenomenu podawane przez media okazały się niezadowalające, zdecydowano więc poszukać wsparcia u ekspertów światowej rangi. Jedynym, który podjął się rozwiązania tej zagadki, okazał się Wielki Ornitolog – De Selby.
Jego elegancka teoria rozjaśnia wszystkie możliwe przypadki pojawienia się gęsi w kraju nad Wisłą: A) Gęsi nad morzem – zostały wyrzucone z falą przypływu, po czym skrzętnie zebrane przez Pomorzan trafiły na okoliczne stragany ku uciesze turystów. B) Gęsi na Krupówkach – przywiał je wiatr halny, a straciwszy siłę nośną po drugiej stronie gór, opadły na stoiska z pamiątkami. C) Gęsi w podziemiach Ronda Dmowskiego – w wyniku prac remontowych na Dworcu Zachodnim wydostały się na zewnątrz z tajnych magazynów zawierających zapasy drobiu jeszcze z okresu Zimnej Wojny. Itd., itp. Dlaczego właśnie teraz? To oczywisty efekt kolejnego okresu wzmożonej aktywności Słońca.
Brak reakcji stałych komentatorów twórczości De Selby’ego na ten błyskotliwy wywód tłumaczy się z jednej strony tym, że Uczony wyczerpał temat do cna, z drugiej zaś faktem, że jego dogłębna analiza została ogłoszona wyłącznie w języku polskim.

